Dzisiaj w pracy musiałem być wcześniej niż wcześnie (czyli po ludzku: spóźnić się nie mogłem), więc rowerowanie nastąpiło bez zwłoki, choć ze mnie zwłoki jeszcze były, mimo wypitej kawusi - około 8:30 znajdowałem się już w blokach startowych. Nie było oczywiście też żadnych opcji na kreatywne kręcenie - po prostu szosowa rundka dobrze znanymi szlakami.
A najbardziej znanym i lubianym szlakiem jest "kondominium" - Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Jechało się nawet przyzwoicie, choć wiaterek dawał popalić na polach. No i oczywiście zmieniał wrednie zdanie co do kierunku. Jednak jak na listopadowy poranek mogę uznać, że było w miarę ok, mimo że skrzydeł specjalnie nie rozwinąłem.
Klimatycznie było momentami, muszę przyznać. Gdzieś tak od Stęszewa w radio zaczęło lecieć expose Gomułki, sorry, Gierka, sorry raz jeszcze, Morawieckiego. Nie powiem, populizm całkiem sprawny, okraszony narodowym i swojskim smalczykiem, idealny pod elektorat. No i jeden żart się udał: "polskość oznacza normalność". Dedykuję to w tym momencie - który to już zresztą raz - tym, którzy dziś chcieli ze mnie zrobić marmoladę podczas wyprzedzania na gazetę oraz jednemu klaksoniarzowi z Komornik, któremu zapewne o coś chodziło, choć o co? Nie mam pojęcia. Nie chcę znać definicji nienormalności :)
Aha, przy okazji. W Łodzi znalazłem kolorowy stojak rowerowy. W sumie miło, że pan ze zdjęcia taki postawił koło kościoła, bo przecież nie jest to raczej plakat wyborczy, prawda? Takie powinny być usuwane - zgodnie z prawem - maksymalnie do 30 dni po wyborach, które - przypomnijmy - odbyły się 13 października tego roku. Więc skorzystałem, rozprostowałem kości i pojechałem dalej. Dzięki, panie "vel"! A na poważnie - mam już sporą kolekcję "przeterminowanych" ryjków wyborczych. Są z każdej opcji - znalazłem kilka hitów: Millera jeszcze z czasów... Koalicji Europejskiej, Szłapkę z N., kogoś tam z Konfederacji i jeszcze z Lewicy, ale nie da się ukryć, że najwięcej śmiecia zalega partii rządzącej (co mogę udokumentować). Przypadek? :)
Dystans poszerzony o dojazdówkę do pracy.
Komentarze (11)
Malarz - dzięki wielkie :)
Evita - mgieły - fakt, godne są. A ja akurat słuchałem radia, do tego takiego, który używa mózgu w relacjach, więc jakoś dałem radę :)
Lapec - od Ciebie chyba o rok starszy, ode mnie tyle samo młodszy. Sprawdziłem, nie powiem, to też szok i dla mnie, bo myślałem, że zbliża się do pięciu dych. Co ta polityka robi z ludźmi :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"