Prognozy na dziś były z grubsza pisane pod starego, doświadczonego bacę: miał być deszcz, albo go być nie miało. I w sumie zarówno był, jak i go nie było. Skomplikowane? No to po kolei.
W nocy lało, nad ranem przestało, ale pogodynki wieszczyły, że to tylko chwilowa przerwa. Oczywiście ją wykorzystałem, wyprowadzając Czarnucha, choć w zamierzeniu miałem wykonać jedynie gluta, a jeśli Latający Potwór Spaghetti da, to dokręcę do pięciu dych. No i dał, niech mu sosy lekkie będą :)
Trasa w związku z tym dość pokręcona, niczym drogi rodaków do domu nad ranem pierwszego stycznia. Wyruszyłem lekko przed dziewiątą, z Dębca kierując się do Plewisk, następnie przez Komorniki i Rosnowo do Chomęcic, gdzie nastąpiła taktyczna nawrotka znów na Komorniki i Plewiska do Poznania, z których - jako że jeszcze nie lało - obrałem kurs na Luboń, potem po raz trzeci Komorniki i "piątką" do Poznania. Wyszło takie cuś (skąd Relive od jakiegoś czasu bierze dystans i średnią nie mam pojęcia, ale ni w ząb nie ma tu zgodności z rzeczywistością).
Po drodze zlało mnie delikatnie tylko raz, za to gdy zbierałem się do wyjazdu do pracy nastąpiło prawdziwe urwanie chmury - więc z dojazdu rowerem nici. Dobrze jednak, iż stało się tak, a nie odwrotnie. Aha, no i łeb urywało koszmarnie. Przy okazji budowy dojazdówek do S5 zbudowano koło Gluchowa śmieszkę. W sumie całkiem fajną, asfaltową, szeroką, z posadzonymi drzewkami... ...ale oczywiście musi być "ale" :) Oto ono: Tam dalej już tylko pole. Oczywiście na równoległej drodze widnieje zakaz jazdy rowerem. Ot, Polska.
A skoro jesteśmy przy rodakach. Gdy jechałem ulicą Głogowską z Komornik, czyli aktualnie zwykłą drogą krajową, na tym odcinku z ograniczeniem do osiemdziesiątki, gdzie nie ma żadnego zakazu jazdy rowerem (najbliższy jest kilkanaście kilometrów dalej, przed Stęszewem) są za to po dwa pasy ruchu, pas zieleni i szerokie pobocze, więc niektórym troglodytom wydaje się, że to jakieś przedłużenie ekspresówki i co jakiś czas słyszę nad uchem klakson... ...dziś na mojej wysokości zaczął zwalniać samochód i jakiś mądrala w środku zaczął robić mi zdjęcia i/lub nagrywać. Niestety nie zdążyłem zareagować, bo po chwili pomknął dalej. Oświadczam oficjalnie: jeśli znajdę gdzieś na jakimś forum dla rozumiejących inaczej swój wizerunek, nie odpuszczę i zgłoszę ową istotę gdzie trzeba. Używanie telefonu podczas jazdy oraz spowodowanie ewentualnego zagrożenia przez niczym niewymuszone nagłe zwolnienie będą tylko wisienką na torcie :)
No i na koniec moje dzisiejsze znalezisko. Z czasów, gdy samochody miały jeszcze duszę: Saab 96 v4, czyli skarpeta, no cóż, ze że Szwecji :) I to jeszcze na chodzie i w całkiem niezłym stanie!
Komentarze (26)
Tylko że on się raczej nie przestraszył tego, że ktoś na BS o nim napisze, tylko faktów, które przedstawili mu ludzie na forum - jakby nie patrzeć - antyrowerowym :) I to jest hit :)
Czyli Saab jest tam już jakimś pomnikiem. Dobrze wiedzieć.
Grigor - z Saabem pełna zgoda :) A co do wolności od fb - szacun i zazdro :)
Lapec - rowerzyści to faktycznie zabójcy. Ja na przykład w tamtym roku zamordowałem szosę :) W skrócie w temacie postu: zobaczyłem siebie, a w sumie swoje plecy. Z perspektywy gwiazdki Mercedesa. Szkoda, że nie tak, jak miałem okazję na żywo, czyli na mojej wysokości, z kierowcą niemal wypadającym zza prawej szyby, z telefonem w łapie. Komentarz: "nie wiem, jak to skomentować". A poniżej porady: szkoda, że nie trafiłeś, takich się powinno na centymetry, typowy pedalarz itp. Jeden rozsądny zaczął pytać, jaka to droga i nawet zacytował paragraf mówiący o tym, że rowerzysta ma obowiązek jechać poboczem. Na co autor posta stwierdził, iż za barierką mam DDR-kę, tylko że... jej tam nie ma, jest za to droga równoległa, nawet dwukierunkowa. Potem się okazało, że dla większości dwa pasy ruchu z każdej strony i pas zieleni oznaczają z automatu autostradę lub eskpresówkę. No i wiele, wiele typowo rodzimego bełkotu. Bardzo żałowałem, że nie mogłem się odezwać, bo ci, którzy nie są na forum, nie mają takiej możliwości. Jak mnie przyjęto, post już zniknął :( Ale były też miłe momenty, gdy ktoś zasugerował, że ów pedalarz (czyli ja) w stroju i w kasku to zawodowiec, pewnie szybszy niż Mercedes, a nasz aferzysta stwierdził, że ledwo mnie dogonił :D
Urdeeee, nie zdarzyłem poczytać - streści ktoś co pisali pod tym postem? Mega lubię na YT serię "Polskie Drogi" => wypadki, dzwony, kolizję, potrącenia na pasach, a i tak najpopularniejsze komentarze są o rowerzystach, że niby zabójcy :D
Eh... Gdybym wiedział, to bym porobił w tysiącu kopii. A tak - nawet nie wiem, jak się nazywał mój osobisty aferzysta :(
Cóż, może plus jest z tego taki, że chociaż jeden dostał nauczkę, iż zanim się coś umieści w necie, trzeba sprawdzić, czy są ku temu podstawy. A ja żałuję, że nie miałem akurat zamontowanej kamerki.
Tycjan - taaaa... Typowy przedstawiciel rodzimego gatunku WYDAJEMISI :)
Huann - z tego co zdążyłem zauważyć, dostał też sporą dawkę cierpkich słów od swoich, może dlatego? Oczywiście to, że powinienem zostać przyciśnięty do barierki lub przejechany, też wyczytałem :)
Kiedyś skasowałem, ale niestety znów potrzebowałem. Nim skasowałem, fb pytał po sto razy żałośnie i z nieskrywaną odrazą, czy na pewno mi nie szkoda... - i tu następowała cała litania wpisów, albumów ze zdjęciami i kolejnych osób z kontaktów, z którymi rzekomo groziło mi zakończenie znajomości i inne końce świata... :D
Trzymam kciuki. FB mam na codzień także służbowo, więc w sumie nawet niestety muszę (choć niekoniecznie na tematy rowerowe) mieć. I tak, jak raczej na fejsie nie piszę na tematy rowerowe, tak też unikam (choć bez jakiejś schizy) łączenia bs-a z f.
No ja w ogóle fb praktycznie nie używam, bo męczy mnie to paskudztwo strasznie, ale trzeba będzie się przemóc wyjątkowo :) Może mnie po nazwisku nie skojarzą :)
Jak nie napiszesz, że Ty to Ty - to jest szansa ;) Ja jestem w tylu różnych grupach, że ostatecznie żadnej nie śledzę na bieżąco - ale od razu o tej konkretnie pomyślałem, jak napisałeś o poszukiwaniu w internetach.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"