Rudaw-iank-y

Piątek, 1 czerwca 2018 · Komentarze(11)
Kategoria Góry
No i w końcu wylądowaliśmy w stolicy Sudetów. W końcu, bo ostatni raz w górach byłem ho ho, a może nawet dłużej, czyli w październiku ubiegłego roku. Wstyd. Jednak teraz zaległości urlopowe udało się połączyć z długim weekendem, więc czas na reset - tak nieobecności, jak i umysłu.

Wolny dzień rozpocząłem dziś pobudką o... 5.45. Rano, żeby nie było :) Jednak był to mus, bo się okazało, że młoda psia gówniara nie za bardzo dogaduje się ze stateczną dziesięcioletnią jamniczką (ach te różnice pokoleń, mam to samo), a dziś akurat mieliśmy opiekować się nimi sami, trzeba było więc wdrożyć plan B, czyli ewakuować tymczasowo jednego z czworonogów do znajomych. Oczywiście Kropy byśmy nie oddali, stanęło więc na mądrzejszej prawie-że-emerytce. A ja przy tej okazji gdzieś o siódmej zaliczyłem prawie siedmiokilometrowy spacer.

Potem już, jak to mawiają w Wielkoposce, ze spokojem, można było działać rowerowo. Zanim jednak ogarnąłem po takim czasie rozsypującego się coraz bardziej górala, było już po dziewiątej, co oznaczało najgorsze dla mnie - jazdę w ukropie. Niestety trafiłem na jego ostry rzut, do tego stopnia, że w pewnym momencie musiałem się zatrzymać i ochłonąć, bo łeb mi pękał niczym studentowi o poranku po zaliczonej sesji. Niestety, upały działają na mnie tragicznie. Jednak o dziwo nie padało - wbrew prognozom. Zawsze to jakiś plus.

Wiało ze wschodu, ruszyłem więc w moje najukochańsze z najukochańszych Rudawy, których mi już cholernie brakowało. Górki niewysokie, położone na niewielkim obszarze, ale mające w sobie to coś. Z Jeleniej Góry popędziłem (no dobra, to słowo na wyrost, powinno być: popełzłem) do Łomnicy i Wojanowa, skąd wzdłuż Jaśkowej Doliny dotarłem do... Jeleniej. Następnie przy sporym ruchu doczołgałem się do Radomierza i Janowic, gdzie w końcu w pełni ukazały się mi rudawskie cycuchy :)



Postanowiłem lekko poszerzyć standardową trasę o kursik do Trzcińska wzdłuż Bobru, a następnie lekką nawrotkę do podnóża Przełęczy Karpnickiej, której pokonanie w tej temperaturze trochę czasu mi zajęło.




Natomiast po zjeździe z niej i minięciu Karpnik oraz Krogulca ukazały mi się już wyraźniej szczyty Karkonoszy. W sercu noszy. To znaczy nosiłem. To znaczy w sumie noszę, bo wciąż jestem cichym kibicem jeleniogórskiego klubu o tej nazwie :)



Powrót nastąpił przez Mysłakowice i trasą na Karpacz. Pod sam koniec ponownie z wielką przyjemnością doceniłem różnicę pomiędzy sympatyczną DDR-ką na ulicy Sudeckiej...

...a tym czymś z jeleniogórskiem Maciejowej, czyli zwałem lat 90., gdy zbudować gówno potrafiono wszędzie, ale już później je zburzyć i zastąpić czymś, po czym da się jeździć, mało gdzie. I tak to trzeba patrzeć za siebie, czy jakiś radiowozik nie nadjeżdża. Bo na tym czymś na przykład dziś już za wiele miejsca dla siebie nie widziałem :)

Tutaj zapraszam na Relive.

A jutro... jednak ma padać, i chyba niestety pogodynki wiedzą co kraczą :/

Komentarze (11)

O :) Czekam więc niecierpliwie :)

Trollking 20:45 wtorek, 12 czerwca 2018

Mnie w Łykend w gardle coś drapalo, zwłaszcza jak ujrzałem tablicę z napisem Ciechanowice :) O czym niebawem …;)

Walery 20:39 wtorek, 12 czerwca 2018

Miałem w planach jechać PO, a nie NA browara, ale wiatry się zmieniły w kolejnych dniach i sens życia się lekko zatracił :)

Obiecuję nadrobić następnym razem!

Trollking 21:49 poniedziałek, 11 czerwca 2018

A na browara do browaru wyskoczyłeś? :)

Walery 11:45 poniedziałek, 11 czerwca 2018

Lapec - wiem, ostatnie przeczy zasadom estetyki, z kilku względów. Oczywiście chodzi o bycie za bardzo przy kości, tfu, przy kostce :)

JPbike - zapomniałem napisać, że Maja pewnie kupowała swój rower w tym samym sklepie, co ja, bośmy w podobnym wieku i z tego samego miasta. A i mijanki zapewne nie raz i nie dwa na trasie z nią były :)

Trollking 21:33 niedziela, 3 czerwca 2018

Ja nie napiszę ile mam do rodziców, bankowo bliżej niż do Sosnowca ;)
Zdjęcia miody, bardzo lubię ... choć ostatnie, delikatnie mówiąc, takie se :D

Lapec 19:03 niedziela, 3 czerwca 2018

JPbike - hehe, no faktycznie :) a tego jelenia z ostatniej Twojej foty niemal widzę z okna :)

Huann - czas nadrobić i odrobić rowerową pańszczyznę :) Pewnie już tym razem do Miedzianki nie zawitam, ale przy okazji obiecuję pozdrowić!

Trollking 21:22 sobota, 2 czerwca 2018

Miło oglądać Sokoliki wieki niebywałe. Jakbyś zajrzał do Miedzianki, to koniecznie pozdrów duchy średniowiecznych gwarków!

huann 22:08 piątek, 1 czerwca 2018

Ten góral to stara szkoła konstrukcji MTB, młodziutka Włoszczowska na takim sprzęcie zaczynała karierę :)
A trasa jakby mi znajoma, te cycuchy od razu rozpoznałem :)

JPbike 21:40 piątek, 1 czerwca 2018

Ano faktycznie, fajnie, choć daleko. Z drugiej strony - wolę odwiedziny tu niż np. w Mielcu czy Sosnowcu :)

Trollking 21:04 piątek, 1 czerwca 2018

Zazdroszczę tych widoków! Fajnie jest pochodzić ze stolicy Sudetów - jest gdzie wracać i kogo odwiedzać. Ja do rodziców mam 10 km :))

anka88 18:52 piątek, 1 czerwca 2018
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa namio

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]