W nocy znów solidnie nasypało śniegu. Na szczęście w pracy mogłem stawić się dziś trochę później, udało mi się więc odczekać aż drogi staną się przejezdne i około dziesiątej wyruszyć na gluta.
Pogoda oczywiście nie zachwycała - wciąż zimno, z wczorajszego słońca nic nie zostało. a zamiast niego dominowała lekka mgiełka i spora szarzyzna. Na plus (ostatnio panicznie takiego szukam) można zaliczyć dużo słabszy wiatr.
Trasa to glutowy klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań. Jechałem ostrożnie, bo co prawda główne asfalty były całkiem zacne, ale już boczne dróżki stanowiły zagadkę - będzie poślizg na zakręcie czy nie będzie?:)
Jako muzykę na ten krótki wypad wybrałem sobie nową płytę norweskiej Warduny. Idealne tło do aury - mroczne skandynawskie folkowe dźwięki genialnie współgrały mi z otoczeniem.
A tak w ogóle to się rozmarzyłem myśląc o tym, co by było, gdyby wciąż silne były wyznania rdzennych mieszkańców danych regionów: Skandynawii, Europy Wschodniej czy państw bałtyckich (bez idiotycznego podziału na narody) zamiast jedynej słusznej wiary, narzuconej albo siłą, albo dlatego, że opłacało się to regionalnym kacykom, którzy dzięki temu mogli awansować wyżej w hierarchii. Na pewno nie byłoby gorzej, a bajeczki wynikające z mitologii bardziej trzymają się kupy niż te kościelne, zaprzeczające najczęściej same sobie. Wtedy raczej nikt by się nie modlił do bóstwa, który przez swoje widzimisię zatapia istoty, które najpierw stworzył, w tym niewinne zwierzęta, zachowując tylko ich garstkę.
A tak w ogóle to się pochwalę :) Rośnie w siłę moja kolekcja ksiąg wydawnictwa BOSZ, opisjących wierzenia Słowian, w tym genialny Bestiariusz Słowiański. Polecam!
Do pracy rowerem nie pojechałem, bo wieczorem miało zamarznąć to, co się roztopiło. Wolałem nie ryzykować.
No i jeszcze fotki Kropy w śniegu. Mam nadzieję, że ostatnie w tym roku :)
Aha, udało mi się ostatnio - po raz pierwszy - przyuważyć pełzacza leśnego. Niełatwa to sztuka, bo prawie go nie widać, do tego to ptak z największym ADHD, jakie poznałem :) Fotki więc nieostre, ale są.
A od jutra ma padać. Znów przerwa? :/
Komentarze (15)
Meteor - mam tę książeczkę, dobre określenie z tą betą. Trochę brakuje klimatów późniejszych książeczek, ale skoro jest, należy posiadać :)
Kolzwer - dziękuję :)
JPbike - a tak, tak, pomyliłem miejsca :) Czekam na tę fotę z niecierpliwością :)
@JPbike - Tak, muminki są trollami! Nawet pierwsza książeczka o nich nazywa się "Małe trolle i duża powódź" (u nas mało znana, bo wydana dopiero w latach 90.)... jest to w zasadzie wersja Beta Muminków, nawet wyglądają troszkę inaczej, niż późniejszych książeczkach (googlnij sobie tytuł, to zobaczysz).
Hehe :) Wszystko się zgadza. Trolle są brzydkie i paskudne, a Muminki są... trollami :) Myślę, że bliżej niekreślona pod względem gatunkowym moja ulubiona Buka jest tu łącznikiem :)
Dzięki z góry, mam już jedną nierowerową relację z Bergen (to chyba dokładnie to miejsce?), ale z chęcią przyjmę taką dedykację od Ciebie :) Eh, marzy mi się cała Skandynawia rowerowo, lecz chyba by na to trzeba przez rok pracować i nic nie jeść :)
Hmm... Muminki trollami? Ciężko w to uwierzyć, bo te postacie znacznie się różnią - Muminki wyglądają nawet sympatycznie, a trolle paskudnie :) Poza tym ja cały czas mam w planach wyprawę z sakwami po norweskich fiordach i jak w końcu się uda to specjalnie dla Ciebie cyknę fotę przy znaku "uwaga trolle" :)
Dobre skojarzenie, choć ja - wybierając w liceum tego "nicka" w grach fantasy - bardziej sugerowałem się Tolkienem, którego pochłonąłem namiętnie kilka razy :) Nie można też zapomnieć, iż trollami były szwedzko-fińskie... Muminki :)
Evita - pocieszę, moja "Sodoma" też wciąż czeka na kontynuację lektury :) Audiobooki pozwalają żyć, ale też udaje mi się czytać co najmniej jedną fizyczną książkę miesięcznie. Lekko nie jest :)
JPbike - cholera wie, moja rodzina ma jakieś tam solidne korzenie podobno, ale nie wnikałem :) Za to zawsze uwielbiałem regionalizmy - czy to mity, czy gwara, czy jakieś smaczki kulturowe. A Słowianie mają się czym pochwalić, choć ja oczywiście wolałbym się wychować w Skandynawii :)
Meteor - jak tak dalej pójdzie to będę mógł robić za Waszą pogodynkę :) Pełzacz faktycznie ma nie tylko specyficzną (czyli nijaką) barwę, ale też wspomniany dzióbek oraz ciekawe palce, które kojarzą mi się z kowalikiem. Fajny to kurdupel :)
Lapec - poproszę więc o brak próśb na kolejne lata. Dziękuję :))
Evita - rozumiem, że też kolekcję zamierzasz nabyć? Polecam :) Kropa faktycznie wyszła groźnie, a pełzacza też widziałem po raz pierwszy na żywo :)
O BOSZ, jaka nęcąca kolekcja! ;) Chyba wezmę z miesiąc wolnego, żeby nadrobić zaległości czytelnicze ;] Kropa na drugiej focie wygląda, jak ogar podczas łowów ;) A pełzacza w życiu bym nie rozpoznała ;D
No to my znów mamy pogodę o dzień późniejszą - dopiero dziś mogę napisać to co Ty, że w nocy napadało śniegu, a słońce było wczoraj ;-)
Rzeczywiście, gdyby nie brzuszek, to pełzacz idealnie by się wtapiał w tło... zresztą wiele ptaszków zauważa się, wiedząc kątem oka jakiś ruch. Fajny ma dzióbek.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"