Jak w tytule - nic nowego :) Tyle, że może minimalnie słabiej, co wcale nie oznacza, że jechało się łatwiej, bo wmordewind był permanentny. Nawet się więc nie starałem walczyć, bo temperatura w granicach dziesięciu stopni nie motywowała. A i dobre kilkanaście kilometrów jazdy po mieście powodowało, że się odechciewało tym bardziej.
Dwa klasyki: Po drodze napotkałem istne dżender, czyli przedszkole - o zgrozo! - z tęczą w nazwie. I to jeszcze dwujęzyczne, zapewne polsko-niemieckie :) No i to "&" zamiast "i"... Skandal! :) W Zakrzewie dopadł mnie całkiem spory głód, więc zatrzymałem się w Żabce. Nażarcie się to jedno... ...ale zbieranie Żappsów drugie, niemniej ważne. Jednak jestem zawiedziony, bo dotarłem do poziomu, który tępe pały od marketingu korporacyjnego nazywają "sky is the limit", a wciąż najbardziej wartościowymi nagrodami są "Tomcio Paluchy", wszystkie... z mięsem ::) To sobie mogę.... Znów dokręciłem kilka kilometrów w drodze do pracy.
Komentarze (10)
500+ i Grobek nawet by mogło być :)
Będę zbierał i zbierał, a jak w końcu pojawi się Wege Tomcio, to wezmę na bogato, za całość :)
Ja tam zawsze lubiłem średnią, Strava akurat u mnie nic nie zmieniła, tym bardziej, że jeśli korzysta się z telefonu, nie Garminów itp., to sobie można pogwizdać, a nie rywalizować, bo przekłamuje zdecydowanie in minus - więc to odpuszczam :) Jednak jakieś swoje założenia codzienne mam (słabiutkie), a żeby nie zejść poniżej nich warto się pomęczyć :)
Odkąd pojawiła sie strava itp to jest wieczna bitwa o dobrą średnią ?. Pamiętam czasy gdzie robiło się kupe km i srednia na szosie była 23 ,24 i człowiek nie zawracał sobie tym głowy. No chyba ze ktoś trenuje to inna bajka :D. Osobiście te PR na strwie mnie uzależniły i zamiast jechać by zwiedzać to człowiek zapier a potem pada na ryj :P
U mnie w lesie od 14.40 lało, grzmiało i gradem sypało do samiuśkiego wieczora, a wcześniej byłem na grzybie (określenie trafnie opisujące liczbę zebranej sztuki;), więc w końcu nic a nic dzisiaj nie porowerowałem :(
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"