Dzisiaj u mnie będzie więcej patrzenia niż czytania. Rozpisałem się ostro ostatnimi czasy, chcąc tak siebie, jak i innych pocieszyć w temacie mniej lub bardziej absurdalnych, a częściowo słusznych, poczynań rządu podczas walki z koronawirusem. Wydaje mi się, że na razie wszystko jest jasne (choć jak wiemy nie jest to pewne - ot, polska rzeczywistość) - jeździć możemy, byle solo (koniecznie!), byle nie po lasach, byle unikać kontaktu z innymi osobami podczas uprawiania najlepszego ze sportów. Nie miałem okazji jeszcze przed żadnym policjantem czy strażnikiem się tłumaczyć, ale dobrze mieć w zanadrzu jeszcze jakiś powód do wyjścia z domu, prócz tego z czego legalnie korzystamy - zaspokojenia Krótkiej Higieny Życia Psychicznego.
Czyniąc to dziś odwiedziłem Radzewice. Kombinując chyba słusznie, że porty rzeczne nie są objęte żadnym zakazem i będę mógł tam chwilę posiedzieć, patrząc na przyrodę, bo od kiedy skutecznie jest mi to utrudniane, to moja potrzeba kontaktu z nią jeszcze wzrosła. Dotarłem tam jedną z wielu opatentowanych wersji dojazdowych, zaliczając Starołękę, Wiórek, Rogalin, Mosinę i Luboń, ale szczegółów na wszelki wypadek nie będę podawał :) Jazda powolna, jak to ostatnio, w stroju "półcywilnym", z mijanką oraz wyprzedzanką zaledwie kilku kolarzy - większość ładne kręciła solo, choć były i pary, ale raczej starające się zachować odstęp, za co dzięki - może dzięki temu żaden rządowy nadgorliwiec nie wpadnie na pomysł, że najlepsze dla naszego zdrowia jest zakazanie ruchu. A to - co pokazują realia - jest całkiem możliwe. Nie dawajmy więc pretekstu.
Na miejscu cisza, spokój, gdzieś w dali (niestety za daleko) latał myszołów i czapla. Uwielbiam ten klimat. Najlepsze czekało mnie jednak kiedy już się zwijałem. Gdy wspinałem się pod górkę prowadzącą do drogi zauważyłem pewnego kurdupla, który zerkał na mnie dość niepewnie, chodząc w tę i z powrotem. Potem zaczęły działać moje namowy i ciekawość :) A tu już zostałem rozwalony całkowicie. I jak tu nie uwielbiać zwierząt? :) Oj, żal się było rozstawać, ale trzeba było :) Dobrze, że Kropa nie jest zazdrosna o głaski, choć po powrocie buty mi nieufnie obwąchała :)
Jeszcze kilka obrazków z trasy. Tu widok na czyste zło, czyli las. Jak wiadomo to z niego pochodzi koronawirus :) Na szczęście Nadleśnictwo Babki wiedziało o tym wcześniej i prowadzi od kilku lat skuteczną walkę z zarazą :) Tak więc momentami był zakaz wejścia prawie na pustynię. Po południu jeszcze trzeba było wybiegać psa. Tak jak wczoraj, kierunek funeralny. I znów wyszedł abstrakt rządowych pomysłów - to w okolicy jedyne miejsce, gdzie można się ruszyć w tym celu, więc ludzi z czworonogami jak mrówków. Mogliby się rozejść po okolicznych terenach zielonych, ale jak wiadomo nie mogliby, Tak więc nie dość, że z Żoną, mieszkając razem, musimy łazić dwa metry od siebie, to narażamy się na kontakt z tymi, których zapewne w innej sytuacji w życiu byśmy się nie spotkali. Tak, to miało sens. Jeśli złapię tego wirusowego gnoja, to nie na rowerze, tylko zaspokajając podstawowe potrzeby psa.
Na koniec przydomowy kącik ornitoligiczny :)
Mewa, gołębie oraz kawka: Kwiczoł: No i sójka.
Komentarze (17)
No nie wiedziałem :) Ale był tak miły, że nie mam nic przeciwko :)
BUS - hehe, wiem, pamiętam, że nie lubisz tego określenia. Zauważ, że w relacjach z jazdy z Tobą go nie używam :) Ale z relacji solo, gdy potrzebuję synonimu, to było, jest i pewnie będzie :) Jakby nie patrzeć to kręcą się koła, zębatki, pedały i takie tam :)
Lapec - mógłbym brać jakieś psie przysmaki, ale nie wiem czy kotu by przypasowało :) Głupie tępe dzidy z tych ludzi - przecież "góra" tylko czeka na pretekst, żeby to zrobić, jakkolwiek niezgodne z prawem by to było...
No i proszę jaka kocia przygoda. Ja zawsze mam Feliks-a w plecaku na wypadek "W" ;).
Z innej beczki. Wczoraj po rowerze byłem standardowo na swoim miejscu przy lesie i wiesz co? Ludzie mają w trąbie leśny zakaz - chyba z dwadzieścia osób widziałem co wchodzili/wychodzili z lasu - jak zaostrzą to tylko z "naszej"winy.
No i właśnie te metody miałem na myśli. Przecież przy Piłsudskim Dmowski to baranek, bo na szczęście nie miał okazji przejść od teorii do praktyki. Zresztą jeden wart drugiego.
PS. Jednak wolę pisać o przyrodzie i rowerze. Szlachetniej jakoś :)
Łódka ma ważniejszy cel - konsumpcję na miejscu :) I niech tak zostanie :)
Mewy faktycznie kojarzą się z morzem, ale żyją też tam, gdzie są wody słodkie. A od jakiegoś czasu zaczęły zapuszczać się w miejsca, gdzie najłatwiej o pokarm. Czyli w okolice ludzkich śmietnisk.
Ładna woda jak i koteł. Jak by łudkę uszczelnić to można było by ją zwodować :D:D:D ale to po pijaku heheh Super ten ptaszor. Ostatnio syn u nas na Śląsku wypatrzył mewę, myślałem że tylko nad morzem latają.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"