Pogoda dziś, a pogoda wczoraj, to jak niebo i ziemia. Czyli obie wersje do du...szy, ale jedna jakby mniej :) Dzisiaj słabiej wiało, w ogóle nie padało, było cieplej, ale wciąż chłodno. Na polach i serwisówkach monetami zmiatało mnie z asfaltu, jednak mimo wszystko dało się jechać. Więc finalnie doznania chyba optymistyczne, acz z lekkim niesmakiem, bo wynik średni :)
Obrałem znów kierunek na zachód, tworząc odwłokową (może to widać na Relive) trasę, z Poznania przez Plewiska, serwiswóki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Dąbrówki oraz znów serwisowki i Plewiska do domu. W sumie... fajnie było móc jechać do przodu, a nie bronić się przed jazdą do tyłu, sponsorowaną przez kochany, słitaśny wiaterek :) Zaraz, zaraz, czy ja gdzieś tam na górze napisałem Dopiewo? Wciąż mam dylemat moralny, czy nie używać na stałe wersji prawidłowej, czyli Dupiewo, jednak wciąż się jeszcze powstrzymuję - dziś bowiem czekała mnie tam kolejna zagadka: czemu zrywany jest wąski pas asfaltu po jednej stronie drogi, zaraz przy chodniku, i czemu obok sterczy odłożona kostka. Mam nadzieję, że to, co myślę, to nie to, co myślę... :/ Widziałem co prawda fachmanów, ale dla własnego zdrowia psychicznego postanowiłem nie pytać, co tu powstaje.... Z rzeczy budujących, ale inaczej: znalazłem kolejną miejscowość, której wojewoda zapewne przytnie dofinansowanie :)
Mors - przecież to nic, że kilkanaście lat mieszkam w Poznaniu, niewiele mniej niż w Jeleniej, bo przerabiałem w międzyczasie jeszcze co najmniej dwa województwa :) Ja tam siebie określam jako Pyra Sudecka :)
Bitels - no nie żyłem, na szczęście, bo z karabinem mi nie do ryja :) Ale mógłbym być rowerowym łącznikiem, o :)
"daliście kopa Niemiaszkom" - nie mogę nie zaprotestować. :) Nie utożsamiałbym T-kinga z Wielkopolską i to w dwójnasób: dosłownie - bo pochodzi z Jeleniej Góry, oraz mentalnie - jako pacyfisty...
Wójt, czy burmistrz tej miejscowości już pewnie pakuje manatki. Widać, że Wielkopolska walczy. Nic dziwnego w powstaniu daliście kopa Niemiaszkom jak mało kto.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"