Końcentrycznie
Miałem dziś przywilej ruszenia dość późno, bo o jedenastej, czyli o godzinie, gdy nie spodziewałem się żadnych korków czy pauz w jeździe. O ja naiwny... Po wydostaniu się z Dębca zawitałem na słynnej Starołęckiej, która stała na całej swej długości, od Hetmańskiej po przejazd kolejowy, który oczywiście zamknął mi się przed pyskiem (sumie to szlaban, nie przejazd), po tym jak ostrożnie i z musu czymś, co stanowi miks chodnika z jeszcze większym syfem, doń się powoli doczłapałem. Po chwili ruszyłem w kierunku Minikowa i dalej Krzesin, gdzie... zamknął się przejazd (czyli szlaban), tym razem dla odmiany nie przed pyskiem, a przed ryjem. Z nudów uwieczniłem ów fakt.

Dopiero na wysokości Jaryszek mogłem się lekko rozpędzić, choć wiaterek, mimo że lekki, nie ułatwiał zadania. Za Koninkiem postanowiłem lekko rozszerzyć klasycznego muminka o objazd przez Szczytniki, Kamionki, Babki i Daszewice, którędy dostałem się dalej do Czapur, Wiórka, Rogalinka, gdzie wspiąłem się na hopkę w jednym jedynym celu - zjechania z niej i wykonania Vmaxa. Od tego momentu nastąpił nawrót przez Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Wiry oraz Luboń do domu. W sumie wyszło takie cuś.
W Mosinie zaliczyłem trzecie tego dnia zamknięte rogatki. Odwiedziłem też starych ziomali w Babkach. Wszystko u nich ok, cieszą się końskim zdrowiem :)

Jazda była całkiem przyzwoita, żałowałem tylko straconych momentów na Starołęce i pod koniec w Luboniu, gdzie klasycznie zakwitłem przed rondem, na którym trwała - za przeproszeniem - sraczka spowodowana debilizmem spod znaku zakazu handlu w niedziele (ja tam bym wolał soboty). Jak wiadomo jeden dzień bez możliwości zrobienia zakupów oznacza, że należy się zaopatrzyć niczym na lata okupacji.
Rowerzystów - miliardy. Co oznacza, że już niedługo przylecą bociany, które też mają swój, ekhmmm, sezon. Ale dziś każdy ładnie odmachiwał - brawo, to ta kulturalna odmiana :)
Pod koniec ze zdziwieniem przyuważyłem, że otwarto już dla ruchu odcinek ulicy 28 Czerwca 1956 r. obok felernej kamienicy. Stoi tam oczywiście jeszcze policja, ale ruch odbywa się normalnie. Teraz można z bliska zobaczyć, co zostało po wybuchu. Mnie najbardziej poraża widok wiszących oznak codzienności, która została nagle przerwana, czyli lustra, obrazka i torebki... Ech :/









