Pobudka sponsorowana przez krople deszczu jest średnio lubiana przez rowerzystów, a już na pewno przeze mnie. Jednak wyjątkowo się nie obrażałem: po pierwsze chciałem się wyspać (miałem wolne), po drugie czekała mnie masa porannych rzeczy do ogarnięcia. Porobiłem zakupy, jedną sprawę załatwiłem telefonicznie, a nawet udało mi się zawitać na pocztę, żeby odebrać paczkę. Za trzy dziesiąta, czyli na sekundy przed godziną zero, czyli zmasowanym (a realnie: nieistniejącym, bo emeryci byli już wszędzie od kilku godzin) atakiem seniorów.
Wciąż padało, ale jakoś byłem spokojny, że w końcu przestanie. I tak się - o dziwo - stało. Mogłem więc przygotowywać tak siebie, jak i Czarnucha.
Na początek motyw świąteczny... ...a teraz do sedna. Są osoby, które lubią wejść sobie nago zimą na K2, ponurkować z rekinami bez klatki czy zrobić przegląd uzębienia dzikiego lwa bez znieczulenia. Jednak to ja dziś dopiero pozwoliłem sobie na wyzwanie ekstremalne i skorzystałem ze WSZYSTKICH (!) możliwych DDD-rek po drodze. Wiem, jestem hardkorem :) Jednak raz w życiu, mając pod sobą ciężki sprzęt, można sobie pozwolić. Najciekawszym - i największym - wyzwaniem był przejazd przez centrum Puszczykowa. Zawsze jechałem drogą i już wiem, że wiele straciłem. Ten metr szerokości, kostka oraz wysokie krawężniki to nie wszystko. Są jeszcze fajne podpórki pod rower :) Przeleciałem jeszcze to coś między Mosiną a Krosinkiem, oczywiście Łęczycę, jak i nowy wynalazek przy wjeździe (znów) do Puszczykowa. Jakiś czas temu było tam wiele protestów, bo według wstępnych założeń drzewa miały być wycięte w pień, na szczęście opór okazał się skuteczny. Powstało kostkowe gówno, ale przynajmniej zieleń ocalała. Nie skorzystałem jedynie z gościnności śmieszki w Luboniu. Na to już nie miałem zdrowia :)
Gdy wracałem, nawet zaczęło się wypogadzać. Na koniec jeszcze szaraczek... ...oraz osiołki, lekko niewyraźne, bo z telefonu. Aparatu do zwierzaków dziś nie brałem. Aha, dystans dziś z zegarka. Bo po raz kolejny "wodoszczelna" Sigma okazuje się badziewiem - sam licznik może faktycznie można wyprać (zdarzyło mi się niedawno), ale już styki nie. Tym samym mogłem oglądać, jak pędzę z prędkością... 0 km/h. Szajs jakich mało. Jutro znów dwunastka :(
Komentarze (18)
Kostka na głowie oznacza, że nie ma jej już na DDR-ce. Zawsze jakiś plus :)
Huann - dzięki :) Stare Sigmy wciąż żyją, szkoda tylko, że mało co się z nich można dowiedzieć. W zamian mamy wypasione, które nie działają :)
DaruS - Poznań już od dawno robi wszystko tylko asfaltowe, z zerowymi progami. Co z tego, skoro gdziekolwiek się nie ruszyć poza miasto to na zadupiach rosną takie kwiatki. I nie ma jak tego powstrzymać :/ Taaaak, DDR-ów nikt nie ogarnia :)
Roadrunner - hehe, jest to jakiś sposób :) Dobre piwko nie jest złe, a nawet złe piwko... nie jest złe :)
U nas już od lat nie budują dyrektor z kostki, a i o dziwo krawężniki jakieś takie bardziej przemyślane. Może to dlatego że stowarzyszenie Rowerowy Toruń ma człowieka w Miejskim Zarządzie Dróg. Ta waska Darka z parkingiem bez paska zieleni... nie trzeba być mądrym żeby na to nie wpaść, iż to nie zagra... wystarczyłaby gdyby taki urzędnik z projektantem wsiedli na rower i przejechali się po mieście...
BUS - to na 100% kwestia styków między koszyczkiem a licznikiem. W suche dni śmiga. Wystarczy jednak kilka kropel deszczu i dupa. Nie ma co, szajs teraz robią. Starsze modele faktycznie nie miały tego problemu :)
Kolzwer - więcej tego nie powtórzę, to był jednorazowy hardkorowy test :) Tak, to może być królik, latał taki w pewnym miejscu, o którym może jutro wspomnę, bo dziś za dużo fotek jak na jeden wypad było :)
To prawdziwy hardkor :)) Ja tylko , jak jeżdżę rowerem miejskim robię sobie takie testowe jazdy śmieszkami, sam rower i tak wolny, więc jak ddr-ki go spowolnią wiele to nie zmienia. W Sigmie potrafi uszkodzić się jeszcze kabelek, zaraz przy podstawce licznika. Ten szarak wygląda mi na dzikiego królika, ma bardzo krótkie uszy.
zobacz stan licznika z tyłu, stan wtyczki do licznika. Przejrzyj czy kabel jest cały zobacz czy magnes na szprysze się nie przestawił sprawdź sensor na widelcu w najgorszym wypadku awaria licznika choć gdyby go rzeczywiście zalało nie miałbyś nic na wyswietlaczu lub "cuda"
podczas robienia tych wszystkich czynności sprawdzaj na sucho czy łapie ruszajac rowerem przód tył aby magnes z sensorem się szybko stykały
Ja mam starszy model Sigmy już na obrotliwym wpinaniu i jeszcze starszy na wsuwanym
Nigdy nie narzekałem na ich wodoszczelność, często myłem je pod kranem
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"