W końcu seta

Niedziela, 11 marca 2018 · Komentarze(24)
To, że "wszyscy" pyknęli już w tym roku setę, a ja jeszcze nie (w tamtym roku udało mi się to już w lutym), stawało się lekko frustrujące. No dobra, nie stawało się, ale zawsze trzeba wymyślić sobie jakąś motywację :) Tą dzisiejszą była zarówno piękna pogoda, wolna niedziela, ale również kolega o kryptonimie BUS, który od jakiegoś czasu próbował się ze mną ustawić na wspólną jazdę. Do tej pory nie wychodziło, z różnych względów - terminów, braku czasu, zobowiązań rodzinnych i dokoła rodzinnych, a w końcu i problemów zdrowotnych. Dzisiaj w końcu udało się zgrać, bo nawet dostałem od Żony zielone światło do wyrwania na rower tych czterech godzin, czyli jakby nie patrzeć dwukrotności tego, co mam wynegocjowane. Dziękuję :)

Start ustaliliśmy na okolice południa, gdzieś tak o tej godzinie pojawiłem się w umówionym miejscu, czyli przy stacji Poznań Starołęka. Kolega Hubert, bo tak BUS ma na imię, podjechał po chwili, a ja już byłem po ściągnięciu niepotrzebnej górnej warstwy ciuchów, bo ubrałem się zdecydowanie za ciepło (już było czternaście stopni!). Po zapoznawczym zagadaniu ruszyliśmy w trasę, a że akurat udało się zgrać z całkiem sprawnie kręcącym kolarzem, to do Rogalinka poszło bardzo sprawnie, bo przez dawane zmiany mniej było czuć powiewy, których miało nie być, a oczywiście były. Kolega poleciał na Mosinę, a my dalej we wcześniej ustalonym kierunku.

Był nim początkowo Kórnik, do którego dotarliśmy przez jedne z moich ulubionych rejonów, czyli lasy Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Jako że pogoda dopisała, to zakwitł tam też mało estetyczny widok grzybiarek, z czego jedna akurat udawała się w trasę z jakimś miłośnikiem mykologii :) Oczywiście nie zawiedli tam również troglo z pewnymi kompleksami, które próbowali zrekompensować sobie zbyt ciężką stopą na pedale.

W Kórniku chwila dla reporterów :)


Przy wyjeździe na krajówkę zrównał się z nami jakiś killer w stroju teamu Mroza, na takim karbonie, że baranek mojej szosy niemal schował się ze wstydu :) A my zaczęliśmy orkę pod wiatr, następnie pod wiatr, a w końcu pod wiatr. Po drodze nie brakło atrakcji - m.in. miałem rzut beretem do domu. A mi się głupiemu wydawało, że to 40 km :)

Kawałek dalej nastąpił skręt do Koszut, które mimo mikroskopijnej wielkości mają kilka atrakcji - dworek i kościól z XIV wieku...

...oraz ruiny (chlip) przepięknych wiatraków.

W Środzie Wielkopolskiej pojawiliśmy się w jednym celu - wyjechać z niej :) Udało się - bo to miasteczko to koszmar kolarza, oczywiście z powodu śmieszek, takich rodzimych do kwadratu, wypełnionych niedzielnymi rowerzystami. Bardzo ładny widok z daleka, bo oczywiście żadnej nie zaliczyliśmy. Za to dokoła jeziora widać, że idzie nowe, bo tam zakwitł nawet asfalt i jest przyzwoicie,

O ile do tego miejsca kojarzyłem miejscówki, to za nim pojawił się przede mną nowy świat. Dzięki temu zawitałem w historycznym Gieczu, siedzibie pierwszych Piastów, co prawda oglądając z bliska jedynie romański kościół, a nie skansen, ale to do nadrobienia w innym terminie.

Aha, ktoś może wie o co chodzi z tym napisem? Czyja to lipa, czemu i w ogóle o ssssso chozzzi? :)

W Gułtowach z kolei następny zabytek - kolejny godny, częściowo drewniany. Wiem, był też pałac, ale to nie był wypad krajoznawczy :)

Ostatni etap to włączenie się do DK92 i nią przez Kostrzyn oraz Swarzędz dostanie się do Poznania. Na tym etapie miało wiać w plecy, ale napieprzało bocznym z południa. Jak zwykle :) Generalnie podczas całego przejazdu pomagał może maksymalnie przez jedną trzecią, na co mam świadka :)

