Na początek, żeby lekko złagodzić wrażenia z dzisiejszego wypadu, zaznaczę, że jestem pewien jednego - latem przy temperaturze plus czterdziestu stopni tęsknił będę namiętnie za takimi dniami jak dzisiaj.
Tymczasem... Kurna, jak zmarzłem! :) Wyjeżdżałem po ósmej rano, gdy termometr pokazywał minus siedem, a dwie godziny później pławiłem się w już ciepełku na poziomie minus czterech. Istne szaleństwo. Do tego doszedł jeszcze wiaterek z (niby) północnego wschodu, niespecjalnie silny, ale i tak wystarczający do stworzenia ze mnie personifikacji sopelka lodu. A, no i prószył lekki śnieżek. Po drodze chciałem się wzmocnić izotonikiem, ale nie miałem dłuta, żeby wydobyć go z bidonu :) Słowem: zabawa na całego.
Niniejszym jedynie odfajkowuję trasę, lekko przekombinowaną - z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Szczepankowo, Tulce, Zalasewo i do granic Swarzędza, tam nawrotka znów na Tulce, następnie Żerniki, Koninko, Głuszyna, Starołęka i znów przez Lasek Dębiński do domu. Tytułowa nędza jest pełna - ze średnią, z motywacją oraz chęcią do jazdy. Jedne co wyszło to sympatyczny Vmax jak na crossa :)
No ale przecież nie ma złych warunków do jazdy :)
Komentarze (5)
Huann - pustaków mam za dużo dokoła, musiałoby zostać samo k :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"