Ludwikując

Czwartek, 8 marca 2018 · Komentarze(5)
Powrót do codzienności wypadł na szaro-buro. Taki bowiem kolor miało dziś niebo i to, co pod nim. Do tego kapało jeszcze co jakiś czas, na szczęście to lepsze - deszcz, a nie białe gów... śnieżek. W związku z powyższym znów w obroty poszedł cross, który nie zdążył jeszcze do końca obeschnąć po wczorajszym wieczornym kręceniu.

W końcu jest ciepło... Bo przecież trzy stopnie na plusie to rzecz jeszcze niedawno niewyobrażalna, a jednocześnie bardzo ciesząca moje jestestwo, które tym razem nie musiało na cielesną powłokę zakładać tony ciuchów, wystarczyło kilka kilogramów. No i póki co wiatr nie szaleje, był dziś jedynie lekko upierdliwy, ale bez przesady.

Trasa to klasyczne przedpracowe kondominium - z Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i znów Luboń do domu. Ale dziś wyjątkowo postanowiłem dodać do wyprawy jeszcze jeden element, czyli skręt w ślepą uliczkę, prowadzącą z miejscowości Krosinko do Ludwikowa. Miejsce jest o tyle ciekawe, że znajduje się już praktycznie na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego, niedaleko zeń do jeziora Kociołek oraz Budzyńskiego, a ponadto położone jest na niewielkim wzniesieniu o nazwie Góra Staszica. W XIX wieku i przez pierwsze ćwierćwiecze XX w. funkcjonował tam dom kuracyjny wraz z restauracją, w 1926 roku powstało sanatorium dla chorych na gruźlicę, natomiast w czasie II wojny światowej a to Niemcy postanowili je wykorzystać jako obóz wynarodawiający dla dziewczynek, a to Rosjanie jako szpital dla Armii Czerwonej. Aktualnie jest tam oddział Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii.

Biorąc pod uwagę położenie (w cieplejsze miesiące okolica prezentuje się przepięknie), jak już chorować (a lepiej nie), to tylko tam :) Cisza, spokój, ptaszki śpiewają... Postaram się kiedyś w wolny dzień dostać się na teren ośrodka, bo znajduje się tam kilka zabytkowych budynków oraz altan. Zaniepokoił mnie tylko szlaban, którego chyba (ale mogę się mylić, bo byłem tylko raz, i to przypadkiem) tu wcześniej nie widziałem, a wjazd był otwarty, również dla komunikacji podmiejskiej. Teraz może to być pewne wyzwanie.


Komentarze (5)

Huann - ta góra nazywała się kiedyś Ludwikowska, a jeszcze dawniej i ładniej - Ludwigshohe. Mogło w sumie tak zostać :)

Kamil - dzięki raz jeszcze za info, do przetestowania :)

Trollking 18:27 piątek, 9 marca 2018

Wyszukiwarka szaleje, bo w Puszczy Zielonka tez jest osada Ludwikowo, przez którą przejeżdżam czasami jeżdżąc po rewirach Grigora. Jak przejrzałem swojego BS, to trzy razy byłem w Ludwikowie na terenie dawnego sanatorium "Staszicówka". I nikt mi nie robił problemów. Teren ciekawy historycznie.

kamilzeswaja 15:52 piątek, 9 marca 2018

U Was Staszic usypał górkę (albo i nie), a u nas zachęcił do założenia całkiem Nowego Miasta. Przedzierając się zresztą wpierw przez potworne błota od strony Zgierza. Że też mu wtedy nie zbudowano ciągu pieszo-konnego z kostki....przynajmniej ktoś by się z takiego wynalazku na trasie Uć-Zgierz ucieszył. Albo by uciekł i nie wrócił. Mnóstwo wątpliwości zatem.

huann 22:47 czwartek, 8 marca 2018

Ta wyszukiwarka lekko szaleje, ale poradziłem sobie inaczej, za pomocą wujeczka Gógla :) Dzięki za info!

Trollking 18:13 czwartek, 8 marca 2018

W Ludwikowie byłem kilka razy, z czego dwa razy rowerem. Można się tam dostać od strony Jeziora Kociołek, od strony Szwedzkich Gór lub grzecznie obok portierni. Jak wpiszesz na moim BS "Ludwikowo" w wyszukiwarce to Ci się pokażą moje wpisy.

kamilzeswaja 15:00 czwartek, 8 marca 2018
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa lkazd

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]