A właśnie - jeszcze parę słów o BUS-ie (co ciekawe - ma BS-a, ale go nie praktykuje, za to ma urocze logo), którego poznałem dziś na żywo. Spoko człowiek, sympatyczny i ogarnięty, tak jak ja nienawidzący DDR-ek. Jechał dziś jeszcze nie do końca wyleczony z choroby, a godnie dawał radę - graty! :) Wedle założeń miała być dzisiaj średnia 28-29 km/h, ale jakoś tak wyszło, że lepiej wyszło :) Hubert zna okolice Poznania jak własną kieszeń, więc pozostało mi dziś po prostu kręcić. Natomiast ciekawostką jest to, że z założenia jeździ - lato czy zima - w rowerowym stroju, ale bez kasku (tego akurat nie pochwalam, ale co kto lubi), bez spd-ów (brawo!), a i tak kopyto ma godne. Innym rozdziałem jest podejście do przepisów - jeśli co do śmieszek podejście mamy tożsame (olewamy ile się da), to co do światła czerwonego lekko się ono różni - kolega ma swój patent, ja swój (jednak je zauważam, hehe). Mimo to udało się wynegocjować kompromis - ja naprawdę lubię jak muszę kogoś gonić, gdy już zapali się zielone :) Aha, no i jeszcze rower - jak na moje kompletny oldschool, czyli poezja: stalowa rama z lat 70. plus napęd na Ultegrze i 105-tce.

Przy AWF-ie każdy w swoją stronę, mnie czekał jeszcze kawałek na Dębiec, a po drodze jeszcze kwintesencja pierwszego "wiosennego" dnia, czyli tłok, tłok i tłok. Plus spora doza bezmyślności.

Fajny wypad, Hubert - dzięki za godny wynik mimo choroby i za towarzystwo. Miło było jechać. Wpadła mi w końcu ta stówa, nie będzie, że się obijam :) Pogoda była rewelacyjna, szkoda jedynie, iż wiatr nie chciał współpracować. Ale nie ma co narzekać.

Tu Relive z drogi. Całkiem zgrabnie to wyszło.

Komentarze (24)

Huann - to to :) z wyglądu staromodne, pod "maską" ogień :D

Katana - przykro... Kuruj siebie, męża i syna. Plus z tego taki, że teraz odchorujecie swoje, na wiosnę będzie spokój :)

Trollking 16:53 wtorek, 13 marca 2018

A ja się rozchorowałam - rodzina mnie zaraziła i padłam jak mucha - najpierw syn, potem mąż ....i ja na końcu poległam :(

Katana1978 13:29 wtorek, 13 marca 2018

A ja zdążyłem zobaczyć - ładne, z wyglądu staromodne srebełko! :)

huann 21:16 poniedziałek, 12 marca 2018

No bo księżula na rowerze to tylko w bajkach typu padre Mateo :)

A teraz oficjalnie, zgodnie z ustaleniami, znikają zbliżenia na BUS-owy rower. To była wersja shareware, jednodniowa, dla szybkich :)

Z pogody już mało co zostało - dziś padało, a pod koniec tygodnia ma wrócić... mróz :/

Trollking 21:07 poniedziałek, 12 marca 2018

Aaaa ... a w Gułtowach mam kumpla proboszcza który jeździ też na dwóch kółkach.
Tylko że te kółka napędza silnik spalinowy ! :(

Jurek57 19:51 poniedziałek, 12 marca 2018

BUS - również ponownie dzięki, godnie cisnąłeś mimo choroby :) Co do oryginalnych hamulców - potwierdzam, widziałem na własne ślipia :)

Jurek - dzięki :) ale... ja nie jeżdżę w trampkach, tylko kolega BUS, ja katuję niskobudżetowe adidasy :) I spd mówię wciąż nie :)

Bitels - fenkju :)

Lapec - hehe, faktycznie, lepiej nie kombinować z tym stocem :) Dzięki, był stówny głodek, został zaspokojony. Hamowanie faktycznie w szosach to nie jest najbardziej intuicyjna rzecz, nie ma co ukrywać :)

Trollking 19:13 poniedziałek, 12 marca 2018

Jest moc, a raczej stoc - z ostatnim wyrazem proszę nie kombinować ;-)

Każdy wyjazd na setkę plus jest godny podziwu więc szacun (-: ja na swoją pierwszą w tym roku liczę może koło kwietnia bo forma jaka jest każdy widzi ^_^

PS: Hamulce niepotrzebne, można trampkami w starym dobrym stylu o asfalt hamować ;-) grunt żeby skutecznie :-)

Lapec 18:17 poniedziałek, 12 marca 2018

Gratulację udanego wyjazdu :)

Bitels 16:40 poniedziałek, 12 marca 2018

Gratulacje !
Ale będzie też trochę dziegciu ! :)
Tomasz nie chwal siebie i kolegi za te trampki ! Ja wiem , wiem ... . Ale jak się jeździ na wąskich kołach to trzeba trzymak szyk ! :)
A rower kolegi super ! Prawie taki jak moje stare CILO. Tylko trzeba mieć ręce ze stali by wytrzymać 100 km nie mówiąc o czterech stówach. Tak telepie !
pozdro... !

