Poranek z Pana-kracym

Sobota, 1 lutego 2020 · Komentarze(11)
Żeby zrozumieć genezę tytułu, cofniemy się do dnia wczorajszego, kiedy to do pracy pojechałem rowerem. Jeden jedyny raz zapominając zabrać ze sobą pompki. I jeszcze pamiętam swój dylemat, gdy w połowie drogi biłem się z myślami: wrócić czy nie wrócić? Wybrałem bramkę numer dwa, bo przecież nie mogę mieć takiego pecha, prawda?

Gówno prawda :)

Bowiem na piętnaście minut przed końcem roboty zorientowałem się, że w przednim kole Czarnucha jest powietrza mniej niż zero. Szczęście w nieszczęściu, że w podsiodłówce była choć dętka. Udało mi się więc warunkowo skorzystać z uprzejmości zaprzyjaźnionego sklepu i na sekundy przed zamknięciem wymienić gumę i uzupełnić powietrze. Jakoś udało się wrócić do domu na dwóch kółkach.

Rano, gdy zobaczyłem, że nie pada, zachciało mi się szosy, która stała sobie nieużywana przez kilka ostatnich dni. Tymczasem... zero powietrza w tylnym kole. No kurde! Ok, wyjścia nie miałem, zabrałem się za szybką wymianę. Tak szybką, że najwidoczniej zahaczyłem łyżką o dętkę, uszkodziłem ją i po zamontowaniu okazało się, że nie da się jej napompować. Brawo ja :/ Znów babranie się ze ściąganiem, montaż i... ponownie coś nie tak z gumą. Tyle że już nie miałem siły i czasu sprawdzać o co chodzi, więc rzuciłem szosę w kąt i wybrałem Czarnucha. W sumie nie będąc pewnym czy z nim wszystko jest w pełni ok.

Wygląda jednak na to, że było. Bowiem dojechałem bez defektu. A że jednak syfu na drogach było sporo, do tego raz nawet trafił się deszczyk, wyszło nawet rozsądnie. 

Trasa to typowe w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, tam nawrotka. We wspomnianym Bolesławcu (ciut mniejszym niż ten dolnośląski) bywam rzadko, bo to smutna miejscowość, która na końcu ma indyczą rzeźnię.




Do pracy dojechałem rowerem. Zabierając ze sobą pompkę :) A zagadkę: "co się do cholery dzieje z kołem w szosie?", postaram się rozwiązać wieczorem albo wcześnie rano, bo jutro niby dzień wolny, ale czasu będzie mało.

Komentarze (11)

Lapec - oj, zdecydowanie dobrze :)

Ania - na szczęście. Więcej pecha bym nie zniósł :)

Trollking 21:05 poniedziałek, 3 lutego 2020

Toż Ci przypadki no... Ale mimo wszystko dobrze się skończyło :)

anka88 13:42 poniedziałek, 3 lutego 2020

Dziura w gumie to w żadnym przypadku nic przyjemnego xD. Dobrze że skończyło się bez hattricka ;)

Lapec 06:58 poniedziałek, 3 lutego 2020

Malarz - oj, wręcz przeciwnie. To co na zdjęciu to chyba jedyny jej fragment, na który nie można narzekać. Wszędzie indziej wybijają korzenie, są też upierdliwe krawężniki. Już nie mówiąc o położonym równolegle zakazem jazdy rowerem, który nie daje wyboru. Więc malkontentów jest całkiem sporo :)

Roadrunner - dzięki, fota może wygląda fajnie, ale... patrz to, co napisałem wyżej :) Co do pierwszego akapitu to musi istnieć jakiś wredny chochlik, który trzyma pieczę nad naszym zapominalstwem :)

JPbike - tego się właśnie boję, więc dbam o nią jak mogę, jeśli tylko się da traktując jako opcję pierwszego wyboru :)

Trollking 18:04 niedziela, 2 lutego 2020

Nie radzę więcej rzucać roweru nr.1 (szosa w Twoim przypadku) w kąt bo się obrazi akurat na najfajniejszym tripie :)

JPbike 16:56 niedziela, 2 lutego 2020

Tez tak mam że zabieram ze soba wszystko ale gdy raz na dziesiątki wypadow nie zabiorę zestawu naprawczego to musi sie cos odjebac.
Co do zdjęć. 1 fota wymiata. Taką wąską ścieżką fajnie bylo by sie wspinać na górę :)

Roadrunner1984 14:53 niedziela, 2 lutego 2020

Droga rowerowa z pierwszej fotki zadowoliłaby największych malkontentów ;)

malarz 08:28 niedziela, 2 lutego 2020

No i, nie da się ukryć, związane z nim PANdemonium :)

Trollking 21:24 sobota, 1 lutego 2020

Niezły Kanał PANAmski!

huann 19:14 sobota, 1 lutego 2020

No właśnie. Pan Murphy ma spore pole do popisu w przypadku wymyślaniu praw dla nas, rowerzystów :)

Trollking 17:56 sobota, 1 lutego 2020
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa empot

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]