Góry żądają ofiar

Wtorek, 14 stycznia 2020 · Komentarze(22)
Kategoria Góry

Oj, ciekawy to był dzionek. Niekoniecznie w sensie pozytywnym. Ale po kolei.

Wczoraj wieczorem wylądowaliśmy w Sudetach, czyli – jak się nietrudno domyśleć – w Jeleniej Górze. Wieczór z rodziną, spokojny, więc dziś rano można było w miarę wyspanym ruszać w trasę, po odkopaniu z piwnicy zombiaka.

Początkowo wszystko szło zadziwiająco fajnie. Temperatura była przyzwoita, w kotlinie wiatr wiał słabo z południa, ino śmigać. No to śmignąłem tam, gdzie latem pchać się nie ma sensu, czyli w kierunku Karpacza. A co mi tam :)

Jelenia, Mysłakowice, Miłków…
Kurs na południe - Jelenia Góra
Chmurogóry - Jelenia Góra
...i już Karpacz.
O, tego tu nie było :) - Karpacz
Tyle że Karpacz i Karpacz Górny to delikatna różnica. Polegająca na tym, że do tego drugiego trzeba się jakoś wspiąć, co jest zadaniem dość sympatycznym, ale i minimalnie kondycji jakiejś tam wymaga.
Wyjąc, wcale nie z ropaczy - Karpacz
Te osiem kilometrów zimą nie jest wielkim wysiłkiem, gorzej mam tam latem, gdy łeb mi pęka od upału. Więc poszło nawet zgrabnie, a nagrody jak zwykle były na szczycie, zepsute klasycznym już widokiem na Hotel Gargamela, czyli Gołębiewskiego. Fuj :)
Rowerów zasady parkingu nie obowiązują :) - Karoacz
Góry i zamek Gargamela - Karpacz
Śniegu tylko jakoś brak. Nawet mi. Bo na szczytach jednak powinno być biało. Jedynie momentami Kotły i Śnieżka trzymały poziom :)
Aż po Rudawy... - Karpacz
Tylko Śnieżka broni śniegowego honoru - Karpacz
Dokręciłem do Wang i zacząłem się zastanawiać, jak wrócić – czy tą samą trasą, czy zjechać do Sosnówki. Wybrałem bramkę numer dwa i to był błąd. Bo zjeżdżało się suuuuuper, tylko że ta droga remontowana była gdzieś za króla Ćwieczka. Jak nie wcześniej. No i na jednej z miliarda dziur wypadł mi telefon. Zorientowałem się dość późno, bo gdzieś ze trzy kilometry poniżej Karpacza. Oczywiście od razu nawrotka i znów wspinaczka, z nosem przy ziemi. Kilka razy nawet się zatrzymałem i robiłem mały spacer, żeby sprawdzić, co leży w rowie. Na górze nic. No to w dół. Gdy już byłem w połowie tego, co zaliczyłem nieplanowo, stwierdziłem, że to bez sensu. I tu się przydał drugi smartfon – przypomniałem sobie, że oba mam zalogowane go Google, ściągnąłem więc sprawdzoną aplikację i już z grubsza wiedziałem, gdzie leży zguba. Nie wiedziałem tylko, w jakim jest stanie, bo dodzwonić się mogłem, ale to jeszcze nic nie oznaczało.

No i… była. Szczęście w nieszczęściu, że nie została przejechana przez żadne auto i spadła… centralnie na ekran. Bowiem po raz kolejny w życiu przydało mi się szkło hartowane. Rozbite koszmarnie, ale – tu już uprzedzam fakty – sam wyświetlacz skończył tylko na delikatnej rysce w rogu. Ufff, głupi ma szczęście, to fakt, ale szczęściu trzeba pomagać :)



Zjechałem do Sosnówki, tam jeszcze fotka z góry i z telefonem-pechowcem w łapie…
Telefon po crashteście, z widokiem na góry :/ - Sosnówka
Zalew w Sosnówce
...a potem ”podziwiałem” szkaradztwo, które zakwitło nad zbiornikiem w Sosnówce. Cóż, jeśli kogoś bawi płacenie kupy szmalu, żeby mieć chatę z widokiem na góry i wodę, ale do tej drugiej zakaz wstępu, a w góry niemały kawałek naokoło, to… nie bronię :)
Niby fajnie, ale wszędzie zakazy - Sosnówska
Perspektywicznie - Sosnówka
Skierowałem się na zachód, gdzie nastąpił akt drugi dramatu. Tak zaczęło wiać od strony wspomnianego zalewu, iż ledwo udawało mi się kręcić, momentami praktycznie stałem w miejscu. I gdzieś tam, na dróżce do Podgórzyna, wiatr zerwał mi słuchawki. Niestety nie byle jakie, porządne JBL-e na bluetooth :/ Oczywiście znów zacząłem bawić się w detektywa, jeżdżąc i łażąc na odcinku kilometra w tę i z powrotem. Jednak tym razem nie było happy endu :( Albo poleciały gdzieś dalej w pole, albo wpadły głęboko w trawę, albo wleciały do jednej z dwóch kratek ściekowych. No nic, może znajdzie je jakiś spacerowicz albo lubiący schodzić w dół rowerzysta – taki prezent ode mnie gratis :) Niepocieszony wróciłem do centrum Jeleniej przez Stawy Podgórzyńskie oraz Cieplice.

