Wiatrogrynacja
W sumie fajnie. Był tylko jeden problem: wiatr, a praktycznie wietrzna rzeźnia, która nieźle mnie zmasakrowała po drodze, choć muszę przyznać, że gdy parę razy dmuchnęło w plecy, było godnie. Szkoda, że tak rzadko było mi to dane.
Trasa to nic odkrywczego - klasyczne "kondomiunium", jednak wykonane w wersji odwrotnej, czyli z Poznania przez Komorniki, Szreniawę, Trzebaw, Dębienko, Stęszew, Witobel, Łódź, Dymaczewo, Krosinko, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę oraz Luboń do domu.
Przez większość czasu było nawet malowniczo, a już na pewno nie zimowo...




...jednak pod koniec zaczął już padać deszcz, który z przerwami utrzymywał się do końca dnia.
Wiało, choć pewnie jak zwykle muszę to udowadniać :)

Od Dębienka przez Stęszew i Witobel aż do Łodzi witały mnie kolory tęczy :) Jednak to nie to, co się nasuwa od razu na myśl miłośnikom zakazu pedałowania, lecz wręcz przeciwnie - to znak, że magiczna "peregrynacja" dotarła już do Stęszewa. W nim właśnie się na chwilę zatrzymałem...

...a nawet z ciekawości zdecydowałem się wejść do kościoła (czego się nie robi dla relacji na blogu), żeby wykonać mało wyraźne zdjęcie kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, od poprzedniego roku kursującego po Wielkopolsce. Jedynie jako ciekawostkę dodam, iż ma ona całe... 63 lata, powstała za komuny i namalowana została rękoma pana docenta z Torunia.

Cóż, to nie moja bajka, choć nie powiem - fascynująca socjologicznie. Jak widać ludzie to czują, jest to dla nich jakieś wydarzenie i dobrze - jeśli jakimś cudem dzięki temu stają się lepsi, to tylko przyklasnąć. Jednak ja - jak zwykle - nie mogłem zapomnieć o tym, co na "zapleczu", czyli trzepaniu kasy na fotkach, obrazkach, bibelotach, czyli tej samej trupie zarabiaczy (widziałem ją już kilka razy) podążającej za obrazem bez krępacji.


Jest też inny aspekt, który chcąc nie chcąc dotknął mnie niemal osobiście. Na wspomnianym wcześniej "tęczowym" odcinku zakwitły setki zniczy. Wszystko fajnie, tylko że stawianie ich to skrajna nieodpowiedzialność, gdyż co chwilę wiatr zwiewał je na szosę, przez co na przykład samochód widoczny na zdjęciu musiał wykonać nagły manewr, a przyczepka niebezpiecznie zatańczyła mi przed kołem. Natomiast sam Stęszew w kilku miejscach to dywan ze szkła....

Podsumowując okiem subiektywnym: religijność tak, byle szczera, trzepanie kasiory z jej wykorzystaniem - nie, nieużywanie mózgu przy takich okazjach - nie. Wyszło 1:2, czyli honorowa porażka. Mogło być gorzej :)








