Jeśli tytuł kojarzy się komuś z pewnym świętej pamięci już niestety piwem, to... dobrze się kojarzy. Fajny był to brand, choć smak nie do końca mój.
Za to pogoda była dziś taka, że po raz kolejny nie widziałem za wielu przeszkód do jazdy. Czyli z grubsza skopiowana z widoku wewnątrz kubka, w którym wypiłem poranną kawę z mlekiem. W terenie zabudowanym od biedy jeszcze można było uznać ją za małą czarną, ale już im dalej w pola, tym bardziej mgliście. A ostatnie dziesięć kilometrów było już bardzo przyzwoicie pod względem widoczności, bo chmury zostały rozmyte przez deszcz. Jak nie urok to... uwalony napęd :) Choć w sumie kręciło mi się nie najgorzej, głównie dzięki niezbyt upierdliwemu wiatrowi. Co stanowi ewenement na skalę wielkopolską.
A oto dowód na to, że jak widać mało co było widać :) Choć i tak jak zwykle foty kłamią, bo było bardziej... zajemgliście. A, jeszcze trasa. Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Więckowice - Sierosław - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Plewiska - Poznań.
Jutro wg prognoz.. no właśnie. Każda mówi co innego. Więc na wszelki wypadek zakładam, że będzie lało i nie pojeżdżę.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"