Baranowo i ostrozębowo
Na szczęście rano nie były to opady wielkie, raczej mżawka, ale i tak szosowanie raczej odpadało. Średnio też było z nastrojem, bo w nocy niemal zabił mnie ból zęba - zazwyczaj jestem odporny na takie atrakcje, ale tym razem pomógł dopiero drugi Ibuprom, i to nie od razu. Łącznie ponad godzina męczarni gdzieś między trzecią a czwartą.
Dobrze, że miałem wolne i mogłem choć częściowo odespać. Gdy już ruszyłem Czarnuchem, najpierw pojechałem do swojego dentysty, zapytać o terminy - niestety, wszystko pozajmowane na dwa tygodnie do przodu, więc zostałem wpisany jedynie na listę rezerwową. Nie wiem, czy wszystkim w nowym roku zęby zaczęły się dziurawić, ale ma się to szczęście :/ Jakoś może wytrzymam do swojego właściwego terminu.
Jazda była w sumie całkiem przyjemna, mimo mokrych dróg. Wykonałem spokojnego "wisielca", czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Miałem ciut czasu, miałem mtb, więc sobie pozwiedzałem przez chwilę tereny nadwarciańskie w Baranonowie. Uwielbiam ten ich powolny, częściowo leśny, częściowo łąkowy, klimat.



Kawałek lasu też był.

A jakby ktoś chciał sobie kupić pałac w Sowińcu, to zapewne ten samolot dostanie gratis :)


W Mosinie nawet drona by nie trzeba było zatrudniać, żeby znaleźć tego, kto nas morduje...

...a w Luboniu wciąż bez zmian. Standardy rowerowe idealne dla miłośników wspinaczki wysokogórskiej...

...no i sytuacja w trzecim miesiącu po wyborach.

A po południu... odbiór T-rek(s)a! :) Klasycznie w praniu wyszło, że po rozkręceniu roweru ilość części do wymiany rośnie nawet szybciej niż żądania suwerena, gdy wyczuje on, że władzy dobrze idzie kupowanie głosów. Finalnie do wymiany poszły: kaseta, kółeczka od przerzutki, obydwa blaty (jeden niestety srebrny, bo czarny owszem, by był, za... jakieś sześć tygodni), łańcuch, wyprostowana została przerzutka oraz wymieniona szprycha w starym kole. Jak zwykle dostałem spory rabat, bo kwota była, hmmm, typowa szosowa. No nic, liczyłem się z tym. Fajnie, że części JESZCZE gdzieś były i że chłopaki szybko (plus zimowych terminów) ogarnęli temat, nie po raz pierwszy zresztą, potwierdzając wysoką pozycję w rankingu moich ulubionych serwisów.

Czystością cieszyłem się kilka minut, bo całe pięć kilometrów do domu wracałem już w ulewie.

Dla zainteresowanych: tak wyglądają części po tym, jak tylko ja potrafię je zmasakrować :) No ale na czymś te 20 tysięcy trzeba było w tamtym roku zrobić :)










