Dzisiaj już normalny, czyli nienormalny, dzień pracy, więc czasu na wylegiwanie nie było. Powinni tego zabronić. Pracy, a nie wylegiwania, oczywiście.
Drogi częściowo mokre, częściowo suche, postanowiłem więc zaryzykować jazdę Ventylem, który o dziwo jeszcze się całkowicie nie rozleciał. Co jest już pierwszym tegorocznym sukcesem marki Kross :)
Jechało się przyzwoicie, ale ostrożnie, bo świat wolę jednak podziwiać znad ziemi, a nie z jej poziomu. Z plusów - nie wiało mocno.
Trasa to najprostsza glizda południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Żabinko - hopka i nawrotka. W tym zimowo-wiosennym miejscu - niczym Kubuś Puchatek czekający na miodek - miałem plan, żeby z plecaka wyjąć Snickersa, którego, byłem pewien, tam mam, i się nim delektować. Nawet macałem go łapczywie łapą. A tu zonk - to, co wyczuwałem, to multitool. W sumie dla ślepego nie do odróżnienia :) Byłem niepocieszony - ale główka pracuje, więc skojarzyłem, że w Żabnie jest sklepik (był, czysty PRL z niePRL-owską, bo miłą, panią), więc tym samym pozbywając się dwóch zlociszy spełniłem swą zachciankę. Na śmieszce w Łęczycy postawili nowe (?) kierunkowskazy - na Wrocław (195 km) oraz Mosinę (8,5 km). Tu i tu rowerem bywałem, wybieram zdecydowanie tę drugą miejscowość. Nie tylko ze względu na mniejszą ilość bruku :) Dystans zawiera dojazd do pracy, ale tylko w jedną stronę. I tak już dziś zostanie. Bowiem te pięć kilometrów to podróż T-rek(s)em do najbardziej sprawdzonego poznańskiego serwisu, z duszą na ramieniu (na najlżejszym przełożeniu, błagając o jak najmniejszą ilość startów i pauz. Dobrze, że miałem z wiatrem). Była co prawda nadzieja na odbiór szosy jeszcze tego samego dnia, bo chłopaki na miejscu mieli kasetę (dziesięciorzędowe są już na wymarciu), łańcuch oraz kółeczka do przerzutki, ale oczywiście coś musiało pójść nie tak, a tym razem negatywnym bohaterem (także finansowym) okazał się zamiennik dużego blatu, który zęby miał już takie, jak gadzi patron całego sprzętu. Wyszło w praniu, iż ten pod mój system już jest ciężki (choć nie niemożliwy) do dostania, więc gdzieś tam został zamówiony - dojdzie w wersji optymistycznej jutro, w wersji realnej pewnie pojutrze. No nic, od tego są ludzie, którzy się na tym znają, pewnie ja, gdybym zamówił, dzisiaj bawiłbym się w czytanie regulaminów zwrotu. Najbardziej przeraża mnie to, że z dwoma kółkami robi się ostatnio to samo, co ze sprzętem elektronicznym - naprawa ciut starszych modeli przypomina wyprawę archeologiczną. Oczywiście dość drogą.
Żabka ma tylko lekko spłaszczoną czachę, reszta ujdzie :)
Też się nie znam na rowerowych szlakach (zawsze kreuję swoje), ale to chyba jakaś część EuroVelo, prowadzącego do Czech, a dalej chyba nawet do Chorwacji. Powtarzam: chyba :)
Z tą R-9tką mnie trochę zaskoczyłeś - cały czas byłem przekonany że to Wiślana Trasa Rowerowa która to omija i Poznań (Łęczyce) i Wrocław. Chyba że to coś innego :)
Ja jako lubiący majstrować powiem że w przypadku starszych komponentów to nieźle trzeba posurfować po internecie (lub maratonować po sklepach) by znaleźć coś czego się szuka - dla przykładu w poszukiwaniu odpowiedniego blacika do zimówki mi to zajmowało minimum godzinkę ... :)
Bitels - no nie narzekałem za bardzo, szkoda tylko że za dużo musiałem hamować, co się przełożyło właśnie na tę słabiutką średnią. Dzięki, oj, już bym chciał mieć swoją szosę :)
Tycjan - dokładnie... Ja się w sumie cieszyłem, że mam przerzutkę starszej generacji, bo od razu te części były z "tamtych" (czyli zaledwie kilka lat temu) czasów, mocne i wytrzymałe. Przejechanie na jednym zestawie blatów ponad 30 tysięcy, przy jednej zmianie kasety i raz łańcucha nawet na mnie zrobiło wrażenie. Niestety, jak widać nie ma lekko przy serwisie. A ekologia? A co to? :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"