Pełnobrzuchowo

Poniedziałek, 6 stycznia 2020 · Komentarze(10)
Niestety - albo raczej stety - wczoraj nie udało się wrócić od znajomych o kulturalnej godzinie, tylko gdzieś po pierwszej w nocy. W związku z tym poranne wstawanie nie za bardzo wchodziło w grę, z kilku względów :) Ale dzięki temu – po raz pierwszy od zakupu – zegarek powiedział mi, że długość snu była ”odpowiednia”. Coś czuję, że prędko się to nie powtórzy, więc niech to będzie dzisiejsze właściwe święto.

Ruszyłem gdzieś koło południa, nakawowany i najedzony. Czyli w stanie dla mnie niemal nieznanym :) Długo się zastanawiałem, który rower wybrać do jazdy – starą szosę czy górala, aż w końcu zdecydowałem się na tę drugą opcję. Przekonały mnie jeszcze lekko świecące się, mokre drogi oraz wszechogarniająca szarość za oknem.

I zdecydowanie nie żałuję tego wyboru. Co prawda terenu było dziś minimalnie, ale za to fajnie mi się kręciło, bo na luzie, bez większego pośpiechu, zaliczając także dwa sympatyczne podjazdy: jeden w Starym Puszczykowie, drugi na Osową Górę (pierwszy raz w tym roku), ale nie Pożegowską, tylko wersją mniej popularną, od strony Szosy Poznańskiej. No i bez większego ryzyka gleby, co na wąskich kółkach nie byłoby w tych warunkach wykluczone.

Trasa to znów "kondominium", a że ostatnio często je wykonuję, skrócę przejechane miejscowości do tych większych: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Stęszew - Komorniki - Poznań.

Jedna z moich ulubionych miejscówek, czyli glinianki i wieża widokowa na Pożegowie, jest sympatyczna niemal zawsze: latem można się tu legalnie wykąpać unikając tłumów, a o każdej innej porze roku po prostu cieszyć bliskością lasu.

Gdy robiłem fotkę, zagadał mnie sympatyczny pan, pytając czy jestem zadowolony z roweru, bo myśli o zakupie Krossa. Oczywiście zareklamowałem Czarnucha, bo powodów do narzekań nie mam, a po chwili rozmowy jeszcze zapaliłem mojego rozmówcę do nabycia szosy. Jak zwykle były obawy, że samochody i w ogóle (w sumie słuszne), ale gdy w toku gaworzenia wyszło, ile można dzięki temu zrobić kilometrów rocznie, widziałem, iż ten środek transportu zdecydowanie zyskał. Gdy już się pożegnaliśmy, usłyszałem tylko, jak małżonka pana komentuje: ”nooo, dwadzieścia tysięcy to już jest dużo”. Hehe :)

Zjazd Pożegowską to jak zwykle miodzio :)

Natomiast wjazd pod Stare Puszczykowo ciężko jest dobrze sfocić, ale też potrafi troszkę zmęczyć.


Jak widać wziąłem kamerkę, więc… żaden idiota, któremu się coś wydaje, się nie napatoczył. A szkoda :) W zamian więc tylko klasyczny gazeciarz, z Kościana zresztą, gdzie olewanie przepisów to regionalna tradycja i obowiązek.

Na koniec wyznanie od serca. Jego autorem może być:

a) jakiś krótko obcięty jegomość, niezadowolony z tego, że musiał pójść siedzieć, oczywiście za niewinność;
b) ”dziennikarz” TVP lub poseł partii rządzącej :)

Aha, zanim znajdę czas na odkopanie się z BS-a, chwilę potrwa – jak się okazuje, jeden dzień to tu wieczność. No i dobrze – dobrze to świadczy o jego użytkownikach :)

Komentarze (10)

No to dobrze :)

Trollking 21:42 czwartek, 9 stycznia 2020

Że zwierzeł się znudzi???? Nie ma takiej opcji ;-)

Evita 07:52 czwartek, 9 stycznia 2020

Huann - no i byś mądrze rzekł :)

Lapec - mam to wciąż z tyłu głowy. A ciężko tam umieścić drezynę. Mała nie jest :)

Evita - hehe, Kropę trzeba dawkować, bo się znudzi. Ale obiecuję, że w najbliższym czasie jakąś fotkę przemycę :)

Trollking 19:40 wtorek, 7 stycznia 2020

Jest kawa, jest jedzonko, jest rower, nie ma Kropy..., ale też jest zaj...
No, dziś bardziej lotnego komentarza nie będzie ;D

Evita 08:20 wtorek, 7 stycznia 2020

Dwa razy byłem na tej wierzy - polecam :). Mam nadzieję też na trzeci raz przy okazji ... drezyny ;)

Lapec 07:53 wtorek, 7 stycznia 2020

"Każdemu jego Everest", jak to ktoś kiedyś ładnie był rzekł.

huann 23:07 poniedziałek, 6 stycznia 2020

Tycjan - oj nie, nie moje klimaty :) Choć w sumie, jakbym miał okazję przyłączyć się do jakiegoś diabelskiego orszaku... :)

Huann - hehe, no pewnie tak :) Zapewne jakby się okazało, że tych tysięcy jest pięć, też by było to dużo :)

Grigor - faktycznie, na taką szarugę góral był wyborem idealnym. No i zgadza się, do WPN-u z domu mam niecałe 6 kilometrów, co mnie baaaaardzo cieszy, choć w sumie najbardziej psa, z którym zawsze można się szybko wybrać w fajne rejony. Ale akurat Wy nie macie za bardzo co narzekać, lasy mając pod nosem :)

Trollking 20:41 poniedziałek, 6 stycznia 2020

Super teren do jazdy mtb sobie dziś wybrałeś, a czarnuch nadaje się idealnie w tamtych stronach. Ja osobiście bardzo lubię tamten fyrtel - szkoda że aby tam dojechać muszę przebijać się przez Poznań, bo w przeciwnym razie bywałbym tam częściej.

grigor86 19:57 poniedziałek, 6 stycznia 2020

No proszę - zeszłoroczna dwudziestka procentuje także w nowym roku :) Choć nie wątpię, że jakby była dziewiętnastka, to pani też by rzekła, że to wcale niemało ;)

huann 19:55 poniedziałek, 6 stycznia 2020
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa laprz

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]