Oj, to nie był jak widać mój dzień. Góry me rodzinne widocznie mają na mnie focha, że tak rzadko do nich zaglądam. Dobrze, że nie zgubiłem roweru :)

TUTAJ Relive.

Komentarze (22)

Hehe :) Albo orędownicy naprawiania błędów :)

Trollking 22:37 piątek, 17 stycznia 2020

Orędownicy Dobrej Zmiany, proszę ja Ciebie :)))

michuss 22:34 piątek, 17 stycznia 2020

Co najmniej :) W sumie ja za tym orędowałem, jak tylko dowiedziałem się, że Mors tam zamieszkał :)

Trollking 21:56 piątek, 17 stycznia 2020

O! To jest nas już dwóch, orędujących za przeprowadzką :)))

michuss 21:48 piątek, 17 stycznia 2020

A jakie to ma znaczenie? Budowę zbiornika rozpoczęto jeszcze za komuny, pierwotnie chyba miał on służyć rekreacji, potem jednak zmieniono plany i jest chroniony jako źródło wody pitnej. Otoczony betonem, drutem, cholera wie czym jeszcze. Specjalnie patrzyłem, jakie atrakcje mają "mieszkańcy": ogródek, który kończy się zakazem wstępu, po drugiej strony dość ruchliwa szosa, jeszcze wyżej plac budowy. Przecież to jest abstrakcja!

Nie jestem wrogiem budowy pojedynczych domków w ładnej okolicy, bo to nie ingeruje w otoczenie w znacznym stopniu. Ale masakrowanie go kompleksem bezpłciowych klocków, do tego jeszcze ze "spa" w nazwie, zawsze będzie budził mój sprzeciw. Ale Ty chyba tego nie zrozumiesz, bo się tu nie wychowałeś i nie masz porównania. Zrób sobie test i spójrz na rejestracje - ja tam widziałem dziś wiele rejestracji z Wrocławia, Warszawy, Poznania i Gdańska, a jeleniogórscy DJ-e byli zdecydowaną mniejszością. OK, prawa rynku, ale to tylko świadczy o tym, iż łapią się na ten wabik głównie osoby, które z górami mają wspólnego tyle, ile wyczytali w reklamie.

Jak znajdziesz słuchawki, to sprzedaj. Niech to będzie moja mała cegiełka do przeprowadzki w inną część Jeleniej... :)

Trollking 21:30 piątek, 17 stycznia 2020

Przypomnę Ci, T-king, że sam zbiornik Sosnówka to też sztuczny wytwór, w dodatku młodszy od nas, no i przede wszystkim potężnie ingerujący w krajobraz naturalny. ;pp

Słuchawki bym Ci oddał, ale gdybyś się uparł, że to prezent dla mnie, to bym je opylił na OLXach. :)

mors 06:30 piątek, 17 stycznia 2020

No przecież jakiś telefon ma!? :)

Trollking 22:48 czwartek, 16 stycznia 2020

Ciekawe z czym morski miałby te słuchawki "łączyć"? :P ;)))

michuss 22:46 czwartek, 16 stycznia 2020

Torpeduję abstrakcje. To, o czym piszę to nie jest rozsądna inwestycja, tylko wabik na ludzi, którzy o górach wiedzą tyle, ile im pokazano w folderze reklamowym. Taka mentalność Krupówki+. Poza tym niszczy całkiem ładny do tej pory widok. A będzie gorzej.

Yhm, dla beki :) Jeśli znajdziesz, przywiozę Ci kiedyś nieużywane zamienne końcówki od słuchawek, więc poszukiwanie jest warte zachodu. Powodzenia :)

Trollking 22:37 czwartek, 16 stycznia 2020

Sam jesteś dziwny - z tym swoim torpedowaniem wszelakich inwestycji.

