Taaa...
Taaa...
Dokładnie w momencie, gdy w pełnym rynsztunku oraz crossem pod pachą wyszedłem z domu, zaczęło sypać. Na tyle jednak delikatnie, że nie zrażony postanowiłem być dobrej myśli i jechać, z hasłem przewodnim większości laureatów Nagrody Darwina - "eee, zaraz przestanie".
Taaa...
Gdzieś na wysokości dziesiątego kilometra mogłem już stworzyć na kierownicy średniej wielkości bałwanka. Zacząłem też rozważać, czy w związku z tym faktem jednak nie skrócić wypadu. No ale przecież zaraz przestanie.
Taaa...
Po przejechaniu calutkiego Poznania, z Dębca przez Górczyn, Grunwald, Sołacz, Piątkowo, zaliczając wszelkie możliwe czerwone światła i niedzielne korki (a były takie), wspiąłem się na hopki na Morasku i się poddałem. Padało coraz bardziej, wiało upierdliwie z każdej strony i mi się odechciało. Trzeba wiedzieć, kiedy z roweru zejść :)


Tak to z grubsza wyglądało. Droga powrotna była z mniej więcej taka sama, cieszyłem się jedynie, że jest minimalnie powyżej zera i całe to białe gów... puszek nie zamarza na asfalcie. Spotkałem też naprawdę sporo rowerzystów, tak samo jak ja w ewidentny sposób zaskoczonych przez naturę. Bo kto to widział śnieg w lutym? :)
Gdy byłem już niedaleko domu, przestało sypać. Na liczniku miałem 30+, zostało niedużo do szczęścia, więc... Przecież już będzie ładnie, prawda?
Taaa....
Połowa dokrętki faktycznie była całkiem ok, ale gdy już dotarłem do granicy Komornik z Plewiskami, zaczęło gnoić tym razem miksem deszczu ze śniegiem i tak było prawie do końca. Przestało kilka kilometrów przed metą. A ja skorzystałem z okazji i zrobiłem crossowi selfie pod mało znanym w Polsce zakładem produkującym dwa najlepsze na świecie produkty - musztardę piekielną oraz majonez delikatesowy stołowy. Jak na moje firma Pegaz powinna zostać oficjalnym dobrem narodowym :)

Niedaleko domu - coby rower nie narzekał na zbyt pustynne warunki - zafundowałem mu jeszcze za całe 2 PLN okazję do zapoznania sie z żywiołem o nazwie ha dwa o :)

Oj, nie był to mój wymarzony wypad (tu w wersji Relive). A ja na wszelki wypadek zapodałem już sobie kilka specyfików paramedycznych z końcówkami "-ex".








