Leniwy, wolny weekend - takie to ja zdecydowanie rozumiem. Szkoda, że mam ich tak mało. No ale może dzięki temu bardziej doceniam?
Na rower wyruszyłem późno, gdzieś po jedenastej. Wciąż ciepło (super!) i wciąż mega wietrznie (nie super!). Co do tego drugiego elementu - zaznaczam, że będę o nim wspominał, bo mam taką ochotę, można psioczyć i pisać o tym, że na drugim krańcu świata duje dwa razy mocniej, jednak mnie interesuje to, co pod nosem. A walka z regularnymi podmuchami na poziomie 30 km/h+ to coś, czego nienawidzę, tym bardziej (tak jak dziś), gdy podczas nawrotki wcale nie odczuwa się jakiejkolwiek pomocy w plecy. Tyle w temacie dygresyjki :)
Trafił się koziołek. Nie sam, ale w towarzystwie stadka (może jutro wkleję, dziś już późno) oraz... kruka. Jedyny plus (wolałbym, żeby go nie było) z wycinek: jakieś tam widoczki się ukazują. Jednak wolę gęsty las. Tu dojazd do poznańskiej Głuszyny: No i na koniec Zemsta Adolfa w Borówcu. Skorzystałem z niedużego ruchu i zaparkowałem rower pośrodku tego kilometrowego koszmarku :) A od jutra znów dwunastki... Cholera jasna :/
PS. Mam nadzieję, że Mikołajki się udały :)
Komentarze (18)
Lapec - hehe, faktycznie, twarda sztuka :) Lenistwo sobie bardzo cenię, ale... po rowerze :)
Roadrunner - białodupiec też wyraźnie był z pogody zadowolony :) A dla normandzkich kolarzy zdecydowany szacun!
Ale bialodupiec ehehehhe. Pogoda trafila ci się superancka. Co do wiatru to.cieszmy.się ze nie mieszkamy w normandii. Tam to codziennie tak napier.... A jeŹdzili tam kolarze , jeszcze padalo. SzacUnek dla nich
Potwierdzam, wiało bardzo mocno, nieprzyjemnie mi się jechało o pracy tego dnia. Ciekawie wyszło ujęcie sarny z dodatkowym obserwatorem :) Na trekkinga ta droga jeszcze ujdzie, jadąc szosą wolał bym się jednak nie zagapić na widoki po drodze. Mikołaj przyniósł mi czekoladki, także będzie trochę doładowania na trasach ;))
Co do wiatru. Jechałem pod to 40 km. Średnia 23,5 km/h. Czasem jechałem 18 km/h po płaskim xD z powrotem już zmęczony średnia 34 km/h i przekraczałem 50 km/h na płaskim :P z tym wiatrem do Berlina to bym go nawet nie poczuł :P
Musiałbym najpierw przejechać przez całe miasto. Luboń mam niestety po nosem. Wybór jest oczywisty: cierpienie, cierpienie i cierpienie kontra tylko cierpienie :) Dobranoc!
Huann - dzięki :) Słyszałem o tych wilkach, z chęcią bym je uwiecznił, ale problem w tym, że Swarzędz omijam zawsze szerokim łukiem, bo to koszmarek rowerowy. Śmieszki z kostki, światła, takie tam. A przy krajówce ich raczej nie przyuważę :) Nie wiem czy Wilkołajek, ale baaaardzo mi się podoba :)
Meteor - zazdro więc :) Taka temperatura już znika, od jutra znów jakieś zimnice, a od środy nocne przymrozki.
Pan Sarna ładnie zapozował na tle zieleni. Wczoraj i u nas była taka temperatura, dziś dwa razy mniej stopni na plusie... nam wiatr przynajmniej po zawrotce konkretnie pomagał (dzięki niemu w ogóle zdążyliśmy na pociąg, a to ważen, bo następny za godzinę).
Kruk z sarenkiem bardzo ładnie :) Dodam, że pod Swarzędzem ostatnio buszuje wataha wilków, gazety pisały - może Ci się uda przy okazji je spotkać i uchwycić?
A propies: na ostatnim foto to chyba Mikołak vel Wilkołajek?
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"