Glut + Szachty
Naprawdę lubię się wyspać, lubię zjeść spokojnie śniadanie w wolny dzień, ale też lubię mieć w perspektywie jeżdżenie. Ale na białe gów... puszek czasem nie ma mocnych. Tym bardziej, że koło dziesiątej niebo się jeszcze bardziej zachmurzyło i znów zaczęło sypać. Żeby nie siedzieć w domu postanowiłem więc zrobić sobie spacer na Szachty, położone niby niedaleko od mojego domu, ale wyszło z tego ponad siedem kilometrów dreptania. O Szachtach już tu wspominałem, więc jedynie kilka fotek. Może to nie Mazury, ale trzeba lubić, co się ma pod nosem :)







Jak da się zauważyć, aura czekała tylko na to, żebym oddalił się od domu, by zacząć się klarować. Gdy wracałem, zrobiło się praktycznie słonecznie, więc w te pędy zaprzęgłem crossa i postanowiłem wykonać choćby gluta - na więcej czasu już nie miałem. No i udało się. Wiało z północy, niby niespecjalnie mocno, aczkolwiek upierdliwie, ale ja ruszyłem na zachód (Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań), bo pchanie się przez miasto, by wracać przez miasto, nie należy do moich ulubionych zabaw. Wiem, ciężko uwierzyć :) Drogi jak na złość były już całkiem przejezdne, jakby nie mogło tak być od rana.
Dziś zamiast Relive z jazdy, to samo ze spaceru. Trzeba czasem brejkać rule :) Aha, przy okazji gratka dla miłośników chodnikowego MTB, wprost z Opolskiej. Tutaj naprawdę można zdobyć sporo przewyższeń :)

Z tej samej ulicy foto baraku (tak, ludzie wciąż żyją w czymś takim w drugiej dekadzie XXI wieku), w którym niedawno odkryto zwłoki dwóch mężczyzn - całkiem poważnie rozpatrywana jest opcja morderstwa. Tyle z poznańskich atrakcji :)









