Obrany dzisiaj został kierunek wschód. Wiatr bowiem duł jak cholera z grubsza właśnie stamtąd, ale raz bardziej z północy, raz z południa, miałem więc nadzieję, że uda mi się go jakoś oszukać i spróbować wykorzystać fakt, że może zgłupieje i niechcący mi pomoże chociaż przez chwilę. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, było wręcz - jak zwykle - dokładnie odwrotnie :)
Wrażeń z jazdy nie będę tutaj szerzej opisywał, bo dbam o kulturę języka pisanego :) Dodam, że od Puszczykowa do domu walczyłem, żeby w ogóle poruszać się do przodu.
W końcu miałem okazję, żeby zatrzymać się przy OSP na poznańskiej Głuszynie. Od bodajże dwóch lat ma ona nową, całkiem okazałą remizę... ...a od niedawna stoi pod nią takie coś. Ni to przyczepa, ni jakiś przenośny mały magazynek, grunt, że klasycznie i z klasą wymalowane na koziołkowo :) Chwilę spędziłem też w Wiórku, zerkając na Nadwarciański Szlak Rowerowy widoczny po drugiej stronie rzeki, którym wczoraj sobie pomykałem. Jeszcze kilka lat temu brzeg Warty, przy którym dziś byłem, też tętnił zielenią. Niestety, Nadleśnictwo Babki, jak i chyba jakieś plany wybudowania przystani dla łodzi, zrobiły swoje. Można więc szukać kilku (nie więcej niż miliard) różnic pomiędzy terenem zarządzanym przez WPN a tym "babkowym"... Dębinę zaliczyłem dziś dwukrotnie. Raz szybkim przejazdem głównym traktem na rowerze... ...a po południu spacerowo, z Kropą. Jest jeden pozytyw - po wczorajszej kumulacji chyba się uspokoiło. Największe mentalne glonojady widocznie stwierdziły, że to coś zwane spacerem po lesie, tak reklamowane w internecie, w sumie jest nudne, człowiek się męczy, selfie wychodzi jakoś tak ciemno, do tego jest słaby zasięg. Uff. Co prawda do ideału, czyli zielonej normalności (człowiek spotkany raz na kilka-kilkanaście minut zamiast co sekundę) jeszcze sporo brakuje, ale na bocznych dróżkach można było przynajmniej oddychać, a mijanki były raczej z ludzkimi istotami rozumnymi. Oby tak zostało. Tylko łabędzie i kaczki w jakiejś lekkiej traumie - brodziły daleko, byle dalej od bezskrzydłych dwunogów. Mądre istoty. Wraca normalność? :)
Komentarze (13)
Istnieje takie ryzyko. Więc póki co wstrzymuję się z zaawansowanymi pracami nad nim :)
Jakbym mieszkał w Poznaniu to bym Cię traktował jako pogodynkę xD. Gdzie jedziesz? Babki. Oki, to ja w przeciwną i .... myk wiatr w plecki cały czas :-)))))
To do straży to hmm, ładne to (ktoś ma talent) ale czy potrzebne? :D. Komuś kasa na koniec roku została heh ;)
Była awantura z kolesiem, który logo LP przerobił by była tam piła i członek... no, przyczepili się, że obraźliwe, ale z piłą i ściętym drzewem byłoby adekwatne i nieobraźliwe.
Grigor - oj, na szosie nie ma się czym chwalić, bo to słabiutkie wyniki. Inna sprawa, że już dawno odechciało mi się walczyć o średnią, gdy widzę, że to nie ma sensu. Ty jeździsz lasami, więc nie ma porównania. Ja też czasem spadam w terenie poniżej 25 km/h, a na przykład całość dojazdu i powrotu z Przełęczy Karkonoskiej wyszła mi jakoś w okolicach 23 km/h. Tyle że tam nie było nawet jak nadrobić, bo dziurawy zjazd trwa niemal tyle ile wjazd :)
Ania - no właśnie! :) Inna sprawa, że drzew, za którymi się można było skryć, też było jakoś więcej. Dzięki! :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"