Prima glut #2
Jako że rano wykonałem już tego gluta, ciśnienia jakiegoś wielkiego na dalsze kręcenie po południu nie miałem. Ale... :)
Wystarczyło kilka godzin w ciepełku i katar, z którym męczę się od kilku dni wrócił ze zdwojoną siłą. Tak jakoś mam, że jedyne, co u mnie działa, jest zamrożenie choróbska. A przynajmniej tak sobie to tłumaczę :)
W związku z tym po śniadaniu u Teściowej (hip hip!), jak zwykle pysznym, postanowiłem jeszcze ruszyć.

Jakby co - to nie Teściowa! :)
Różnice były dwie główne - zabrałem tym razem szosę oraz, w co ciężko uwierzyć, ale jednak... wiało jeszcze mocniej. Momentami mój maks to było 17-18 km/h, a na wiaduktach przy bocznych podmuchach przestawiało mnie w prawo lub w lewo. Jako że gnój był z zachodu, to czekała mnie pustynna mordęga, praktycznie bez fragmentów z osłoną w postaci drzew (z chęcią zaprosiłbym po te doznania morsopodobnych miłośników cięcia zieleni). Oto typowe perspektywy, pochlastać się można.

Ten glut to: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Brr...
Podsumowując: bałem się, że będzie dziś zero, wyszło 60+. Jak na Prima Aprilis - spoko :)
Jutro... wiać ma co najmniej podobnie.








