Wyjazd z kategorii: wyruszyć, wrócić, nie pamiętać. Warunki do kręcenia były nawet gorsze niż wczoraj, ale i bliźniacze: sympatyczna temperatura kilkunastu stopni została skutecznie uwalona przez wiatr. Choć nie, to nie był wiatr. To był szatan (ale ten z małej, coby nie obrażać właściwego ziomka), taki z tych wrednych małych gnojów z przerośniętym ego, wysysających z rowerzysty jakąkolwiek chęć do jazdy. Niestety skutecznie, co ponownie widać po tragicznym dzisiejszym wyniku, do tego wykonanym w jesiennym zestawie ciuchów. Lato! :)
Trasę, co zapewne widać na Relive, miałem - delikatnie mówiąc - niezbyt osłoniętą od podmuchów. Pola uprawne bowiem nie wiadomo czemu są jakoś średnio kompatybilne z lasami, a rosnąca już kukurydza może i jest lepsza w tym aspekcie niż buraki, ale niestety finalnie mało przydatna. Cierpienie dzisiejsze to ślad prowadzący z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Chomęcice, Głuchowo, Gołuski, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo, Plewiska, Poznań. W Plewiskach zakwitłem na dłużej, bo jak sobota to tylko do Lidla, do Lidla plus Biedronka - codziennie niskie ceny zakorkowały w dublecie tę miejscowość. W sumie wtopa, bo jutro zwykła niedziela handlowa :) A na mapie wyszedł mi dinozaur, idealnie odzwierciedlający tempo jazdy. Czemu taki radosny - za cholerę nie wiem :)
Komentarze (19)
Michuss - też pewnie byś był naburmuszony, jakbyś pracował za jakieś średnie pieniądze dla prywaciarzy na zasadzie franczyzy, do tego byś musiał grzecznie obcować z pijakami :) Ja bym był :)
Katana - no to trafiłaś na jedną z wyjątkowych :) Mi się też sporadycznie takie persony zdarzają, ale jak już to zawsze ją chwalę, że jest wyjątkiem od reguły :)
Mors - dużo, ale nie wszystko. Poza tym zależy od branży - tu już brak focha na pyszczku jest zaletą :)
W mojej okolicy jest Dinowa pustynia - parę parafii dalej to już nawet na wioskach powstają, a tu, w powiatowym mieście, ni ma. :> Ze Społemami nie uogólniaj, bo każden jest inny. ;)
Lapec - też jej nie znoszę, ale leci co chwilę, więc wyśmiać choć mogę :) Lasów nam bardzo, bardzo brakuje, ja akurat mam WPN, ale tylko na południe, poza tym się dość szybko kończy :) A Ty znalazłeś akurat wtedy puszczę :)
Huann - a już na pewno tamtejsze DDR-ki są KREDyńskie :)
Nie znoszę tej reklamy Lidla xD Fakt, lasów to wy mało tam macie, a szkoda bo kukurydza, buraki czy ten cholerny rzepak jest dość średnią ochroną przed wiatrem/deszczem xD Przypominajka z majówki: chyba z 10-15 kilometrów szukałem jakiegoś sympatycznego lasku na trasie Sobota - Murowana Goślina => znalazłem jeden ... i nie wybrzydzałem :D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"