Południówka
Znów nie zdążyłem po chleb przed godziną dla seniorów, więc wybrałem się po niego w samo południe, rowerem. A że do najbliższej z dziesięciu piekarni mam jakieś pięćdziesiąt metrów maks, najpierw zrobiłem pięćdziesiąt, ale kilometrów :) Padło na trasę południową: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Jechałoby się nawet ok, gdyby nie wysyp gazeciarzy. Pierwszy trafił mi się na leśnym odcinku z Mosiny do Żabinka. Leśny oznacza, że należy zachować szczególną ostrożność na wypadek napotkania zwierzyny. Więc? Na moje oko jakieś 120 km/h, w tym wyprzedzenie mnie na centymetry. Samochód? BMW, a jak. Oj, chyba najlepszym wyjściem byłoby, gdyby kierowca zapoznał się z najbliższym drzewem. Może dzięki temu nie zabije nikogo niewinnego. Ale jak wiadomo sprawiedliwości nie ma, więc pewnie za jakiś czas taki bezmózg kogoś zlikwiduje. Podobną sytuację miałem jeszcze podczas powrotu przed Puszczykowem, a w Mosinie - już przy dużo mniejszej prędkości - trafił się kolejny miłośnik przytulania. Tutaj przynajmniej mogłem zareagować i poszło sporo edukującej łaciny. Aha, o wyprzedzających na podwójnej ciągłej nie ma sensu wspominać, bo to przecież norma.
Były też i korki. Wyjątkowo nie narzekałem, bo w Luboniu, zamiast w nich kwitnąć bez sensu, nabyłem od przydrożnej sprzedawczyni zestaw świąteczny :)

A poza tym - nawet na chwilę wyszło słońce!

Ulubiony las póki co wciąż stoi i oby obszar Natura 2000 go ochronił.

Trafiło się stado sarenek, niestety bardzo daleko.


W mojej ptasiej miejscówce dziś skromnie - zaledwie jeden trznadel, do tego nie chciał się ładnie zaprezentować, tylko krył za gałęziami, uniemożliwiając ostre ujęcie.

Tyle na dziś. Czas dalej się regenerować :)








