Udało się w końcu wykonać pełne, stuprocentowe pięć dych. Jakoś tak lepiej człowiekowi :)
Temperatura była mało intuicyjna - na starcie minus dziesięć, w najcieplejszym momencie o dwa stopnie więcej. Gdzieś na dwudziestym kilometrze mój komin dostał nowej barwy - śnieżnej, skrystalizowanej bieli :) No i niestety wiatr, mimo że maksymalnie o średnich podmuchach, zrobił swoje - wymarzłem za wszystkie (mam nadzieję, że wszystkie) czasy.
Fakt, była tytułowa zamrażarka. Ale asfalty poza aglomeracją już wręcz idealne. Zresztą wystarczy spojrzeć:
Oczywiście na polach rządziła biel, ale całkiem klimatyczna.
Tylko pewnemu łowcy średnio akurat szło z kamuflażem :)
Pysk mi się cieszył na samą myśl o uchwyceniu moich ulubionych wierzb między Trzcielinem a Dopiewem, a tu szok...
Początkowo zacząłem kląć na głos, bo żyję w Polsce, więc sądziłem, iż podcinka ma na celu całkowite wyeliminowanie stąd drzew, ale na szczęście po chwili przyjechali autorzy tej instalacji, których dopytałem co i jak. Uspokoili mnie, że poszły tylko gałęzie, reszta zostanie. Uf.
A tak przy okazji - czy tylko ja widzę tu ludzką głowę? :)
Na to wszystko patrzył z góry mój znajomy myszołów włochaty...
...a sarenki jak zwykle stresowały się wszystkim, tylko nie ewentualną wycinką.
Kawałek dalej przyuważyłem zgraną parę kruków i oczywiście nasunął mi się dialog między nimi: "ty, a słyszałeś o tym ostatnim czarnym strajku?".
Tu zaś przesłanie wydawało się prostsze: "jeeeeeeeśśśćććć!!!" :)
No i na koniec jeszcze zmarznięte żurawie:
Oj, było dziś co focić. Żałowałem, że nie mam ze sobą grzejnika, bo łapy mi przy okazji niemal zamarzły :) No ale czasem warto się poświęcić.
Prawie przez to spóźniłem się do pracy, jednak pojechałem do niej też rowerem, więc się udało. Bo jak wiadomo, to najlepszy i najszybszy pojazd do poruszania się po mieście.
Komentarze (14)
MI zdecydowanie takich wypadów nie brakuje, ale dzięki :)
Dokładnie, widok rzeźniczy, ale jeśli faktycznie ma to pomóc wierzbom, to niech będzie.
Kolzwer - dzięki :) No współczuję, masakra jakaś. Syberia może pozazdrościć.
Lapec - zauważył, ale miał to gdzieś, pewnie myślał, że ta czarna ziemia zrobi swoje. A tu psi-kus :) Na zdjęcia zamarzniętych drzew chętnie sobie spojrzę latem :)
Ja już zapomniałem, że pod tym białym jest taki czarny asfalt :) Tak średnio 90% z nich wygląda jak ta w mojej rodzinnej miejscowości: https://kolzwer205.flog.pl/wpis/13950302/zarki-letnisko#w Zdjęcia wśród białych scenerii wyszły świetnie!
No zima w tym roku jest... konkretna, nie ma co, mało przyjazna rowerzystom. Widzę, że Ty się mimo wszystko nie poddajesz. Bardzo ładne zimowe krajobrazy i zmarznięty Myszołów. Ze standardowym pozdrowieniem "BYLE DO WIOSNY!"
Takie wierzby, żeby zachowały swój charakterystyczny pokrój, muszą być regularnie ogławiane... co prawda zaraz po podcięciu wyglądają łyso, ale szybko te gałęzie odrastają.
U nas jest takich wierzb sporo (stąd się mów - wierzby mazowieckie, choć bardziej prawidłowo powinno być olęderskie) i często przez wiele lat nie były ogławiane... z moich obserwacji wynika, że takie ciężar takich przerośniętych konarów, zwłaszcza rosnących w bok, może wręcz sarą wierzbę rozerwać.
Mi się w jeździe na dwóch kółkach zimą podobają puste śmieszki, wolne od sezonowych/weekendowych debili, oraz życzliwość większości użytkowników dróg - choć gazeciarze bywają, to jednak przez to, iż siedząc w aucie trzeba też bardziej uważać, robi się paradoksalnie bezpieczniej dla pieszych i rowerzystów.
Ale spacery zimowe wielbię. Minimum pięć kilosów dziennie musi wlecieć przy braku roweru lub chomiku. Co w sumie na to samo wychodzi :)
Eliza - dziękuję :) Choć moje stawy mnie kiedyś za to przeklną :)
Huann - no właśnie się zastanawiałem, ale nie w temacie żurawi, a myszołowa włochatego, czy przypadkiem nie wrócił w swoje rodzinne strony, czyli na Kamczatkę, żeby się ogrzać :) Jak widać jeszcze się trzyma. Szkoda mi go będzie, gdy w końcu odleci. Mam nadzieję, że wróci tu za rok. Co do zimowych spacerów to je lubię, bo człowiek nie zamienia się w parującego pomidora po 200 metrach, jak latem. Idealna aktywność na tę porę roku :)
Zdjęcia wierzb artystyczne, coś jakby japońskie grafiki - żurawie dodatkowo podtrzymują ten klimat, choć to nie mandżurskie, a nasze - swoja drogą ciekawe, czy nie żałują teraz, ze jednak wzorem dawniejszych czasów nie zwiały przed zimą bardziej na południe.
Ja dziś w kwestii aktywności poprzestałem na półmaratonie spacerowym wokół mojego lasu. A że las ma 1300 ha, to jest to dystans w sam raz na zimę... piechotką ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"