Wbrew możliwym tytułowym skojarzeniom, nie cierpiałem dziś podczas jazdy, a wręcz przeciwnie - pogoda jest na początku sierpnia na tyle znakomita, że kręci się z przyjemnością. Nie ma upałów, póki co nie pada, wiatr wieje mało upierdliwie... Zacnie.
Pewnie gdyby nie odcinek miejski (kolejny już raz), byłoby jeszcze fajniej, choć i tak dziś względem wczorajszego dzionka było o piekło lepiej - większość aut jakby wyparowało z ulic, a na czerwonym stałem jedynie gdzieś w 80% możliwych przypadków, a nie w stu :)
Trasa to sprawdzone północno-zachodnie kółeczko: Dębiec - Górecka - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Tak jak na Relive, które pokazuje pod koniec szaleństwo Endo :)
Zaliczyłem oczywiście Koszalińską, a jak :) Mam słabość do tej pięknie położonej w lesie długiej ulicy, na której nie może się obyć bez klasycznej foty. Dziś z lekko innej perspektywy. Reszta bez zmian - czyli polna nuda. Od Strzeszyna do Kiekrza kręciłem z pewnym szoszonem na karbonie, który usilnie (która to już osoba?) namawiał mnie na spd. Argumenty jak zwykle logiczne, ale kto powiedział, że rowerem musi rządzić logika? :) A gdy zbliżaliśmy się do przejazdu kolejowego na Psarskim i zobaczyliśmy zamknięte rogatki, zaczęliśmy gadać o tym, że najgorzej, gdy ten się otwiera, a po sekundzie zamyka ten sto metrów dalej. I... zostało wykrakane. Bo dokładnie tak było.
Do dystansu doszedł jeszcze dojazd do pracy.
Przypomniałem sobie, że zapomniałem :) O czym? O podsumowaniu lipca. Miesiąc to był specyficzny - zaczęty w górach, potem z awarią szosy i tygodniem eksplorowania wielkopolskich lasów, a gdy wróciłem na wąskie koła, to zamiennie były albo upały, albo wiatr. Jakoś się jednak udało uzbierać te 1815 kilometrów, z nieciekawą średnią na poziomie 27,7 km/h. Spacerów z Kropą wyszło jakoś mniej, bo tylko 55 km, ale miesiąc miałem wybitnie zarobiony.
Komentarze (12)
A tak, to ja też jestem z tych termo, nie kalesono :)
Gizmo - ja narzekam na co dzień, bo jest na co, widocznie w końcu sytuacja się musiała odwrócić :)
Ania - jedna z ulubionych :) Cenię sobie też Wartostradę, która się pięknie rozwija, a nade wszystkim trasę z Kórnika przez Rogalin do Mosiny i dalej do Stęszewa, choć ten ostatni odcinek już niedługo, bo tam będzie DDR-ka, taka paskudna :/
Grigor - no trzeba się zmotywować :) Trochę mi dodały kilosów dojazdy rowerem do pracy, niby tylko 10 km w obie strony, ale jednak.
Koszalińska pojawia się dosyć często na Twoim blogu, nie trudno zauważyć, że to Twoja ulubiona droga :). Brawo za wynik w miesiącu lipcu. Podziwiam za takie dystanse.
W wp bezwietrznie nie wierzę, u nas duło całkiem całkiem; i chodź mało narzekam na wiatr to dziś mi obrzydził potencjał trasy na tyle, że zamiast cisnąć był relaks!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"