Rowerowy wyjazd nastąpił w miarę wcześnie rano (po ósmej), bo mimo wolnego dnia musiałem po jedenastej pojawić się w Pewnym Miejscu i załatwić Ważną Sprawę. Mam już odruch wymiotny od pojawiania się w takich PM w temacie WS, no ale samo się nie zrobi :)
Dzięki temu udało mi się pokręcić jeszcze przed skokiem temperatury. Te niecałe dwadzieścia stopni było wartością optymalną, a nawet wiatr już osłabł, czyli wiał solidnie, jednak bez tragedii. W sumie rewela - co pewnie oznacza, że szybko się spieprzy.
Wykonałem tytułowe "kondominium", w wersji klasycznej: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębno - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Co tu dużo pisać: znów można było cieszyć się jazdą, a nie walczyć o życie :) A po południu, gdy już byłem wolny, znów wycieczka krajoznawcza, w miejsca znane i lubiane - najpierw kawałek Nadwarciańskim (Wielkopolski Park Narodowy), a potem jeszcze poznańskie Szachty. Było już zdecydowanie za ciepło, ale wycieczka udana, nawet udało się "upolować" padalca, jednak chłopaka (?) nie chcieliśmy stresować, bo ten gatunek jaszczurek lubi gubić ogony, a szkoda by było :)
Kilka(naście) fotek.
WPN:
Szachty:
Komentarze (17)
Miejsce super, tylko ludzi z każdym miesiącem coraz więcej. Jeszcze rok temu chodziłem tam z psem na luzie, teraz nawet w dzień roboczy rowerów, pieszych, hulajnóg i innych od zarąbania... Zaczynam tęsknić za czasami, gdy pies z kulawą nogą tam się nie pojawiał, a nawet strach było tamtędy chodzić :)
Czy pojedziemy - decyzja jutro, ale wciąż jesteśmy, co tu dużo mówić - niezdrowi. I słabiuteńcy. Co do fotek, to z poziomu komórki mogę obiecać codzienny Relive, bo pewnie nawet relacja będzie się pisać po powrocie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"