Jak się miło człowiekowi robi na sercu, gdy pogodynki spektakularnie dają ciała, oczywiście w wersji pozytywnej. Miało być dziś ciepło, owszem, ale jednocześnie deszczowo, a nawet śniegowo-deszczowo. Tymczasem udało mi się przejechać cały dystans o suchej stopie, a nawet tyłku (zamontowany na szybcika błotnik też miał w tym swój udział), czując jednorazowy powiew wiosny. Oj, już tęskno za nią.
Mimo że wiało (niezbyt mocno, muszę przyznać) ze wschodu, to pojechałem na zachód i wykonałem przed pracą moje najukochańsze "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań..Bo tak :)
Zatrzymałem się na chwilę w... górach. Puszczykowskich Górach :) A że najwyższe wzniesienie tego pomorenowego cosia to zaledwie 117 metrów nad poziomem morza? Oj tam, oj tam :)
Na odcinku "piątki" między Komornikami a Głogowską w Poznaniu znów zostałem dwukrotnie wytrąbiony przez jakichś frustratów - jednego w osobówce, drugiego w wywrotce. Wciąż się nie mogę nadziwić, że nawet zawodowi kierowcy (czyli ten drugi) nie wiedzą, po jakiej klasy drodze się poruszają - to, że autostrada jest pod wiaduktem, na który da się z niej wjechać, nie oznacza, że znajduje się i na nim. Choć - jak widać - dla niektórych nie jest to oczywiste.
Co do paskudnego w teorii pogodowego jutra - niestety wszystko wskazuje na to, że prognozy już się przełożą na rzeczywistość :/ No ale za dziś szacuneczek!
Na koniec podsumowanie stycznia: w ciężkich, naprawdę ciężkich warunkach uciułałem 1217 kilometrów, korzystając z każdej okazji do wyściubienia kół za drzwi. A i tak nie dało się uniknąć 94,5 km na chomiku. Średnia wyszła tragicznie słaba 26,5 km/h. Paskudny to był miesiąc, nie da się ukryć.
Komentarze (14)
Na tym moim to ja już się boję ulicami jeździć, bo hamulce się skończyły :)
Dostałem cynka jakiś czas temu, że na Maltę nie ma co teraz nawet spoglądać szosowo, więc dzięki za potwierdzenie :)
Na tym crossie Twoim też dałoby tam radę pojeździć pod warunkiem, że nie byłoby lodów. A zanim to się roztopi to hohoho. Polecam przejechać się nad Maltę w okolice stoku narciarskiego, skorupa lodu na maxa, jechałem jak na szpilkach :P
JPbike - ależ ja bardzo, bardzo chętnie :) Tylko najpierw muszę w końcu sobie kupić jakikolwiek rower nadający się do jazdy w terenie. Coraz bardziej do tego dojrzewam.
Lapec - to ja proponuję: ja 1200 i Ty 1200. Po co komplikować :) A ten odcinek chyba przespacerowałem, ale pewny nie jestem :)
Tak możesz, spotkamy się w nim jak Ty wykręcisz (zdrowy) 200km, a ja 1200 :P
Dodam jeszcze że tu - http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2019/2/3/14209695_Beztytuu.jpg jak dobrze pamiętam szło fajnie (nie licząc odcinku z piachem) pokręcić.
U nas jest i Czechosłowacka i Jugosłowiańska :) Ja jednak wolę wracać pod górkę, bo i tak już jestem wtedy zmęczony i przesadnych prędkości nie jestem w stanie rozwinąć ;)
Ja jestem z tych, którzy wolą najpierw pod górkę, żeby mieć w perspektywie powrót z górki. Ale poznański Dębiec też o dziwo jest położony na wzniesieniu, do którego prowadzi ulica Czechosłowacka - wciąż niezdekomunizowana (nikt się jeszcze nie odważył, i dobrze), więc co ja tam mogę? :)
W Jeleniej mam łatwiej - tam, gdziekolwiek w świat, jest pod górę :)
To ja mam o tyle lepiej, że wyjeżdżając z miasta w praktycznie każdą stronę mam z górki :) A wrócić i tak potem jakoś trzeba, więc przynajmniej zawsze trochę przewyższenia wpadnie.
Gizmo - no cóż zrobić, że płaski? Ale ma też swoje plusy :) Poza tym ja zawsze mogę wsiąść w dowolny środek transportu i za kilka godzin być u siebie, tylko że tym razem w prawdziwych górach. To dodaje kilka punktów tolerancji wobec codziennych płaszczyzn :)
Ania - jeden dzień, a ile optymizmu pogodowego! Poczekajmy, aż będzie on codziennością :)
Lapec - zaczynając od Osowej Góry przez te Puszczykowskie (potem dłuuuuuugo nic) da się dostać na Dziewiczą jednym rzutem, łącznie zaliczając może z 500 metrów przewyższeń.
No dobra, jest tu płasko! :)
Rozumiem, że już mogę z psychiatryka powoli się warunkowo wypisywać? :)
Dla mnie Poznań za płaski jest, żadnej frajdy gdy w okolicy nie ma dobrego i godnego podjazdu! A średnia to wszystko, pamiętaj że w górach te 26,5km/h to bardzo dobry wynik. Wiele osób by chciało takie tempo zobaczyć.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"