Uff. Wygląda na to, że udało się bez ofiar w portfelu przeżyć debilizm związany z zakazem poruszania się rekreacyjnie, cokolwiek to sumie znaczyło. Życzę panu Szumowskiemu, żeby... już się więcej nie wypowiadał na ten temat, bo jak na lekarza ma dość oryginalne podejście do ruchu w wersji solo :) Niech się porządnie wyśpi, odpocznie, może to mu pozwoli pomyśleć, zanim coś znów palnie.
Póki co uznaję abstrakcję w postaci konieczności tłumaczenia się Krótką Higieną Życia Psychicznego (tylko raz musiałem), gdy jakiś policjant zapyta mnie czemu jadę rowerem (!!!), za zakończoną. Cieszmy się tym, bo dzień po ogłoszeniu wyborów mogą nam dowalić taki stan wyjątkowy, że wyjście raz na tydzień po mleko/piwo/wodę gazowaną uznamy za sport ekstremalny.
Ostatnie "zakazane" rowerowanie było znów w warunkach mega wietrznych. Wczoraj było fajnie, ale widocznie jeden przyzwoity pod tym względem dzionek musi wystarczyć. Dzisiaj - mimo słonecznej aury - wiało nie tylko mocno, ale przenikliwie, przez co komin na ryju nie przeszkadzał specjalnie. Chociaż ten plus :)
Wykonałem wschodnią wariację - chciałem na północ, ale to by oznaczało, że musiałbym pojechać Wartostradą, czego jeszcze wolałem uniknąć. W związku z tym byłem na polnych przestrzeniach, zaliczając m.in. Szczodrzykowo, Gądki, Tulce czy Nagradowice. Tam ukryć się nie było gdzie. Przed wiatrem, bo radiowozu nie uświadczyłem :)
Się żółci się! :) Zatrzymałem się na chwilę przy kałuży obok Szczodrzykowa. Ptactwa masa, ale strasznie daleko. Wpadła więc tylko jedna bardziej śmiała łyska... ...oraz kilka mew, strasznie nerwowych :) Za to w okolicach rzeźni w Robakowie jak zwykle sporo padlinożerców. Tym razem tych skrzydlatych, czyli m.in. gawronów. W tym jeden, który miał na wszystko wydziobane. Zobaczył, że się zatrzymuję, na chwilę wstał, spojrzał i... usiadł :) Tyle. Miałem powklejać jeszcze w weekend inne ptasie fotki, ale zostawiam to na później. W zamian moje ulubione drzewo z Dębiny (nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, że dzisiaj tam byłem, tak samo jak nie mogę potwierdzić, że nagle trzeba było zmienić kierunek spaceru po lesie już niby otwartym, na widok zaparkowanego w dali radiowozu), kojarzące mi się z jednorożcem lub jakimś elfim wierzchowcem... ...oraz galopująca Kropa :)
Komentarze (24)
Co więcej, przewidział również, że skoryguję tor jazdy, żeby przeżyć. Normalnie prawdziwe zgierzę... to znaczy zwierzę za kółkiem :) Dostał ode mnie nawet kilka pozdrowień!
A to fakt. Wczoraj mnie widział na przykład kierowca lubońskiego TrasnLubu tak precyzyjnie, że stwierdził, że zmieści autobus w odległości centymetra od mojego lewego ucha podczas wyprzedzania. Zapomniałem o tym napisać, tak samo jak zabrać ze sobą kamerki. A szkoda, oj szkoda :)
Interesujące są też nazwy takich miejscowości: Rzążew (mazowieckie), Szczyrzyc (małopolskie), Żerzuszyce (dolnośląskie), Szczuczarz (zachodniopomorskie), Rzeżęcin (pomorskie), Szyszczyce (świętokrzyskie, dwie wsie o takiej samej nazwie, jedna powiat pińczowski, druga powiat kielecki), Żdżary (aż 13 miejscowości o tej nazwie), Rzerzęczyce (śląskie).
Grigor - dzięki :) Szumowski początkowo wydawał się takim, który nie boi się wyrazić swojego zdania, czasem niepotrzebnie. Już mu przeszło.
Malarz - no faktycznie, niezłe kombo :) Jechałem jeszcze przez Krzesiny, Jaryszki i Żerniki, też niełatwe, choć nie tak jak Szczodrzykowo :)
Montana - teraz dopiero mogą być tam tłumy :) Ja na razie rowerowo chyba zostanę przy szosie, ale pies w końcu na legalu skorzysta z leśnych dobrodziejstw, a mi będzie łatwiej z nią łazić nie czując się jak pod obstrzałem :)
Ekstra zdjęcia z trasy. Dziś troszkę chłodniej niż wczoraj i mocniej wiało. Ps. P.Szumowski to musi mówić to, co mu każe prezes wszystkich prezesów, a swoje zdanie musi dusić w sobie (pewnie dlatego podczas wszystkich tych konferencji, aż mu łzy z oczu lecą).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"