Przed dzisiejszym ruszeniem w drogę w mej głowie zakwitł ten sam dylemat co wczoraj, tylko że bardziej :) Chodzi oczywiście o wybór sprzętu do kręcenia - przy lekkim minusie i pozamarzanej jeszcze na poboczach wodzie, intuicyjny wydawał się cross, ale że dopiero na szosie czuję, że żyję, to z lekkim drżeniem serca wybrałem jednak bramkę numer dwa.
I... chyba dobrze zrobiłem. Poruszałem się co prawda ostrożnie niczym człony pewnej partii pod drzwiami prezesa, ale wróciłem w jednym kawałku, bez zaliczonej gleby. Do tego pod koniec wypadu na termometrze było już prawie-prawie zero, więc nawet mogłem się lekko rozkręcić i wycisnąć średnią choć minimalnie graniczącą z tą, którą uznaję za mniej wstydliwą.
Trasa wyszła na spontanie, bo pierwotnie chciałem dostać się na południe, ale "się mi" skręciło na zachód i wyszło "kodnominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Najgorzej było... No gdzie? Oczywiście, na śmieszkach :) Łęczyca jak zwykle niezawodna. Choć przyznać trzeba, że troszkę solą napierdziano.. A na Świerczewie w Poznaniu... nie napierdziano :) Za to prócz śladów kół wyraźnie wyodrębniają się na części rowerowej odciski stóp i psich łap. Natomiast w temacie domniemanej śmieszki na odcinku Dymaczewo Nowe - Stęszew wciąż znak zapytania, na razie jedynie straszy rozkopane pobocze. Jednak miałem dziś już siłą rzeczy wizualizację, jak zimą będzie się ona prezentowała - i miałem w uszach ten przyszłościowy dźwięk klaksonów... :) Fajnie dziś było. I nawet nie wiało mocno. Niestety - zerkam na prognozy jutrzejsze i dalsze, a tam... chomik welcome to :/
Lapec - hehe :) Ja z kolei czasem nawet specjalnie wyciągam jedną słuchawkę z ucha, coby było bardziej wyraźnie, a w cieplejsze dni nie chcę uronić niczego, co wydobywa się z ust klaksoniarza :) Aha, nie, to nie moje lokum, spokojnie, do tej wysokości jeszcze nie dotarłem :)
DaruS - oby! :) Ale pamiętam marce gorsze niż stycznie, oby nie tym razem!
Przed końcem roku gadałem sobie z kolegą - A słuchasz muzyki jak jeździsz rowerem? - Wiadomo - Musisz przestać, klaksonów nie słyszysz! - No właśnie :P
Także ten tego, ale w tym miejscu muszę się pochwalić: w zeszłym roku ino mnie trzy razy otrąbili, no chyba że więcej nie słyszałem :D
Grigor - to jedno, dwa - priorytetem w odświeżaniu jest droga, a nie ścieżka. W sumie mnie to nawet cieszy, bo niech mi który wtedy zatrąbi!!! :)
Huann - sól ziemi (nie) czarnej :) Komdominium oceniane na Relive (czyli do góry nogami) faktycznie się kurzy, ale w wersji klasycznej prezentuje się już klasycznie :)
Łęczyca to sól (i piach) ziemi, tej ziemi :) Nic dziwnego, że wita tym, czym wita! A w ogóle Kondominium kształtem coraz bardziej przypomina mi jednak... kurę.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"