Wczoraj zakładałem, że będzie padać i nie pojeżdżę. W sumie okłamałem sam siebie, ale połowicznie - padało, lecz jedynie wczesnym porankiem, a że w samo południe musiałem być w pracy, to udało mi się wykręcić zaledwie gluta. Zawsze coś. No i teraz nasuwa się pytanie: czy oszukując siebie jestem kłamcą, półkłamcą, czy może jedynie człowiekiem błądzącym?
Jazda (a w sumie skakanie) była o tyle utrudniona, że napęd w crossie niestety sam się nie naprawił (nie żebym miał jakiekolwiek nadzieje, ale...), co w przypadku konieczności walki ze znów bardzo silnym wiatrem powodowało, że pościerałem sobie znaczną powierzchnię szkliwa zębowego, żeby powstrzymać cisnące mi się na ryj szewskie słownictwo. W kilku...nastu...dziesięciu przypadkach jakoś się nie udało :) A ja, jako miłośnik pagórków, cieszyłem się z płaskich odcinków, bo jakiekolwiek małe wzniesienie lub co gorsza wiadukty, były mentalnym przeżyciem, połączonym z ponowną werbalizacją znacznej ilości słów na: "k" oraz "p", z akcentami głównie na "rrr" :)
Trasa - króciutka, a szkoda, bo po południu się rozpogodziło (widziałem przez okno w pracy, grrr...): Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Plewiska - Poznań. W Plewiskach mijałem się z jakąś potężną, kilkunastoosobową grupą mtb-owców, mknących z odgłosem grubych opon na asfalcie w kierunku południowym. Ptaki wracają już na północ, rowerzyści odwrotnie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"