Jurek57 16:06 poniedziałek, 12 marca 2018

Dzięki Tomasz za jazdę, wiadomo ile było na kole a ile z przodu ale dzisiaj nie było wyjścia żeby jechać taki speed.

Co do roweru, jest to stara angielska wyścigówa na nowoczesnych sterydach ;) do niedawna miałem tam jeszcze wolnobieg z 5 biegami, klamki od przerzutek przy ramie, przerzutki Shimano 660, suport na kwadrat itp. i to na takim zestawie trzasnąłem sam prawie 400 km nie używając nawet kolarskich ciuchów :P ale do dzisiaj mam jeszcze w nim RFN-wskie hamulce Weinmann''a z.. oryginalnymi klockami! ;) bo każdy stary kolarz dobrze wie, że.. po huj ci hamulce? ;)

BUS 00:46 poniedziałek, 12 marca 2018

Dzięki :)

Co do roweru - fajne jest to połączenie historii ze współczesną dość wysoką półką. Takie podejście Morsa, tyle że odwrotnie :)

O ścieżce w Środzie wiem niewiele, bo jechaliśmy wzdłuż niej, nie mając okazji (te barierki) oraz ochoty na nią wjechać. Generalnie sytuacja tam wygląda tak, że jakby ktoś był na tyle zdesperowany, żeby przestrzegać przepisów, to straciłby zęby na kostce w całym miasteczku, ale za to na końcu ma dość ładne coś. Wolałbym odwrotnie :)

Trollking 22:38 niedziela, 11 marca 2018

Ale oldskulowa ta szosa BUS`owa...

A ta DDRka w Środzie ma jakieś strzałki kierunkowe?! Naprawdę godne ;)))

Graty za setę. Ja zrobiłem w styczniu i na razie blokada.

michuss 22:30 niedziela, 11 marca 2018

Lepsze są dwusety, ale na to trzeba mniejszego lenia niż mój :)

Trollking 22:21 niedziela, 11 marca 2018

I fajnie. Sety są najfajniejsze :)

Katana1978 22:14 niedziela, 11 marca 2018

Kurde, ja wtedy jeszcze nie miałem BS-a! :) Relacja fajna, ale też widać, że przez te sześć lat poprawiła się jakość zdjęć z telefonów :)

Co do napędu tu wygóglałem sobie aktualne dura-ace za dwa tysiaki. Chyba nie chcę znać ceny oryginału z 1973 :)

Trollking 21:51 niedziela, 11 marca 2018

Seta to seta :)
Podobną trasę zrobiłem dokładnie sześć lat temu:
http://kamilzeswaja.bikestats.pl/652249,Grodziszczko.html
Jak ten czas zapier.... :)

A w BUSowym jednośladzie widziałbym pierwszą grupę DURA-ACE z 1973 roku.

kamilzeswaja 21:44 niedziela, 11 marca 2018

Tak myślałem, ale mimo wszystko miałem nadzieję na model 1:1 :)

Trollking 21:06 niedziela, 11 marca 2018

Dzięki :) Ładnie się prezentuje na półce :)

rmk 20:49 niedziela, 11 marca 2018

Łe! Graty!! :)

Trollking 20:44 niedziela, 11 marca 2018

Ja też i dlatego taki sobie kupiłem :)

rmk 20:41 niedziela, 11 marca 2018

Ania - wzajemnie :) A że pykniesz (pykniecie) stówę, pewnie niebawem - to oczywista oczywistość :)

Grigor - dzięki. No i faktycznie, już się lekko stęskniłem za tym smakiem :)

Remik - hehe, chyba nie, ale jak mam gdzieś motoryzację, to T1 uważam za klasę samą w sobie :)

Trollking 20:38 niedziela, 11 marca 2018

Jak BUS ma taki dwukołowy oldschool to w garażu pewnie stoi VW T1 :)

rmk 20:29 niedziela, 11 marca 2018

Gradżulejszyn - seta zawsze dobrze smakuje :-)

grigor86 20:28 niedziela, 11 marca 2018

Ja jeszcze nie pyknęłam sety, ale pomału... wykręci się :). Świetna trasa, bardzo dobrze mi znana. W towarzystwie raźniej, wiem coś o tym :). Pozdrowienia!

anka88 19:53 niedziela, 11 marca 2018
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa iobec

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]