Pierwszy dzwonek
Generalnie dzisiejszy wyjazd musiałem uskutecznić mega wcześnie (wyjazd po ósmej), bo w południe czekała mnie upiorna przyjemność pod kryptonimem "witamy w pracy". Te minus pięć na termometrze chętnie zamieniłbym na to samo, ale na plusie, jednak jakoś nikt z zaświatów mi tego nie zaproponował, trzeba więc było znów się opatulić na cebulę i ruszać. Trasę wybrałem zgodnie z powiewami wschodniego wiatru - z Dębca przez Hetmańską, Starołękę (na DDR-ce uroczo jak zwykle), Głuszynę, Koninko, Gądki, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu. W Gądkach trafiłem przy Rabenie na tirową kumulację, więc moja średnia spadła do okolic temperatury, choć i tak z uwagi na warunki odbiegające od żaru tropików, nie miałem ochoty cisnąć.
No i dzwonek. Odbył się on właśnie tu:

Nie powiem, zaskoczył mnie :) Sprawa była o tyle skomplikowana, że na powyższym zdjęciu (nie)widać skrzyżowania w Tulcach, ja skręcałem z głównej w lewo, ale musiałem ustąpić samochodom z prawej, które zasłoniły mi widok, ruszyłem i... leżałem. Dobrze, że jechał tylko jeden TIR, który od razu się zatrzymał. A to lodowisko - jak sprawdziłem, gdy się pozbierałem - spowodowane jest strumykiem czegoś nieokreślonego, co płynęło sobie z posesji za płotem, nikt tego nie skuł, no i mamy. Skończyło się dobrze, a plusem dodatnim jest to, że znów nie wziąłem nowej szosy, bo bym już miał na niej pierwsze szlify. Tak poza tym drogi były całkiem przejezdne, co uśpiło moją czujność.
Jeszcze fotka z Lasu Dębińskiego...

Wstąpiłem też w okolicach Szczodrzykowa w pewno miejsce zobaczyć, co było napisane. Okazało się, że zakaz wstępu :)









