Ma ktoś może jakąś wiedzę, czy można pozwać pogodynki o zasyfienie roweru? Jeśli tak, będę wdzięczny za info, pozew się odpowiedni napisze :)
A co chodzi? Ano o to, że jak zwykle przed wyjazdem wykonałem dogłębną analizę kilku portali pogodowych, na których jak byk stało: w nocy opady, od rana przejaśnienia. Połowa się zgadzała - w nocy lało. W momencie wyjazdu, czyli około dziewiątej rano, niebo było zachmurzone, jednak nie leciała z niego ani kropla. Dobra moja, jest okazja na przetestowanie nowego, jeszcze w miarę czystego, napędu - pomyślałem. O ja naiwny!
Jakieś pięć minut po ruszeniu zaczęło mżyć, przestawać, mżyć, przestawać, mżyć - i tak przez całe miasto (bo wiało niby z północnego zachodu, więc miałem tę atrakcję jako niemal obowiązek), od Dębca przez Grunwald, Jeżyce i Golęcin do Strzeszyna. A potem... zaczęło już regularnie padać, raz słabiej, raz mocniej, ale prawie non stop. Typowe regularne deSzczyny...
W związku z tym mało było przekleństw, których nie użyłem podczas dzisiejszego wyjazdu. W sumie nawet nie wiem, czy nie wyczerpałem pełnego arsenału, w kilku różnych językach. Bowiem niemal cała reszta trasy (TU Relive), przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo oraz Plewiska do domu to chlupanie w butach, przecieranie okularów oraz zbieranie błota z pyska. Do tego wiatr, klasycznie najpierw w mordę, a porem w mordę. Generalnie masakra. Czysty napęd poszedł się dziobać. Do pracy też miałem jechać rowerem, ale się poddałem.
Oficjalnie oświadczam: POGODYNKI - NIENAWIDZĘ WAS! :)
A propos nienawiści - dziś Światowy Dzień Wegetarian. Szukałem w związku z tym jakichś sensownych memów, ale większość jest tak beznadziejna i nieśmieszna (cudów się nie spodziewałem, ale jest gorzej niż myślałem), że udało mi się wyłuskać zaledwie kilka minimalnie zabawnych :)
BUS - dzisiaj na szczęście na drogach było już całkiem przyzwoicie. A w lesie jest faktycznie paskudnie, momentami błoto po kostki. Prawie mi się pies w nim zakopał :)
Huann - hehe, nawet nie zauważyłem tej literówki w memie, brawo za spostrzegawczość :) Chińskie mądrości to na pewno towar z długą gwarancją :)
O, fajne te "Ziemianki" ;D Na pogodowe pocieszenie powiem, że kiedyś wylosowałem w chińskim ciasteczku chińską mądrość, która mówiła, że "nie przemoczy mnie deszcz, który minął". No i się sprawdza za każdym razem, bo wszak każdy deszcz jest przelotny - i w końcu przeleci. A że wszystko jest teraz chińskie - to i deszcz zapewne!
Jeżdżąc po takim syfie mielisz to co leży na drodze w całym napędzie zużywając go 2x szybciej. Ja już kolarę wyczyściłem po naszej jeździe i do tej pory nie zaznała syfu. Szkoda sprzyntu.
Świetne te memy, uśmiałem się :) I też uważam, że te z babciami trafiają w sedno ;)
A co do napędu - przynajmniej masz już z głowy ten czas "srania" się o jego czystość. Coś jak troska o lakier w nowym rowerze. Do pierwszego przydzwonienia o coś ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"