Gdy wczoraj się kładłem, byłem pewien, że rano na dwunastkę podrepczę do pracy zamiast pojechać. Prognozy bowiem nie nastrajały optymistycznie. Co prawda miało się ocieplić. ale dopiero po południu. Dawałem sobie jednak jakiś promil nadziei.
Poranna pobudka, spojrzenie za okno, a tam breja. Nie było innego wyjścia jak wykonać krótki kurs do piekarni, przy okazji organoleptycznie oceniając przyczepność nawierzchni. Wniosek był taki: da się jechać, ale tylko głównymi ulicami, jakikolwiek skok w bok może oznaczać szybką znajomość z podłożem. Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Oczywiście zabierając w drogę do roboty Czarnucha, który jakby nie patrzeć został dodany do mojej stajenki dokładnie na tego typu wypadki. I trzeba przyznać, że sprawił się bez zarzutu.
Sama trasa to południowa wariacja: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Plewiska - Dębiec - centrum.
Generalnie nie było źle. Co prawda usyfiłem się koszmarnie, więc zapasowe ciuchy się przydały. Jednak prócz korków całość poszła w miarę płynnie. Za to ciekawostkę zaobserwowałem w Luboniu (no bo gdzie?): latarnie zgasły o 7:35, tymczasem wschód słońca nastąpił o... 7:40. Logiko... :) Zresztą w stykającej się z tą uroczą miejscowością Łęczycy zachwycił mnie jeszcze stan odśnieżenia śmieszki. Dokładnie zerowy. A kawałek dalej oczywiście zakaz jazdy rowerem przy drodze. Oj tam, oj tam, pewnie się czepiam. Muszę jednak przyznać, że przynajmniej Poznał dał radę z ogarnianiem białego gówna ze śmieszek. Co prawda nie wszędzie zdążyli, ale widziałem szuflujące ekipy, więc pewnie uwinięto się jeszcze przed roztopami. W robocie znalazłem się nawet trochę przed czasem. Wstyd :)
Korzystając z tego paskudnego zimowego klimatu, na szczęście rzadko tu spotykanego, wklejam jeszcze kilka fotek z wczoraj, ze spaceru po Dębinie. Jedynym plusem aury była możliwość obserwowania bogatek, z czego skwapliwie skorzystałem. No i Kropa raz jeszcze.
Komentarze (11)
Cholera, może więc to ogólnopolska norma z tymi latarniami? Ja bym w ogóle nie zapalał, ile by na tym się dało oszczędzić! :)
Tak jak Kolzwer napisał - tak samo jest w Katowicach. Koło mojej roboty był okres gdzie latarnie gasły dobrą godzinę przed wschodem - oszczędności heh :). Teraz ino chwilę wcześniej, ale przyjemniej smogu nie widać :P.
Oj tam, oj tam - czepiać się musisz (podłoża) żeby się nie obalić :D
Kolzwer - w Poznaniu świecą nawet chwilę po wschodzie. Tym razem było tak, że nagle zrobiło się dość ciemno, a światła odbijały się od mokrej nawierzchni. Nie pomagało :) Kropa dziękuje zapewne! :)
Jaka breja, taka niestety najgorsza do jazdy i nie pomagają nawet zimowe opony na rower (spisują się w ujemnych temperaturach). Jeśli chodzi o latarnie to w Częstochowie prawie przez cały rok ustawiają tak, że gasną kilka lub latem kilkanaście minut przed wschodem słońca. Zapomniał bym dodać - Kropa najlepsza!
Z tymi puszkami to byłoby niebiańsko :) Swoją drogą nie sądziłem, że kiedykolwiek się ucieszysz (choćby w tytule) z chomika. To świadczy o tym, w jak "ciekawych" czasach żyjemy! ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"