Na wolnym fajnie było, ale się skończyło. Dzisiaj powrócił klimat rzeźniczy, czyli dwanaście godzin w robocie, a przed nimi zaledwie glut.
Zanim ruszyłem trafił mi się mały zonk - okazało się, że nie działa tylna lampka (jak się okazało - już na amen), zresztą wczoraj ładowana. Jakby nie patrzeć element to dość istotny w zimowych porannych ciemnościach, więc wyszukałem na szybko malutkiego LED-a i z duszą na ramieniu wyjechałem. Jak widać żyję, więc chyba się sprawdził :)
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice, tam nawrotka - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęcka - Hemtańska - Dolna Wilda - centrum. TUTAJ Relive.
Zmarzłem, przewiało mnie (wciąż duło okrutnie), generalnie paskud. Wyjątkowo nie byłem obrażony o krótszy dystans. Nawet wschód trafił mi się w jakichś bezpłciowych Daszewicach :) Z innej beczki: wczoraj odkryłem niedaleko domu, obok starego cmentarza przy ulicy Samotnej, istny raj dla kwiczołów. To takie ptaki, nie świnki :) Mało urodziwe, piegowate, ale z braku laku pofociłem kilka z nich.
Kolzwer - tu się okazało, że nie padła bateria, tylko sama lampka się rozsypała. Szkoda, tania nie była, ale u mnie rok to jak wyrok :) No cóż kwiczoł też człowiek, coś jeść musi... :)
Lapec - wczoraj tak... Dzisiaj nawet ja znów musiałem przeprosić się z chomikiem :/
Producenci lampek rowerowych chyba nie do końca przygotowują je do użytku w zimowych temperaturach, jak by wtedy nikt nie jeździł rowerem. Mnie tam kwiczoły się podobają właśnie z wyglądu, bo już ich charakterek wyjadania latem porzeczek, wiśni nie za bardzo, jedzą ich na prawdę dużo. Kilka takich osobników i zwykle zostaje na konfitury 1/5 wszystkich owoców, a przepłoszyć je ciężko, szczególnie jak już usiądą na wspomnianej wiśni - nawet potrząśnięcie drzewem nic nie daje. Zimą chyba nie mają interesu zaglądać w moje strony, bo wtedy właśnie widzę je bardzo rzadko.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"