Schematycznie
Oczywiście kluczowym elementem był rower. Miałem nadzieję, że jeśli wyruszę po jedenastej, to temperatura pozwoli na jako taki komfort. Gdzie tam. Minus jeden z wariacjami - tyle mi dziś dano. No bez szału. A że wiało całkiem mocno, to walki po prostu nie było - średnia więc słabiutka.
Trasa to jeden z klasyków: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom.
Napisałem Radzewice? A owszem :) Nie mogło mnie więc zabraknąć w porcie. Dzisiaj mega szarym, ponurym i średnio atrakcyjnym. I wciąż bez kotka, niestety.


Ptactwa jak na lekarstwo. Nie, nie tego na Covid :) Udało się jedynie uchwycić (ledwo) czaplę siwą w locie.

Za to aż za wyraźnie mogłem "podziwiać" kolejne działania mend z Nadleśnictwa Babki. Naprawdę miałem złudzenia, że choć kawałek lasu w okolicach Wiórka się ostanie, ale wygląda na to, że plany są inne. Polska drugą Saharą. Ma-sa-kra.



Na tej ostatniej fotce widać, że z troską pozostawiono jedną rzecz - ambonę dla gnoi, którzy mają problemy z pewnymi intymnymi kwestiami i muszą sobie to rekompensować. Eh, zrobiłbym tu wszystko odwrotnie. W sumie większość świata wykonałbym odwrotnie.
Znów wklejam dowód na brak upałów :)

Co jutro? Zapowiadają śniegi. Oby nie. Ale Sasiny od prognoz mają to do siebie, że akurat rzeczy złe przewidują dobrze.
PS. Tymczasem pan premier znów niedawno wygrał z koronawirusem. A że Polska jest trzynastym krajem z milionem zakażonych? Oj tam, oj tam.









