Pogodowo niewiele się zmieniło wobec tego, z czym miałem wątpliwą przyjemność obcować wczoraj - wiało jak ostatni szatan (a może i nawet ten pierwszy?), chłodzik był sympatyczny, ale na gardło działał tak sobie, plus taki, że póki co nie padało. Za to demotywacja do jazdy była konkretna, więc niespiesznie uczyniłem swą powinność.
Duło ze wschodu, ale postanowiłem dziś to olać i ruszyć na zachód, bo się stęskniłem za "kondominium" w wersji najlepszej z najlepszych: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Wymęczyłem się, pownerwiałem i raz prawie zginąłem pod kołami debila wyprzedzającego z naprzeciwka, który najwidoczniej uważał, że jak widzi rowerzystę, to widzi powietrze.
A, i miałem też swój ukryty cel. Chciałem sprawdzić, czy mail, który skrobnąłem pod koniec maja do odpowiedniej komórki Urzędu Miasta i Gminy Stęszew, w sprawie tego oto złomasa zanieczyszczającego środowisko, odniósł jakikolwiek skutek. Odpowiedzi żadnej nie dostałem, szykowałem się więc do ponowienia pilnej prośby o interwencję, a tu proszę, miłe zaskoczenie - cichaczem prawdopodobnie wysłano kogoś i uprzątnięto teren. Brawo. Do życzenia jeszcze pozostaje brak odpowiedzi na zgłoszenie, ale dobra, nie będę się czepiał, grunt, że mamy happy end. Choć nie, do pełnego zwycięstwa przydałoby się zidentyfikowanie tego gnoja :)
Komentarze (9)
Huann - oj tak, niestety :/ Ślady pożarów pewnie fachowo zadeptane :)
Polecam każdemu robić to samo :) Chwila roboty, a efekty jak widać czasem są :) Urzędników samorządowych bardzo lubię, w przeciwieństwie do tych państwowych.
Urzędasy są czasami niewidzialni - znam z autopsji, a w nagrodę dostajemy info że "samo się zrobiło" :) No nic, super że zgłosiłeś, bo syf przy drodze aż za mocno kuł po oczach ;/
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"