Rybołownie
Nie była to jazda komfortowa. Wiatr wiatrem (trochę słabszy niż wczoraj), ale chmury przez większość czasu sugerowały, że mogą się "urwać" (na szczęście jedynie raz lekko pokropiło), a ruch aut był jak w "najlepszych" czasach przedpandemicznych. A może już w sumie znów są takie? Przecież siedzący na pewnym stolcu pan Morawiecki wczoraj stwierdził, iż nie trzeba się bać koronawirusa. Za to trzeba iść na wybory, panie i panowie emeryci!
Trasa zachodnia z północnymi odchyłami: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Relive.. Hm. Miało być. Ale coś nie spieszy mu się na świat.
Nad Jeziorem Lusowskim jak zwykle spędziłem chwilę. Nie sam.





Między Lusówkiem a Lusowem, z bardzo daleka, przyuważyłem przyczajonego drapieżnika. Ledwo go widziałem, ale zdjęcie o jakości gazetek robionych na powielaczu w PRL-u jest. Szkoda, że tylko takie, bo akurat widoczny tu rybołów jest nie tylko rzadko spotykany, ale wręcz wpisany do polskiej czerwonej księgi jako zagrożony wyginięciem.



Widząc tę parkę na horyzoncie, wiedziałem, że będzie "coś". Zapobiegliwie wyjąłem telefon i zwiększyłem dystans podczas wyprzedzania, co jak się okazało było prorocze, bo waćpanna nagle stwierdziła, że zrówna się z chłopakiem i będą podziwiać... pole. Świat bez hipsterów byłby zdecydowanie lepszy :)

Na koniec reklama tradycyjnego polskiego dania narodowego, wspierającego polskość - hot doga :) Oj, coś mi się wydaję, że Orlen ma tych samych ogarniętych marketingowców co Polska Fundacja Narodowa :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.








