Grupowo. Na wybory!
Dzisiejszy dzionek był chyba ostatnim dzwonkiem przed ukazaniem się prawdziwej twarzy tak zwanego "piździernika". Od jutra ma wiać, padać, generalnie gnoić. Dziś na szczęście jeszcze było przyzwoicie, choć zimno (siedem stopni!) i generalnie mało sympatycznie.
Ruszyłem koło dziewiątej trzydzieści, już po starcie żałując, że nie wziąłem rękawiczek z długimi palcami. Z Dębca skierowałem się do Plewisk, a następnie Gołusek, co było o tyle odważną decyzją, iż spodziewałem się tam wciąż remontu. A tu... szok. Pozytywny.

Gładziutki asfalt, oddany świeżo przed wyborami. Jeśli tym mają skutkować, to niech będą co rok, ale tylko pod warunkiem, że nikt nie wpadnie na budowę abstrakcyjnych DDR-ek, tak jak kawałek dalej, koło Do/u/piewa. Tam na szczęście nie zdążono :)
Akurat miałem okazję "podziwiać" ten kretynizm nie sam. Bowiem przed Dopiewcem dopadło mnie trzech kolarzy, których od razu polubiłem, bo pozdrowili. A - jak wiadomo - nie jest to codzienność. Pozwoliłem więc się podłączyć pod sympatyczną grupę i po wykonaniu razem kilkunastu kilometrów (Dopiewo - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Zakrzewo), w tym daniu dwóch dłuższych zmian, odłączyłem się w końcu. Choć żałowałem, że czasu na większe eskapady nie miałem.

Pozostała mi już tylko samotna walka z wiatrem (oczywiście się zmienił) i powrót przez Dąbrowę, Skórzewo oraz Plewiska do domu. Tak jak na Relive.
A po południu na wybory. Swoje zrobiłem, ale przy okazji chciałem pogratulować logiki temu, kto wymyślił przezroczyste urny wyborcze, przez które widać, na kogo część ludzi oddała głosy, a co nie kolidowało mu z ciszą wyborczą. Brawo :)

Oddałem jeden ze swoich głosów zgodnie z wytycznymi - miały się przecinać minimalnie dwie linie. No to się przecinają :)

A ten, kto jeszcze nie był - zdąży. Warto - żeby potem nie marudzić, że źle i ble.








