Na początek nutka optymizmu: dziś nic mi w rowerze nie odpadło, nie pękło, nie postanowiło żyć własnym życiem. Choć co do tego ostatniego to nie mogę być pewien, bo zapobiegliwie miałem znów słuchawki ustawione na maksymalną głośność. Mniej stresu :)
A poza tym... Jazda wybitnie ciężka. Zimno (rano niewiele powyżej zera) i bardzo wietrznie. Szaleć się nie dało, a nawet nie było na to chęci - jedną motywacją była konieczność pojawienia się w samo południe w pracy.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Bez przygód i czegoś wartego opisania. Choć to i tak więcej, niż będzie zapewne jutro - ma lać. A i wiać jeszcze mocniej.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
Przypomniałem sobie, że zapomniałem. Podsumować grudzień :) Oj, zmęczył mnie ten miesiąc wybitnie, bo dobijałem do 20 tysięcy. Wykręciłem 1913 kilometrów (mój rekord miesięczny - w zimowym miesiącu!), co prawda kosztem tragicznej średniej: 26,9 km/h.
Na podsumowanie roku przyjdzie jeszcze czas. Bo na to będę potrzebował duuuużo więcej czasu.
Komentarze (19)
Grigor - hehe, no jest to jakiś sposób :) Mimo wszystko jednak, skoro tak stawiasz sprawę, zalecam rowerowanie :)
Lapec - jak dobrze pójdzie, wyrobię się gdzieś do... marca :) A bateria zależy od słuchawek - ja spokojnie dwa wypady na jednym naładowaniu robię, lub jedno plus spacer z psem :)
Katana - muzykę słucham na maksa lub prawie na maksa. Klakson i tak usłyszę :) Radio (gadane) oraz książki to już mus, żeby były na full. I masz rację - ciężko się przy nich zmotywować do mocniejszego naciśnięcia na pedały...
Nie, no na maxa nigdy nie mam - mam ciszej niż neutralnie. Słychać wszystko na zewnątrz, a muzyka jest jakby w tle. Troszkę inaczej jest z audiobookami. Ale audiobboki nie nakręcają do szybkiej jazdy....
Przezorny zawsze zabezpieczony - najczęściej mam ze sobą jeszcze rezerwową parę klasycznych słuchawek :) A co do baterii to prawda, ale też nie ma jakichś kolosalnych różnic względem używania klasycznego radia.
O nie !! miałam takie, też kupione w chinach - Mercury w nich brzmiał jak koleś z monopolowego - masakra nie dało się słuchać :D No i miałam 2 pary słuchawek na bluetooth. Nie podeszły mi.... raz że krótko bateria trzymała, a dwa radia nie posłuchasz :P
Ja mam słuchawki nauszne - o takie. Słysze tyle samo co bez słuchawek, a dwa nie ma możliwości by wypadły z ucha :P, bo te wypadanie tych "kanałowych" doprowadzało mnie do wqu..nia. Można założyć też czapkę i jest naprawdę luz :) Bardzo polecam.
Też jeżdżę ostatnio z muz, ale ja mam jeszcze lustereczko na kasku, także drgania powietrza sobie olewam :D
Tycjan - dzięki :) A co do słuchawek to spokojnie, ja już wykształciłem sobie prawdziwy instynkt rowerzysty, słuch mi nie jest potrzebny, reaguję na drgania powietrza :P Poza tym te dwie godzinki dziennie bez muzy/audiobooka/gadanego radia byłyby mordęgą :)
Grigor - a to miło mi :) Ale wierz mi, że akurat tam są głównie pola, ja staram się wybierać pojedyncze widoczki godne uwiecznienia na tej pustyni. To po kolei: pierwsze to widok na WPN i Szreniawę z wysokości Rosnowa. Drugie to polno-leśny kawałek między Trzcielinem a Dopiewiem, niedaleko Lisówek. A trzecie: podjazd z Łęczycy do Wirów. W Łęczycy jest też bardzo fajna równoległa uliczka prowadząca w Puszczykowskie Góry, ale szosą nie za bardzo jest tam po co jeździć.
Roadrunner - no dokładnie. Ale jednak wolałbym to wszystko zrobić na podstawowym rowerze :)
Huann - coś w tym jest, bo to głównie polne drogi, z chwilami, gdy pojawia się kawałek drzewa. Gdy nie wieje, lubię tamtędy kręcić, ale za rzadko mam ten komfort, żeby o tym pamiętać :)
Bitels - no właśnie, jakoś tak nieswojo się czułem :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"