Ostatni wolny dzionek przed kolejnymi dwunastkami w robocie. Trzeba było go wykorzystać.
Tak, przede wszystkim znów się wyspałem :) Połowa misji zrealizowana.
Druga polegała na wypadzie rowerowym. Z tym było ciężej, bo wiało jak cholera, a i upałów nie odnotowano :) Walka była nierówna i z góry przegrana, ale rękawicę podjąć należało. Nawet taką porządną, długopalczastą, bez której ani rusz.
Specjalnie zrobiłem kilka kilometrów więcej, żeby sfocić jakieś ptactwo w Grzybnie, a tu kicha kompletna. Zero. Spotkałem nawet dwóch ornitologów, tak samo zasmuconych tym faktem jak ja. Pozostało mi tylko obejść się smakiem i w zamian sfocić z bliska piękny pałacyk, aktualnie będący we władaniu Zespołu Szkół Rolniczych. Nad głową przeleciało mi jedynie stado dzikich gęsi. Na pocieszenie mam opalające się przy temperaturze bliskiej zera sarenki :) No i jak zwykle szlag mnie trafił, tym razem w okolicach Pecny. Polska, taka piękna i wciąż pięknieje... :/ No nic, póki co człowiek jeszcze nie zamieszkał na księżycu. Ku szczęściu tego satelity ziemi.
Komentarze (9)
Huann - gdybym ja miał mniej niechęci do fb........ :)
Kolzwer - trzeba przyznać, że szkoła dba o ten zabytek :) Masz rację, niedługo na ziemi będziemy mieli księżyc :/
Lapec - przynajmniej raz było sprawiedliwie w całej Polsce :)
Elegancko utrzymany ten pałacyk :) Dzień bardzo słoneczny, nawet w Częstochowie, jednak wiatr niemiłosiernie mocny, w połączeniu z taką temperaturą osobiście musiałem odpuścić rekreacyjną jazdę. Człowiek raczej nie zamieszka na księżycu, bo tam poza kraterami nic nie ma, ale za to ziemia władana ludzką ręką może szybko upodobnić się do tego satelity.
Ptaszki przeminęły z wiatrem. Jeśli gęsi gęgały - to gęgawy, po tym można z daleka ponoć je rozróżnić od innych (nie)gę-si :) A u nas nadal trochę wszystko przyśnieżone, choć głównie łąki i lasy - wiem, bo z psem ;)
Marecki - oj tak, sarenki mały luzik kompletny, patrzyły na mnie i nawet się nie zaniepokoiły. Porobiłbym więcej fotek z tego relaksu, ale wspomniany wiatr prawie zamarzł mi łapy :)
Roadrunner - dzięki :) Coś tam jeszcze postukam, lecz już kompletnie bez ciśnienia, za to z przewagą glutów.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"