Taaa...

Niedziela, 4 lutego 2018 · Komentarze(9)
Z przyczyn nie do końca zależnych od głównego zainteresowanego, czyli mnie, zbierać się na rower mogłem dziś dopiero lekko przed południem. W sumie w teorii były z tego same korzyści - mogłem się wyspać, zjeść spokojnie śniadanie, odczekać, aż temperatura minimalnie wzrośnie, a przede wszystkim liczyć na zapowiadane wszem i wobec w internetowych pogodynkach rozpogodzenie - bowiem drogi były jeszcze mokre po nocnych opadach. Jednym słowem (a w sumie dwoma) - same plusy!

Taaa...

Dokładnie w momencie, gdy w pełnym rynsztunku oraz crossem pod pachą wyszedłem z domu, zaczęło sypać. Na tyle jednak delikatnie, że nie zrażony postanowiłem być dobrej myśli i jechać, z hasłem przewodnim większości laureatów Nagrody Darwina - "eee, zaraz przestanie".

Taaa...

Gdzieś na wysokości dziesiątego kilometra mogłem już stworzyć na kierownicy średniej wielkości bałwanka. Zacząłem też rozważać, czy w związku z tym faktem jednak nie skrócić wypadu. No ale przecież zaraz przestanie.

Taaa...

Po przejechaniu calutkiego Poznania, z Dębca przez Górczyn, Grunwald, Sołacz, Piątkowo, zaliczając wszelkie możliwe czerwone światła i niedzielne korki (a były takie), wspiąłem się na hopki na Morasku i się poddałem. Padało coraz bardziej, wiało upierdliwie z każdej strony i mi się odechciało. Trzeba wiedzieć, kiedy z roweru zejść :)


Tak to z grubsza wyglądało. Droga powrotna była z mniej więcej taka sama, cieszyłem się jedynie, że jest minimalnie powyżej zera i całe to białe gów... puszek nie zamarza na asfalcie. Spotkałem też naprawdę sporo rowerzystów, tak samo jak ja w ewidentny sposób zaskoczonych przez naturę. Bo kto to widział śnieg w lutym? :)

Gdy byłem już niedaleko domu, przestało sypać. Na liczniku miałem 30+, zostało niedużo do szczęścia, więc... Przecież już będzie ładnie, prawda?

Taaa....

Połowa dokrętki faktycznie była całkiem ok, ale gdy już dotarłem do granicy Komornik z Plewiskami, zaczęło gnoić tym razem miksem deszczu ze śniegiem i tak było prawie do końca. Przestało kilka kilometrów przed metą. A ja skorzystałem z okazji i zrobiłem crossowi selfie pod mało znanym w Polsce zakładem produkującym dwa najlepsze na świecie produkty - musztardę piekielną oraz majonez delikatesowy stołowy. Jak na moje firma Pegaz powinna zostać oficjalnym dobrem narodowym :)

Niedaleko domu - coby rower nie narzekał na zbyt pustynne warunki - zafundowałem mu jeszcze za całe 2 PLN okazję do zapoznania sie z żywiołem o nazwie ha dwa o :)

Oj, nie był to mój wymarzony wypad (tu w wersji Relive). A ja na wszelki wypadek zapodałem już sobie kilka specyfików paramedycznych z końcówkami "-ex".

Komentarze (9)

Huann - faktycznie, tam też sporo zasobów jest w dziurach :)

Kamil - po co się odzywałem :) Tyle trudnych słów :) A to ostatnie to, hmmm... Próbowałem znaleźć info i się poddałem po "Lek DOSTINEX jest pochodną ergoliny o aktywności dopaminergicznej, silnie i długotrwale obniżającą stężenie prolaktyny. Działa poprzez bezpośrednie pobudzanie receptorów dopaminowych D2 w komórkach przedniego płata przysadki, hamując w ten sposób wydzielanie prolaktyny" :P

Lapec - hehe, inaczej się foty nie dało zrobić :) I nie, nie pomyliłem przybytków :)

Trollking 19:34 poniedziałek, 5 lutego 2018

Dobrze że napisałeś że to myjnia bo wygląda jak byś miał niezłe ciśnienie między nogami :PPP

Lapec 18:54 poniedziałek, 5 lutego 2018

No to widzę, że kolega miał poważne problemy zdrowotne po „pięćdziesiątce”:
Endiex (na biegunkę), Zulbex (refluks), Aciprex (antyderpesant), Lambrniex (obniża cholesterol), Relifex (choroba zwyrodnieniowa stawów), Diosmniex (ból nóg, żylaki, hemoroidy), Fostex (astma), Bicalex (przerost prostaty), Donepex (otępienie w chorobie Alzheimera), Rozex (trądzik różowaty).
Sport to zdrowie! Tylko mam nadzieję, że Dostinex nie musiałeś brać :P

kamilzeswaja 18:30 poniedziałek, 5 lutego 2018

Katar przy Zatoce to synonim bogactwa!

huann 22:47 niedziela, 4 lutego 2018

Huann - no przecież! :)

JPbike - raczej wykuwa się katar :) Ale dziękuję :)

Trollking 22:19 niedziela, 4 lutego 2018

W takich warunkach na rowerze to tak wykuwa się stal - Twardziel z Ciebie :)

JPbike 22:14 niedziela, 4 lutego 2018

Bo to jamnik w wyskoku szybszym od własnych łap!

huann 22:06 niedziela, 4 lutego 2018

No faktycznie! Tylko jakiś taki beznogi :)

Trollking 21:58 niedziela, 4 lutego 2018

Za to wyszedł z kształtu trasy jamnik w skoku za hmm... Stęszewem?

huann 21:34 niedziela, 4 lutego 2018
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa obote

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]