Słuchawek po Tb bym nie chciał ;p ale poszukam ich tak dla beki :D

mors 05:59 czwartek, 16 stycznia 2020

BUS - no właśnie, koło Tuczna raczej rzadko się zdarza, że masz tylną kieszeń u góry przy prędkości 50+ :)

Michuss - a dziękuję, do dziś też mam sentyment :) Hehe, no fakt, bym na bank znalazł, ale pewnie za to Google by wiedział wszystko o zawartości moich uszu :)

Malarz - pojęcia nie mam, ale wszystko jest możliwe :)

Lapec - ja miałem tego pecha, że zasięg radia straciłem na górze Karpacza, więc i tak dźwięku z telefonu nie było. Choć w sumie i tak upadek był tu najważniejszy. Słuchawek faktycznie szkoda, no ale nic, musiałem kupić nowe, już tańsze, ale dają radę :)

Evita - karma wraca codziennie do Kropy :) Postaram się wkleić jakieś fotki, choć dziś pies był po nocnych wymiotach, więc nie za bardzo w sosie.

Huann - dokładnie! :)

Mors - nic nie kopiuję, do tego jeśli chodzi o to dziwne osiedle to temat raczej zamykam - paskudne jak cholera :) Pospiesz się i zrób spacerek od muflona w Podgórzynie ulicą - nomen omen - Spacerową do głównej trasy, może będziesz miał szczęście. Jak znajdziesz, są Twoje (czarne bezprzewodowe JBL). A co :) A o formie to możemy pogadać, jak kiedyś w końcu zdecydujesz się ze mną gdzieś pojechać moim tempem :)

DaruS - a tak, kiedyś dzięki niej znalazłem swój "zgubiony" telefon, kilka bloków dalej. Oczywiście po raz pierwszy w życiu byłem tam, żeby go odebrać :) Author chyba faktycznie nie narzeka :) Dziwny ten bezśnieg, fakt :/

Roadrunner - dzięki :) Luty niech przynosi śnieg, byle nie w Poznaniu, w górach jak najbardziej. Pozdro! ;)

Trollking 21:55 środa, 15 stycznia 2020

Gorskie przygody, widoki superanckie szkoda że szczyty faktycznie bez sniegu. Zobaczymy.co przyniesie luty. Pozdroooo

Roadrunner1984 20:09 środa, 15 stycznia 2020

Faktycznie jakoś tak dziwnie wyglądają góry gdy nie ma śniegu a w kalendarzu zaawansowana zima. Fajna aplikacja, obyś używał rzadko, bo z tymi smartfonami to nie pierwsze przeboje Twoje z tego co kojarzę :p

Fajną ma Author miejscówkę na emeryturę.

DaruS 19:41 środa, 15 stycznia 2020

Ej, ale nie kopiuj moich zdjęć. ;))

Ze Sosnówki do Podgórzyna jeszcze nie sprowadzałem roweru, ale mogę spróbować. ;))

Widzę, że trzymasz formę - troszkę wiatru, parę dziurek i apokaliptyczny wpis gwarantowany. ;))

"Te osiem kilometrów zimą nie jest wielkim wysiłkiem" - dziwne, żeby nim było, przy przerwach co półtora kilometra. ;))

mors 19:09 środa, 15 stycznia 2020

Zgubne skutki jazdy na rowerze!

huann 15:24 środa, 15 stycznia 2020

Góry w styczniu bez śniegu, boję sięęęęęęę..., co dalej ;-)

Masz jednak fart! I tego się trzymaj! Karma wraca, ja w to wierzę.

Wincyj fot gór i Kropy ;)

Evita 08:14 środa, 15 stycznia 2020

Z telefonem miałem podobną sytuacje w Ustroniu - u mnie na szczęście słuchawki były podłączone do "głównego" telka i po chwili muzę odcięło. Bez obicia się oczywiście nie skończyło, ale folia również "zrobiła robotę" :). Szkoda słuchawek ino ;/

Sosnówka z górkami w tle wygląda czadersko :)

Czekam na kolejne relację ;]

Lapec 06:57 środa, 15 stycznia 2020

A to da się zgubić rower? ;D

malarz 05:17 środa, 15 stycznia 2020

Jak zwykle plus za authora ;)

A co do zgub - bilans wyszedł Ci na zero. Szkoda, że nie można słuchawek wpiąć w googla ;P

michuss 00:27 środa, 15 stycznia 2020

Hah, wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać z Poznania aby napotkać gorszą drogę choćby Tuczno-Karłowice ;P no ale to nie jest na górskim downhillu.. ;P

BUS 00:24 środa, 15 stycznia 2020

To fakt. Właśnie trasa do Karpacza zawiera w sobie ten największy dylemat: jak wrócić? Do wyboru są (latem) Krupówki w wersji soft lub to dziurawisko. A najciekawiej jest wczesną wiosną po prawdziwej zimie, gdy te dziury mieszają się z błotem, śniegiem i lejącymi się strumieniami. To jest dopiero zabawa :)

Trollking 22:38 wtorek, 14 stycznia 2020

dobrze, że ofiary nie były w ludziach o co - patrząc na ten dramatyczny asfalcik - mogło być nietrudno...

eliza 22:01 wtorek, 14 stycznia 2020
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa kogod

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]