Na początek raport z serwisowego frontu. Niestety jest ciut gorzej niż myślałem. Po rozkręceniu szosy okazało się, że jednak suport jest ok, natomiast elementem, który się posypał, jest bębenek w tylnym kole (po ponad 22 tysiącach kilometrów), część droższa i sprowadzana na zamówienie. Stwierdzić się tego nie dało bez sprawdzenia jednego i drugiego, bo niepokojące dźwięki wydobywały się tylko podczas jazdy, nie podczas luźnego kręcenia napędem. No nic, życie, naprawić trzeba. O tyle dobrze, że pan z serwisu odkupi ode mnie kupioną wczoraj na szybko część za jej pełną wartość i o tyle pomniejszy koszt całości. Szkoda tylko, że najbardziej optymistyczna wersja przewiduje odbiór T-rek(s)a w czwartek, i to przy założeniu, że kurier nie da ciała.
Dzisiejsze kręcenie siłą rzeczy musiało odbyć się Czarnuchem. W sumie smutek niewielki, bo szosą przy znów masakrującym wietrze z zachodu tylko bym się wkurzał, a tak byłem po prostu bardziej stabilny. Jeśli już mam szukać na siłę rzeczy optymistycznych :) A że z tym moim czołgiem jestem coraz bardziej zżyty, to nawet mi się przyjemnie, acz wolno, kręciło.
Napisałem, że w 100% asfalty? Sorry, oczywiście nie mogło zabraknąć polskich klasycznych gównianych śmieszek, jak mógłbym zapomnieć? :) Aha, wziąłem ze sobą kamerkę. Czyli - zgodnie z żelazną zasadą - wszyscy byli mili i sympatyczni :) Ale - zgodnie z żelazną zasadą - musiał się zdarzyć choć jeden debil. Tym razem trafiło na gazeciarza. Już bliżej wyprzedzić się nie dało. Dla porównania poniżej kulturalny niegazeciarz, na tej samej, wąskiej drodze: Jutro znów do pracy, znów Czarnuch, znów ma wiać. Nuuuda...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"