Pełnobrzuchowo
Ruszyłem gdzieś koło południa, nakawowany i najedzony. Czyli w stanie dla mnie niemal nieznanym :) Długo się zastanawiałem, który rower wybrać do jazdy – starą szosę czy górala, aż w końcu zdecydowałem się na tę drugą opcję. Przekonały mnie jeszcze lekko świecące się, mokre drogi oraz wszechogarniająca szarość za oknem.
I zdecydowanie nie żałuję tego wyboru. Co prawda terenu było dziś minimalnie, ale za to fajnie mi się kręciło, bo na luzie, bez większego pośpiechu, zaliczając także dwa sympatyczne podjazdy: jeden w Starym Puszczykowie, drugi na Osową Górę (pierwszy raz w tym roku), ale nie Pożegowską, tylko wersją mniej popularną, od strony Szosy Poznańskiej. No i bez większego ryzyka gleby, co na wąskich kółkach nie byłoby w tych warunkach wykluczone.
Trasa to znów "kondominium", a że ostatnio często je wykonuję, skrócę przejechane miejscowości do tych większych: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Stęszew - Komorniki - Poznań.
Jedna z moich ulubionych miejscówek, czyli glinianki i wieża widokowa na Pożegowie, jest sympatyczna niemal zawsze: latem można się tu legalnie wykąpać unikając tłumów, a o każdej innej porze roku po prostu cieszyć bliskością lasu.

Gdy robiłem fotkę, zagadał mnie sympatyczny pan, pytając czy jestem zadowolony z roweru, bo myśli o zakupie Krossa. Oczywiście zareklamowałem Czarnucha, bo powodów do narzekań nie mam, a po chwili rozmowy jeszcze zapaliłem mojego rozmówcę do nabycia szosy. Jak zwykle były obawy, że samochody i w ogóle (w sumie słuszne), ale gdy w toku gaworzenia wyszło, ile można dzięki temu zrobić kilometrów rocznie, widziałem, iż ten środek transportu zdecydowanie zyskał. Gdy już się pożegnaliśmy, usłyszałem tylko, jak małżonka pana komentuje: ”nooo, dwadzieścia tysięcy to już jest dużo”. Hehe :)
Zjazd Pożegowską to jak zwykle miodzio :)

Natomiast wjazd pod Stare Puszczykowo ciężko jest dobrze sfocić, ale też potrafi troszkę zmęczyć.


Jak widać wziąłem kamerkę, więc… żaden idiota, któremu się coś wydaje, się nie napatoczył. A szkoda :) W zamian więc tylko klasyczny gazeciarz, z Kościana zresztą, gdzie olewanie przepisów to regionalna tradycja i obowiązek.

Na koniec wyznanie od serca. Jego autorem może być:
a) jakiś krótko obcięty jegomość, niezadowolony z tego, że musiał pójść siedzieć, oczywiście za niewinność;
b) ”dziennikarz” TVP lub poseł partii rządzącej :)

Aha, zanim znajdę czas na odkopanie się z BS-a, chwilę potrwa – jak się okazuje, jeden dzień to tu wieczność. No i dobrze – dobrze to świadczy o jego użytkownikach :)








