Kwarantanna kwarantanną, ale czasami niektórych odwiedzić trzeba. Tak zrobiłem dzisiaj, choć w sumie nie planowałem. Aha, zanim ktoś zacznie wybierać na telefonie numer 112 lub ten do Sanepidu, spokojnie, niech doczyta wpis do końca :)
Ruszyłem dość późno, bo lekko po jedenastej. A co, weekend trzeba celebrować, nawet w czasach pandemii. Co prawda miałem dyżur, ale telefoniczny, więc luz - skutkował on tylko tym, że trafiły się trzy nieplanowane postoje na trasie.
Warto pochwalić pogodę - przestało już mocno wiać, duło maksymalnie umiarkowanie, a że nie do końca przewidywalnie, raz z północy, raz z południa, ale z grubsza ze wschodu, to już inna sprawa. Jednak względem dni poprzednich było miodzio. Aż się chciało mocniej tąpnąć, jednak przecież nie można w ramach Krótkiej Higieny Życia Psychicznego. A może to ja już się tak rozleniwiłem? :)
Trasa ukształtowała się spontanicznie, gdy przez Starołęcką i Wióry dotarłem do Rogalinka. A stamtąd już rzut beretem do Radzewic, a jak :) Na miejscu jak zwykle sesyjka. Z daleka, baaaaardzo daleka, widać było stadko czapli. No i właśnie - nie wiedziałem czy zastanę ulubionego mieszkańca rzecznego portu, w sumie nawet nie byłem na to przygotowany, bo nie wziąłem prowiantu. Zastałem. I o dziwo poznał mnie :) Miło :) Aha, czy tylko mi się na tym zdjęciu mina kotka kojarzy z pewnym szeregowym Jarosławem? :) Oczywiście nie chciałem urazić. Czworonoga :) Powrót jakoś takoś przez Puszczykowo. Póki co wciąż bez wielu szczegółów. Aha, szoszoni powoli wychodzą na powierzchnię, bo widziałem ich kilku. No i lasy jeszcze tylko zza szlabanu. Jeszcze :)
Klasyczne wypieranie się... Może jeszcze do wiatru "nawiązujesz co jakiś czas"? ;D Już J57 Ci wytknął tego Jarka, więc jest nas przynajmniej dwóch. A mądrej głowie dość po drugiej osobie. ;)))
Lavinka/Lapec - zwierzaki najczęściej same wybierają sobie dietę, i jeśli nie ma w niej ekstremów, to najlepiej jej się trzymać. Kropa na przykład trzęsie się na dania bezmięsne, a mięcho je, bo jest. Zupełnie nie wiem, po kim to ma :)
Mors - widzisz, jest różnica między obsesją a nawiązaniem co jakiś czas :) Poza tym Jaruś niestety wciąż ma wpływ, niestety wciąż największy, na nasze życie, a Rychu już stety nie ma :)
Moja jest akurat znaleziona w górach, więc ma pewnie tytanowy żołądek heh ;). Pomimo faktu że kulka została odrzucona przez matkę, rośnie zdrowo. I oby tak dalej ^_^
Powiem więcej: na J jest Jarosław, Jacek... i Jurek57. Jest w tym jakaś logika. Za to nie ma logiki obsesja na punkcie Jarosława, przy jednoczesnym wykpiwaniu nawiązań do Rycha. :) Jedno, co muszę przyznać, że ten kot naprawdę daje radę. ;)
No my zwierzakom nigdy nie dawaliśmy swojego jedzenia, tylko metodą prób i błędów zupełnie osobne gotowanie bez przypraw. Jak jeszcze mama przygruchała drugiego psa, to były dwie oddzielne michy, bo Gutek jadł co innego niż panna Dżojka. A my na końcu łańcucha, gdzies tam ostatni priorytet. Moja mama ma dziwnie ustawione karmienie, śmieszne, że pierwsza była przeciwna, żebyśmy psy mieli. A teraz żyć bez psa nie może, choć tę ostatnią sunię już karmi więcej gotowcami no i pies nie jest za zdrowy. Ale to może pochodna schroniska, więc nie ma co wyrokować.
Lavinka => a co? Że niby Whiskas zły? ;) Ja tam się nie znam, ale próbowałem Majce dawać chyba z 6-7 rodzajów karmy. Woli galaretkę heh. A niech ma :p. A w ogóle to kotu się nie powinno dawać ludzkiego jedzenia. Choć ja daję, a niech ma :pppp.
Troll => z patelni też się nada ^_^. Bez ludzi, podczas suszy, to nie ognisko ;)
Mnie się kojarzy ? Przecież Tobie nawet w Radzwicach, bogu ducha winny wiejski kot nawet nie miał pojęcia że będzie negatywnym bohaterem. Chyba że cicha podpoznańska wieś ma coś wspólnego z Wiejską ? A kot tylko udaje ... ! :-)
Ja bym nie chciał by prezydent Poznania lansował się czy to na rowerzystach czy "tęczowych". Bo jak dla mnie to polityk udający gospodarza. Co mnie irytuje.
Lapec - miałem chlebek, taki w razie pytania: po co jadę :) No ale to nie dla kota. Ognisko w sumie od jutra można robić, byle solo i w sumie niewskazane, bo susza :)
Kubolsky - nie umyłem, ale mało brakowało, a sam by się umył, bo to drewienko było mało stabilne :)
Jurek - nie każdy kot mi się kojarzy, tylko konkretnie mina tego akurat, ale Tobie za to widocznie każdy temat z Jaśkowiakiem. Wybacz, ale nie rozumiem, o co Ci chodzi :) Dowcip kumam za to, logiczny :)
Lavinka/Meteor - ja bardziej mogę pisać o psiej karmie - Kropę karmimy na "domowo", ale uzupełniamy wysokiej jakości mokrą i suchą. Z tanimi nie ryzykujemy, a pies nie narzeka chyba :)
Ania - taki milutki? :)
Grigor - na szczęście chyba nie ufa każdemu. Moje pierwsze podejście do pogłaskania takie szybkie nie było, teraz chyba mnie już poznał :)
Ja nie ufam whiskasom, wiele kotów po tym żarciu z puszek choruje. Jest epidemia raka wśród zwierząt karmionymi gotowcami. Gdybym miała kota, sama bym mu przyrządzała jedzenie, tak jak gotowaliśmy naszej suni, która dożyła bez gotowców do 18 lat.
Albo będzie jak w tym kawale. "Czego się obawiasz najbardziej ? Dentysty i ciemności ! Dentysty , rozumiem ! Ale czemu jeszcze ciemności ? Bo w tej ciemności mogą być jeszcze następni dentyści ! Logiczne przecież ! :-)
Jeśli każda facyjata kocia kojarzy ci się .... no wiesz z kim ? To nie należy się dziwić kiedy "tęczowy" Jacek zorganizuje kolejną paradę. A my wszyscy przyciskający od czasu do czasu to na "p" staniemy w centrum uwagi. A może nawet poproszeni o eskortę pochodu ?
Pytanie, czy go zastanę... na przystanku robiłem postój parę razy i go nie widziałem. Ale jest to najwygodniejszy stopik na tej trasie, więc wcześniej czy później tam dotrę (i będe się rozglądał).
Ten kiciuś przypomniał mi, że warto przy okazji zorientować się jak tam Chłeptuś... kiciuś z pewnego przystanku kolejowego. Jeśli łatwo go tam spotkać, to trzeba się będzie tam z Klu wybrać.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"