Dzisiaj będzie jeden plus, a poza tym sporo minusów. Jak w życiu :)
Ów plus jest taki, że póki co w robocie wycofano się z pomysłu dwunastek. Na jak długo? Tego nie wiadomo, jednak sam fakt cieszy.
No i zaczynają się minusy. Ten podstawowy - że dzisiaj miałem również dzionek pracujący, taki pośrodku niczego. Do tego musiałem o czwartej nad ranem (!) wyjść z psem, bo zachciało się opróżnić jelita. To nie koniec jednak tematu Kropy, bo jeszcze zaliczyłem wizytę u weterynarza - od kilku dni bowiem pojawiał się dziwny kaszel. Okazało się, że to zapalenia gardła, więc kilka dni pod rząd czeka ją trauma w postaci zastrzyków. Same one są bezbolesne, ale już droga do weta (całkiem sympatycznego, ale sterylizacji się nie zapomina) w jej oczach jest jak na szafot :)
Co do jazdy - miałem ruszyć szosą, ale się powstrzymałem, znów widząc zmożone drogi i połacie szronu na drogach. Czarnuch za to zapiał z zachwytu, wiedząc, iż po raz kolejny przyszła na niego kolej :)
Świat w tym 2021 ma tylko dwie barwy: czarną i białą. No, może jakieś szarości jeszcze się pojawiają oraz to, co zielonego się miejscami przebije. A w takich oto warunkach jechałem. Równie dobrze mogę napisać, że byłem w górach lub nad morzem, nikt by mi nie udowodnił, że nie :) No i był lekki stresik - nowa tylna lampka do mnie jedzie dopiero, więc pod tyłkiem miałem tylko symbolicznego małego LED-a. Jak widać, o dziwo się sprawdził.
Aha, na Starołęckiej prawie bym został zabity przez jakiegoś bezmózga skręcającego na posesję. Mój błąd: byłem na śmieszce, bo jadąc MTB jakoś jestem je w stanie przeżyć, choć niełatwo. Jeleń ze mnie. Tym bardziej ucieszył mnie widoczek tamże, kawałek dalej. I jak tu nie lubić miasta Poznań? :)
Kolzwer - w Poznaniu już spadł, a ma padać przez tydzień :( Grzybica i zapalenie gardła to na szczęście rzeczy do wyleczenia, oby tylko takie choroby się naszym psiakom zdarzały :)
U mnie oprócz tych mglistości i szarości dodatkowo po pracy zaczął padać deszcz, kiepsko zaczyna się rowerowy rok, a za jakieś dwa dni ma jeszcze spaść śnieg. Jedna z moich psic też musiała chodzić do weterynarza na zastrzyki - grzybica ucha.
To fakt, że szosą bym nie ruszył, chyba że do pierwszej gleby i z powrotem :) Ale skoro specjalnie nabyłem ciężki sprzęt, to trzeba z niego korzystać. Ale pewnie od jutra/pojutrza pójdę w Twoje ślady, bo pogoda ma się tak zmasakrować, że mgła będzie najmniejszym problemem :/
Kurła ze Tobie sie chce w takie mleko. JA to cały dzień z żoną pod kołdrą leżę euahehuaheha Sprawdzam pogodę ale lipa, może na opony 2.35 jest ale mam ostatnio dość , a na 25C za mokro :P
Też mi weterynarz mówił o możliwości wirusa, bo Kropa przechodzi to już drugi raz. Pomogły antybiotyki i steryd, teraz już dla zdrowia psa są same antybiotyki, mam nadzieję, że pomogą. Może to być również "zwykłe" zapalenie, bo kijek w pysku jest non stop, zima czy lato. Jakbym dostawał smaczki też bym chorował często, ale to nie mógłby być sproszkowany Duda :)
Jakiś psi wirus gardłowy pałęta się ostatnio - Tobik przez 3 tygodnie brał tabletki (w pasztetowej marki Duda;), a że u weta zawsze wyprosi smaczki, więc nic dziwnego, że choroba trwała i trwała... ;)
U mnie dziś podobna pogoda: trochę szronu, dużo mgły - ale za to mało wiatru :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"