Ludwikując
W końcu jest ciepło... Bo przecież trzy stopnie na plusie to rzecz jeszcze niedawno niewyobrażalna, a jednocześnie bardzo ciesząca moje jestestwo, które tym razem nie musiało na cielesną powłokę zakładać tony ciuchów, wystarczyło kilka kilogramów. No i póki co wiatr nie szaleje, był dziś jedynie lekko upierdliwy, ale bez przesady.
Trasa to klasyczne przedpracowe kondominium - z Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i znów Luboń do domu. Ale dziś wyjątkowo postanowiłem dodać do wyprawy jeszcze jeden element, czyli skręt w ślepą uliczkę, prowadzącą z miejscowości Krosinko do Ludwikowa. Miejsce jest o tyle ciekawe, że znajduje się już praktycznie na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego, niedaleko zeń do jeziora Kociołek oraz Budzyńskiego, a ponadto położone jest na niewielkim wzniesieniu o nazwie Góra Staszica. W XIX wieku i przez pierwsze ćwierćwiecze XX w. funkcjonował tam dom kuracyjny wraz z restauracją, w 1926 roku powstało sanatorium dla chorych na gruźlicę, natomiast w czasie II wojny światowej a to Niemcy postanowili je wykorzystać jako obóz wynarodawiający dla dziewczynek, a to Rosjanie jako szpital dla Armii Czerwonej. Aktualnie jest tam oddział Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii.
Biorąc pod uwagę położenie (w cieplejsze miesiące okolica prezentuje się przepięknie), jak już chorować (a lepiej nie), to tylko tam :) Cisza, spokój, ptaszki śpiewają... Postaram się kiedyś w wolny dzień dostać się na teren ośrodka, bo znajduje się tam kilka zabytkowych budynków oraz altan. Zaniepokoił mnie tylko szlaban, którego chyba (ale mogę się mylić, bo byłem tylko raz, i to przypadkiem) tu wcześniej nie widziałem, a wjazd był otwarty, również dla komunikacji podmiejskiej. Teraz może to być pewne wyzwanie.










