Wczoraj wieczorem przygotowałem sobie szosę do porannego wyjazdu na przedpracowego gluta. W teorii wszystko fajnie, wróżki od pogody pokazywały, że z rana przywita mnie słoneczko (no dobra, nie do końca, bo jak się budzę jest jeszcze ciemno) i ładna aura. W sumie nawet tak było, przez jakieś pół godziny. Wypiłem kawkę, zacząłem się oporządzać, praktycznie już wychodzę, zerkam za okno, a tam... deszcz. Łot dle f(l)ak?
Wolałem nie ryzykować gleby na wąskich oponach, tym bardziej, że było niewiele powyżej zera, nastąpiła więc szybka akcja pompowania kół w Czarnuchu, sprawdzenie czy coś od stania przez dobrych kilka dni z niego nie odpadło, transfer lampek z bolidu na bolid i w końcu wyjazd. Lekko po czasie, ale jednak.
Nie padało na szczęście jakoś mocno, bardziej było to jakieś narodowe mżenie plus, ale upierdliwe :) Zdarzały się jednak i momenty suchości, o na przykład tu: Juliusz Cezariusz Łabędzius... Hm. Ktoś przedawkował? :) Kawałek dalej jednak dowód na to, że autor jest jakimś bezmózgowcem, bo tym samym "szprejem" nawalono obok takie gówienko: Dla niewtajemniczonych: to krzyż celtycki, zwany roboczo c(w)eltykiem, symbol ulubiony przez skrajną prawicę, od niektórych z naszych szanownych posłów z Konfederacji przez część bardziej nawiedzonych kiboli, po łysych dżentelmenów, którym patriotyzm myli się z czczeniem pana Adolfa. A ONR to Obóz Narodowo-Radykalny, takie dziubaski wieszające (symbolicznie, póki co) na szubienicach europosłów i wszędzie widzących żydowskie (a i niemieckie) spiski. Podsumowując: równie dobrze można było na tę ścianę narobić i byłoby podobnie :)
O tak było paskudnie: W ramach kontrastu więc zaległość z wczoraj. Z Lubonia :) Powstała tam bowiem szopka, Całkiem nawet sympatyczna. Przyciągająca miłośników (jak to w Luboniu) sebixowych świąt :) Najfajniejsze w teorii jest to, że szopka jest "żywa", czyli są zwierzaki - króliki oraz kozy. Problem w tym, że jakieś takie mało szczęśliwe, a i trzymane na postronku. Po co? Akurat mina powyższa kojarzy mi się z "kierowniku, a sianem poratujesz?" :)
No nic, mam nadzieję, iż sebixowe pociechy się za bardzo nie rozwiną i czworonogi wrócą całe i zdrowe w miejsce, skąd pochodzą.
Komentarze (17)
Może być! Czyżby jakaś tajna kwatera, gdzie się spotykają od czasu, gdy im lasy zamknęli i nie mieli gdzie urządzać urodzin Adolfika? :)
BUS - ja wyjątkowo zimą odpuszczam tę hopkę zimą i częściej jeżdżę koło Szacht. Co prawda brakuje trochę bezmózgich klaksoniarzy, ale rower czystszy :)
Syfilis był wczoraj absolutny... margines od Komornik do Górczyna był pokryty grubą warstwą... czegoś czarnego... co uczyniło moje biało-srebrne koła również czarnymi. Czyszczenie ich zajęło mi... 1,5 h...
W zeszłym roku pewien "artysta" sprzedał za grubą kasę swoje "dzieło" (banan przyklejony taśmą klejącą do ściany). Napisano o tym dzielę kilka "inteligentnych" recenzji. Dlaczego ta interpretacja ma być gorsza ?
Miny z ostatniego ujęcia bezcenne :) Kilka lat temu pod moim kościołem też byłą żywa szopka, ale wszystkie zwierzęta chodziły luzem po sporych zagrodach.
Huann - współczuję. Oj, też mi się marzy taki świat, gdzie zwierzęta by rządziły, a ludzie byli jedynie podporządkowani :) Choć jak można było wyczytać w "Folwarku zwierzęcym" nie zawsze to się dobrze kończy.
Marecki - dzięki. I zazdro :)
Jurek - a w sumie ciekawa interpretacja, gratuluję :) Ale jednak nie sądzę, iż autor miał na tyle zasobów w mózgu, żeby na to wpaść :)
Grigor - no nie? :)
Roadrunner - a mi się o dziwo te tegoroczne watykańskie maszkarony podobają :) Ja też kiedyś robiłem różne dziwne rzeczy, ale im człowiek starszy, tym jakoś traci nimi zainteresowanie :)
A może jednak nie doceniłeś "artysty". Juliusz Cezary to dyktator i tyran. Który wykorzystał swoje koneksje i wojsko do przejęcia władzy. Dosięgnęła go jednak "sprawiedliwość". Gdyż Brutus za poręką senatorów rzymskich zakończył jego "rządy". Może to taka artystyczna pararela. Julek=ONR ? :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"