Normalizacja
Mogłem dziś ruszyć szosą, suchą stopą, w całkiem przyjemnym upale o wartości plus dziewięć. Jako że wiało z południowego zachodu (solidnie, ale już nie tak silnie jak ostatnio), to z chęcią zaliczyłbym "kondominium", jednak jak wiadomo aktualnie najlepiej przez część tej trasy poruszać się czołgiem (a i to ryzykowne), więc odpuściłem. Zastępczo wykonałem inny klasyk - z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, kawałek do Lisówek i nawrotka, Do/u/piewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Bez ciśnienia i ciśnięcia, po prostu przed siebie.
Do Lisówek (nie Podłozin, jak napisałem wcześniej!) podjechałem, bo lubię tamtejszy widoczek na pola graniczące z lasem oraz małe uroczyska. Poza tym liczyłem na przywitanie się z widzianym tam dwukrotnie myszołowem i zlokalizowanie choć z grubsza miejsca jego gniazdowania. Jednak dziś nie było mi dane ani jedno, ani drugie.


Za to w Do/u/piewie budowa śmieszki znikąd donikąd trwa w najlepsze. Kostka kładzie się aż miło, dojazdy do pojedynczych posesji są obniżane, pas odgradzający kierowców od niebezpiecznych rowerzystów kwitnie. Tylko sensowności tej inwestycji jeszcze chyba nikt nie wytłumaczył, bo ruch jest taki, jak na zdjęciu. Ale za to pan wójt się utrzymał na stolcu (78% poparcia) - a cierpieć będą postronni kolarze - pięć dyszek tu, pięć dyszek tam i budżet będzie się spinał...

Relive TUTAJ.








