Wiało, padało, nękało (WPN)

Środa, 2 października 2019 · Komentarze(13)
Sam przed sobą muszę przyznać, że czego jak czego, ale optymizmu w temacie rowerowym mi nie brakuje. Wiem, że będzie padać, ale udaję, że tego nie wiem. No i kończy się to tak, jak dziś. O czym w szczegółach poniżej :)

Generalnie początek, czyli wyjazd koło dziewiątej rano, nie zapowiadał się źle. Drogi mokre po nocy, ale niebo takie z gatunku pół na pól dawały szansę, żeby myśleć (a w sumie nie myśleć), iż wrócę o suchej stopie. Taa... :)

Zapobiegliwie wyruszyłem Czarnuchem, za co sobie później dziękowałem. A przy okazji wymyśliłem, że jeśli się da, to zaliczę kawałek trasy w terenie, co stało się faktem po przejechaniu odcinka z Poznania przez Luboń i Wiry do Łęczycy, gdzie niedawno wyhaczyłem całkiem fajną asfaltową górkę prowadzącą do granic Wielkopolskiego Parku Narodowego. A tam zaczęła się zabawa, czyli koleiny, syf, błocko, błocko, błocko... Czyli radocha :)
Oponki dają radę - WPN
Końcówka kolorowego świata - WPN
Polne pejzaże - WPN
Piaski nieśmiertelne - WPN
Zza winkla spojrzenie nieśmiałe - WPN
Błocko leśne - WPN
W pędzie - WPN
Szreniawa w tle - WPN
Dopchałem się do Greiserówki lasami, następnie do Komornik, Szreniawy i kurs na zachód, bo przecież nie będzie padać, prawda?

Prawda? :)
Łudziłem się, że nie lunie...
Gówno prawda.

Udało mi się dokręcić do Chomęcic, gdzie wyszukałem najbliższy przystanek i zapobiegliwie pod nim schowałem. W ostatniej chwili.
Rower wodny odpoczywa - Chomęcice
Po dobrych piętnastu minutach nieśmiało wystawiłem nos i ruszyłem dalej, licząc na to, że opad był przelotny. 

No nie był. Kilka kilometrów dalej, w Konarzewie, nastąpiła powtórka z rozrywki. 
Kolejna wiata, deszcz gratis - Konarzewo
Tyle że tu już mogłem nie tylko podziwiać opisywaną już kiedyś przeze mnie tfu-rczość zaangażowaną, ale i wyklejkę, zapewne robioną w pobliskiej szkole na lekcji religii, z zaproszeniem na agitację wyborczą pana z partii zrzędzącej :)

Najgorsze jednak ukazało mi się na horyzoncie: nagle zerwał się mocny wiatr, do tego taki, który całkowicie zmienił swój kierunek - do tej pory był południowy, a nagle zrobił się północny. Już wiedziałem, co mnie czeka w drodze powrotnej i się nie myliłem - mordęga :/

Jakoś udało mi się ponownie zacząć kręcić, więc ciągle z podmuchami z boku i w pysk doczłapałem przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Oj, ciężkie dziś miałem wyzwanie - na szczęście udało się wykręcić swoje pięć dych, ale saszetka z prochami antyprzeziębieniowymi wleciała po powrocie obowiązkowo. Dobrze, że do pracy miałem dziś na trzynastą, bo stojąc pod daszkami - zamiast jadąc - spędziłem dziś dobre pół godziny, bo jeszcze jedna wiata wleciała na samym początku, w Wirach.
Jedna z trzech zwiedzonych dziś wiat - Wiry
Coż, sezon na Polskę podWiatową po raz kolejny uważam za otwarty. Huczna to była impreza, nie ma co :)

TUTAJ Relive.

Komentarze (13)

Ja tam się na kulinariach nie znam :) Ale skoro da się z marchewki zrobić ciasto, to pewnie i schabowego :)

Trollking 20:35 środa, 9 października 2019

Ino to rozbij i opanieruj xDDDD

Lapec 23:16 wtorek, 8 października 2019

Ja bym chętnie zjadł schabowego z marchewki :)

Patrząc na aktualnych parlamentarzystów z partii rządzącej mam wrażenie, że wiaty i przystanki mają więcej własnego zdania niż oni :)

Trollking 21:21 wtorek, 8 października 2019

Ogólnie że zupka jest o smaku kurczaka mnie nie dziwi. Widziałem już wegański boczek, kiełabase z soi - czekam na marchewkę o smaku schabowego :D

Wiaty i przystanki rządzą => szanuje o wiele bardziej aniżeli ... rządzących :P

Lapec 16:58 wtorek, 8 października 2019

Zazdroszczę. U mnie najczęściej jest tak, że ściana wody się kończy minutę po dotarciu do domu :)

Trollking 20:49 piątek, 4 października 2019

JA przed takim frontem kiedyś spier...łęm z 20km i to na pełnej piździe.
Ledwo dojechałem do Częstochowy i jak jebło 1 min później to ściana wody

Roadrunner1984 20:03 piątek, 4 października 2019

No jest :/ z mżawką w temperaturze +10 da się żyć, ale ulewy przy +5 to średnia sprawa. A to przed nami.

Trollking 20:21 czwartek, 3 października 2019

Deszcz jest do dupy - na rowerze oczywiście.

grigor86 18:46 czwartek, 3 października 2019

Huann - akurat dla mnie ten dylemat był prosty. Jeśli jesteś osobą wierzącą, to uznajesz, że Bóg stworzył świat ożywiony, czyli zwierzęta. Logiczne więc, że najpierw była kura. Natomiast jeśli myślisz kategoriami ewolucji, to wiesz, że ptaki pochodzą od gadów, więc ostatni gad lub ptak, który kurą nie był, musiał złożyć jajo, z którego takowa się narodziła. Tu wygrywa jajo. Więc pytanie: co było pierwsze? powinno brzmieć: wierzysz czy nie? :)

BUS - całe osiem, nie pięć! :)

Trollking 18:39 czwartek, 3 października 2019

Te survivale 5 km od chaty xD

BUS 01:01 czwartek, 3 października 2019

Na pytanie, co było pierwsze - kura, czy jajko, zazwyczaj odpowiadałem, że kurczak z curry, ale od pewnego czasu popieram teorię głoszącą, że pierwszy był bulion pierwotny :)

huann 21:47 środa, 2 października 2019

Logiczne :)

Uwielbiam zupki Vifon, ale się zepsuli - kiedyś dwie moje ulubione: Kim Chi oraz Lau Thai były wegetariańskie, a od jakiegoś czasu dodają tłuszcz zwierzęcy :( Jedną z niewielu wege jest curry o smaku... kurczaka :)

Trollking 20:51 środa, 2 października 2019

Każdy deszcz jest przelotny - bo w końcu przeleci :) Jak to mówi chińska mądrość z opakowania zupki Vifon (dobrze swoją drogą rozgrzewają, zwłaszcza te pikantne!): "Nie przemoczy Cię deszcz, który minął".
Chyba, że nie trafisz z dreszczu pod aspirynnę, ani pelerynnę :D

huann 18:37 środa, 2 października 2019
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa walas

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]