Wczorajsza precyzyjna inaczej konferencja rządowa posiadała dwa pozytywy. Pierwszym była zapowiedź powrotu do rowerowej normalności, czyli w końcu będzie można po prostu wsiąść na dwa kółka i ruszyć, bez plecaka pełnego zakupów, towarów pierwszej potrzeby, które muszą być dostarczone kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania kuzynowi stryjecznej wnuczki siostry po kądzieli (eeee.... czy komuś takiemu) lub konieczności zrealizowania recepty akurat w jakiejś konkretnej aptece, przypadkowo położonej strasznie daleko :) To od poniedziałku. Na razie jeszcze jednak wciąż trzeba kierować się Krótką Higieną Życia Psychicznego. Czyli najbardziej wiarygodną odpowiedzią na ewentualne pytanie: obywatelu, czemu się dotleniasz, zamiast na przykład chlać od rana? :)
Dzisiaj wciąż wiało, ale minimalnie słabiej niż wczoraj. Na szczęście pan premier z panem ministrem postarali się, żebym na tych polach się nie przeziębił, dzięki maseczce - dziękuję :) A na poważnie - z kominem jeszcze da się żyć, póki co. Jak będzie latem - boję się myśleć. Średnio mnie pocieszył pan Szumowski (czy ktoś może mu zakazać wypowiedzi publicznych? Będę wdzięczny. Może to zmniejszyć ilość potencjalnych samobójstw. Bo albo coś chlapnie o tym, że to nie czas na rekreację, co policja zaczęła często traktować jako wykładnię prawa, albo tak jak teraz - zapowie, że twarze będziemy mieli zakryte aż do momentu wynalezienia szczepionki na koronawirusa) w tym temacie, bo według niego będziemy jeszcze długo tak kiblować. Na co znalazłem dziś nawet odpowiedni obrazek. Trasa zachodnia z północnymi wariacjami, czyli ponownie Lusowo i Lusówko odwiedzone. I jak zwykle niezamknięty kawałek dojścia do jeziora. Dwie sarny się trafiły. Ale strasznie daleko, więc pikseloza wyszła. Czas na drugi pozytyw. Również od poniedziałku otwarcie lasów (wszystkich - super) oraz parków (tu mam mieszane uczucia). Dziś zrobiłem półpartyzantkę, czyli ponowne podejście do niby niezamkniętego już "mojego" komunalnego lasku. Na dojazdowych drogach dwa radiowozy, zapewne pilnujące, żeby nie parkowano na dziko, ale wolałem się nie dowiadywać czy tylko po to :) Były więc dwie nawrotki, ale Kropa wybiegana w końcu po ludzku, to znaczy po psiemu :) Jakoś taka dziwnie czujna na terenach zielonych się ostatnio zrobiła, kompletnie nie wiem czemu. Ptaków udało się "upolować" więcej, ale postaram się je umieścić w którymś z weekendowych wpisów.
BUS - tego mu nie życzę, ale tego, żeby zaczął myśleć zanim coś palnie owszem...
Mors - nie udawaj, że nie umiesz czytać - Kropa zamiast szczekać popatrzyła i olała temat. Jak widzisz na kolejnym zdjęciu łabędzie wręcz podpłynęły w naszym kierunku. To się nazywa wychowanie psa do spacerów w lesie. Masz jeszcze jakąś gównoburzę do wywołania czy już wszystko na dziś? :)
Lapec - bo mądre psy wiedzą o co kaman :) Jeszcze tak sobie można, ale odliczamy :)
JPbike - a faktycznie :) Kurczę, umieścić kibel w foto i sukces gwarantowany, hehe :)
Nie no, nie wierzę, nie ma chyba takiej niekonsekwencji, na jaką byś sie nie zdobył :) - przyznajesz, że Twój pies lubi poszczekać na łabędzie (na inne dzikie stwory pewnie też), a później znów będziesz lał krokodyle łzy, jak to ludzie są uciążliwi dla przyrody, stresują dzikie zwierzęta, odbierają im przestrzeń życiową i jakimi to są uciążliwymi "gośćmi" lasu... No ale oczywiście to dotyczy wyłącznie "Onych" xDD
Marecki - dobrze, że nie była pełna :) Dzięki wielkie!
Gizmo - no, dało się z nim żyć, choć do ideału jeszcze brakuje :)
Bitels - nie ukrywam, że mogła to przejąć po mnie :)
Ania - skoro to ma być dla dobra ogółu i ma jakikolwiek sens (to nie zakaz wstępu wejścia do lasów), to trudno, damy radę :) Kropę mogę teraz wynajmować jako czujkę :)
Grigor - jakbyś tyle kijków obgryzł, też byś takie miał :)
No, kibel, to fakt. Ale co zrobić, jak mus to mus. Przy temp. powyżej 20 st. to dopiero będzie nam parowało pod okularami :/. Kropa czujna jak wszyscy teraz :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"