Wiatrogrynacja

Niedziela, 2 lutego 2020 · Komentarze(7)
Na początek raport z frontu walki z panami. Nie żadnymi samcami, a dziurami w gumach. Jak się okazało, dętka w Czarnuchu trzyma się mocno, jedna w szosie poległa z mojej winy (zahaczenie łyżką w pośpiechu), druga miała wadę fabryczną. Trzecią w końcu udało się zamontować bez problemu. Mogłem więc dziś odświeżyć T-rek(s)a.

W sumie fajnie. Był tylko jeden problem: wiatr, a praktycznie wietrzna rzeźnia, która nieźle mnie zmasakrowała po drodze, choć muszę przyznać, że gdy parę razy dmuchnęło w plecy, było godnie. Szkoda, że tak rzadko było mi to dane.

Trasa to nic odkrywczego - klasyczne "kondomiunium", jednak wykonane w wersji odwrotnej, czyli z Poznania przez Komorniki, Szreniawę, Trzebaw, Dębienko, Stęszew, Witobel, Łódź, Dymaczewo, Krosinko, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę oraz Luboń do domu.

Przez większość czasu było nawet malowniczo, a już na pewno nie zimowo...




...jednak pod koniec zaczął już padać deszcz, który z przerwami utrzymywał się do końca dnia.

Wiało, choć pewnie jak zwykle muszę to udowadniać :)

Od Dębienka przez Stęszew i Witobel aż do Łodzi witały mnie kolory tęczy :) Jednak to nie to, co się nasuwa od razu na myśl miłośnikom zakazu pedałowania, lecz wręcz przeciwnie - to znak, że magiczna "peregrynacja" dotarła już do Stęszewa. W nim właśnie się na chwilę zatrzymałem...

...a nawet z ciekawości zdecydowałem się wejść do kościoła (czego się nie robi dla relacji na blogu), żeby wykonać mało wyraźne zdjęcie kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, od poprzedniego roku kursującego po Wielkopolsce. Jedynie jako ciekawostkę dodam, iż ma ona całe... 63 lata, powstała za komuny i namalowana została rękoma pana docenta z Torunia.

Cóż, to nie moja bajka, choć nie powiem - fascynująca socjologicznie. Jak widać ludzie to czują, jest to dla nich jakieś wydarzenie i dobrze - jeśli jakimś cudem dzięki temu stają się lepsi, to tylko przyklasnąć. Jednak ja - jak zwykle - nie mogłem zapomnieć o tym, co na "zapleczu", czyli trzepaniu kasy na fotkach, obrazkach, bibelotach, czyli tej samej trupie zarabiaczy (widziałem ją już kilka razy) podążającej za obrazem bez krępacji.


Jest też inny aspekt, który chcąc nie chcąc dotknął mnie niemal osobiście. Na wspomnianym wcześniej "tęczowym" odcinku zakwitły setki zniczy. Wszystko fajnie, tylko że stawianie ich to skrajna nieodpowiedzialność, gdyż co chwilę wiatr zwiewał je na szosę, przez co na przykład samochód widoczny na zdjęciu musiał wykonać nagły manewr, a przyczepka niebezpiecznie zatańczyła mi przed kołem. Natomiast sam Stęszew w kilku miejscach to dywan ze szkła....

Podsumowując okiem subiektywnym: religijność tak, byle szczera, trzepanie kasiory z jej wykorzystaniem - nie, nieużywanie mózgu przy takich okazjach - nie. Wyszło 1:2, czyli honorowa porażka. Mogło być gorzej :)

Komentarze (7)

Lapec - z tymi kleszczami to fakt, już był alert na Dębinie. Kropa została nasmarowana więc specyfikiem antykrwiopijnym... dwa miesiące wcześniej niż rok temu. Odpusty niech sobie będą, skoro gawiedź to czuje. Byle nie groziło to zdrowiu innych :) Widoku po Sylwku pod Kurski(e)m nie widziałem, ale chyba się boję :)

Evita - dokładnie. Niech tylko działanie dobrze nie ma w podtekście robienie niedobrze tym innym :)

Ania - dokładnie. Udało mi się. Raz w życiu człowiek miał szczęście :) Szkoda, że Wam nie wyszło :/

Trollking 21:14 poniedziałek, 3 lutego 2020

Musiałeś wcześniej wyjechać, skoro jeszcze słońce świeciło. U nas świeciło w momencie jak się obudziliśmy, a zanim zjedliśmy śniadanie to już zaczęło padać. Wrrr...

anka88 13:35 poniedziałek, 3 lutego 2020

Też tak uważam, że wszystko działa korzystnie, jeśli nie szkodzi innym. Czy to modlitwa, czy rysowanie mandali.

Evita 07:44 poniedziałek, 3 lutego 2020

Zgłupiała ta pogoda - teraz ciągle leje, a latem albo śnieg spadnie albo susza nas zaatakuje ... Już bym te mrozy wołał. Jako bonus to dodam że w końcu stycznia ... kleszcze zaczęły się pojawiać - makabra.

Obraz całkiem fajny - ale faktycznie, szkoda że jest młodszy od części odwiedzających heh :). Mi tam ani odpusty, ani czuwania, ani adorację nie przeszkadzają :). Jedyny problem to te znicze ;/

BTW: A widział plac w Zakopanem po sylwestrze marzeń? Pfff masakra ...

Lapec 07:09 poniedziałek, 3 lutego 2020

Malarz - ja sam bym w ten widok nie uwierzył... Takie widoki widywało się najwcześniej w kwietniu. Oj, boję się lata... :/

DaruS - czekam z niecierpliwością na fotorelację :) Mi wystarczył widok budynku o kształcie cyrku, który widziałem jadąc rowerem na trasie Poznań - Bydgoszcz - Toruń. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to "to" :)

Trollking 20:55 niedziela, 2 lutego 2020

W Toruniu znamy się na trzepaniu kasiory z ''religijności'', prawie tak dobrze jak na piernikach :) wiosną przejadę się cyknąć kilka fotek na imperium pewnego ojca redemptorysty, grunt, że biznes się kula. Co do deszczu, to mam nadzieję, że długo nie zmoknę bo mam pogodowstręt po wczorajszym dniu.

DaruS 19:35 niedziela, 2 lutego 2020

Jeszcze kilkanaście lat temu nie uwierzyłbym, że pierwsza fotka (notabene bardzo ładna) pochodzi z drugiego lutego, dziś nie mam żadnych wątpliwości...

malarz 18:43 niedziela, 2 lutego 2020
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ylwul

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]